czwartek, 11 maja 2017

Rozdział 34 - Stracony

_______________________________________

Na początek chciałabym zaznaczyć, że większość rzeczy wraz ze wstępem napisałam... kilka ładnych miesięcy temu. Możliwe, że rozdział nie będzie trzymał się przez to kupy. 
_______________________________________

1. Powala mnie czasami jak w komentarzach przewidujecie rozwój wydarzeń, cwane z was wróżbity. Ale i tak wam nie powiem. 

2. Pod poprzednim rozdziałem Violin zaproponowała Q&A. Więc dlaczego nie? Ale żeby takie miało szansę zaistnieć - muszę mieć na co odpowiadać. Więc jeśli macie do mnie jakieś niecne, pokręcone, całkiem normalne czy śmieszkowe pytania, śmiało piszcie w komentarzach pod spodem z dopiskiem "Yaoicowe Q&A" co by Sabate się za bardzo nie pogubiła co jest czym.

3. I naprawdę jest mi wręcz głupio przez brak prawe jakiejkolwiek aktywności z mojej strony. Zdaje sobie sprawę że ten blog nieuchronnie przymiera właśnie przez to, ale jeszcze trochę czasu zajmie mi ogarnięcie się ze wszystkim. Dlatego dziękuję wszystkim wytrwałym i zapraszam na kolejny rozdział. 



Jak dla mnie deszcz mógłby nie istnieć. Nie jestem w stanie skojarzyć z nim niczego miłego. Nienawidzę czuć zimna przez przemoczone ubrania, a właśnie to poczułem w pierwszej chwili kiedy ocknąłem się w środku ulewy na ławce w parku. Znowu zasnąłem w nieodpowiednim miejscu i o niewłaściwym czasie... smutno mi z tego powodu za każdym razem kiedy tak się dzieje. Z lekka staje się to już uciążliwe. Chciałbym mieć większą kontrolę nad swoim dniem...

Przemoczony i zmarznięty wracałem do hotelu, w którym tymczasowo zameldował mnie Cole. Stwierdził, że potrzebuję cichych i spokojnych wakacji. Ok... tydzień zdecydowanie by wystarczył. Po dwóch czuję się już samotny. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie żebym mógł wrócić do reszty i zacząć znowu obsługiwać klientów. Przecież nie zraziłem się do tego, plecy ładnie się wygajają... Dlaczego Cole tak mocno trzyma się swoich racji?

Wchodząc do hotelowego lobby starałem się udawać, że wcale nie widzę tych zaciekawionych lub zdziwionych spojrzeń. Jak dla mnie ten hotel jest zbyt elegancki i luksusowy. Nie pasuję tu. I nie dlatego, że nie mam na sobie drogiego garnituru. Przytłacza mnie ten przepych. Za dużo wszystkiego. Nawet winda, w której się znajduję jest zbyt... bogata. I korytarz, do którego właśnie wszedłem na właściwym piętrze żeby dostać się do pokoju... niezdrowy przepych.

- Blaise...!

Słysząc swoje imię, wypowiedziane znajomym głosem, odruchowo obróciłem się w strony osoby, która mnie zawołała.

- Cole. - kiwnąłem mu lekko głową na powitanie kiedy podszedł do mnie bliżej.

- Zaczynałem się już martwić kiedy nie otwierałeś drzwi od pokoju i nie dawałeś znaku życia, a poza tym, dlaczego jesteś cały mokry?!

- Przepraszam.

- Widzę, że twój spacer nieco się wydłużył... - krytycznym spojrzeniem zmierzył mnie od stóp do czubka głowy kręcąc z rezygnacją głową na widok moich mokrych ubrań. - Oj Blaise... Chodź, wysusz się. Jeszcze tego mi brakuje, żebyś się przeziębił...

Poszedłem za nim w stronę mojego pokoju, gdzie Cole grzecznie poczekał aż sprawdzę wszystkie kieszenie i w końcu znajdę kartę magnetyczną do drzwi.

Pewnie kogoś zdziwiłoby dlaczego Cole po prostu mnie nie zamknął w pokoju i nie zostawił tam bez możliwości swobodnego wychodzenia z niego. Już dawno przestał mnie kontrolować i sprawdzać. Wie że zrobię co chce i że nie odejdę. Właśnie... nie odejdę.

To bardzo dziwna relacja. O ile słowo "relacja" w ogóle może zostać przypasowane do tej sytuacji. Zostałem sprzedany, a Cole mnie kupił. Nabył jak zwykłą rzecz. Handel ludźmi i te wszystkie sprawy z nim związane... Ale nie traktuje mnie jak jakiegoś niewolnika i nigdy tak nie traktował. Na początku tylko wymagał, potem przywykłem. Dla mnie jest jak... wyrozumiały pracodawca. Zaakceptowałem fakt, że moje życie nie może wyglądać inaczej. Da się z tym żyć. Kwestia przywyknięcia.

Niech wszystkie rzeczy zostaną takimi jakimi są. Bez żadnych zmian.
Przynajmniej na razie.

* * *

Lubiłem to uczucie kiedy rozmawialiśmy po seksie. O wielu mało istotnych rzeczach, czasami o mnie... ale nigdy o nim. Wiedziałem, że w jakiś sposób mogę mu zaufać. Że to co mu powiem zostanie między nami, mogłem zwierzać mu się bez obaw. I właśnie teraz miałem taką potrzebę. Musiałem się komuś wygadać. Po całym incydencie z Blaisem, którego zresztą był świadkiem, nie pytał mnie o nic. Miałem wrażenie, że wiedział, że nie chcę w tamtym momencie o tym z nikim rozmawiać. Ale teraz mam straszna potrzebę zwierzenia się komuś. I on jest idealną do tego osobą.

Ale Alex nie pojawił się. Nie miałem go w tym tygodniu w grafiku. Stojąc na początku tygodnia pod drzwiami i wpatrując się w kartkę poczułem dziwny uścisk w sercu. Przewertowałem swój grafik od góry do dołu szukając jego imienia, ale go nie znalazłem. Cały czas miałem nadzieję, że Cole naniesie poprawki i jego imię w końcu się tam pojawi. Ale jest już niedziela, ostatni dzień tygodnia. I nadal go nie było.

A przecież powiedział, że będzie.
Obiecał.

Nie. To głupie.

To tylko miły klient... Alex jest tylko klientem. Płaci za mnie. Tylko tyle. Czego ja oczekiwałem? Jestem jakiś głupi czy co? Nie nauczyłem się jeszcze, że przywiązywanie się do ludzi jest złe?

I Blaise. Mijają kolejne dni, a on nadal nie wraca. I może już nigdy nie wróci. Może skorzystał z okazji i po prostu zwiał. Też bym tak zrobił na jego miejscu. Zresztą... Czego ja się spodziewałem? To tylko burdel. Muszę zaakceptować rzeczywistość. Nie jestem tu z własnej woli. Nikt nie będzie biegał wokół mnie i robił wszystko, żeby było mi jak najlepiej.

Mimo że było już dawno po kolacji, którą zresztą przegapiłem, z podłym nastrojem siedziałem sam w jadalni jedząc w ślimaczym tempie tosty, które dobroduszna pani urzędująca w kuchni przygotowała dla mnie bez żadnych pytań. Pełne tłustego sera i ketchupu pędzonego konserwantami. Czyli jadłem dokładnie to, czego zabrania Cole. Ze zgryźliwością mogę stwierdzić, że ten mały akt sprzeciwu w małym stopniu poprawił mi humor.

- Yuuki! - wykręciłem głowę do tyłu by móc spojrzeć na osobę, która bezczelnie przerwała mi cieszenie się moim małym przestępstwem.

- Cole cię szuka i... - nagle Danny wbił zszokowany wzrok w dłoń, w której trzymałem dowód zbrodni i w teatralnym geście zakrył usta ręką. - Oszalałeś!? - wyrzucił gwałtownie dłoń i palcem wskazującym wycelował w talerz.

Przewróciłem oczami i obróciłem się z powrotem do stołu odgryzając kolejny kawałek tosta.

- Cole mnie szuka i...? - zapytałem z pełnymi ustami nie przejmując się jakimikolwiek manierami.

- I każe się pospieszyć. Lepiej już idź. - wyszeptał gdzieś za moim uchem niebezpiecznie przybliżając się do stołu.

- Teraz?

- Jak najszybciej... - nie odrywając wzroku od mojego talerza machnął ręką w stronę drzwi. - Nie martw się... zajmę się tym.

- Nie wątpię... - mruknąłem zostawiając mu resztę jedzenia i wyszedłem z jadalni.

Przechodząc przez salon upewniłem się, że nie znajdę tu Cole'a więc wyszedłem do obszernego lobby, gdzie już za drzwiami natknąłem się na szukającego mnie mężczyznę.

- Yuuki. - podszedł do mnie kładąc mi rękę na ramieniu. - Przepraszam, że tak nagle, masz klienta. Jesteś jako tako ogarnięty...? - zmierzył mnie od góry do dołu pobieżnym wzrokiem. - Nieważne... leć już. Zoey poda ci numer pokoju.

Nic więcej nie mówiąc skierował się w pośpiechu w stronę schodów prowadzących między innymi do jego gabinetu.

Eh... Super. Nie mam w ogóle ochoty na żadnych klientów. Jest już późno, najchętniej poszedłbym do swojego pokoju i zaszył się w nim pod kołdrą. Ale nie mogę... Z cierpieniem skierowałem się w stronę kontuaru, za którym stała Zoey przeglądająca w skupieniu papiery.

- W jedynce, już jest. - podniosła wzrok znad dokumentów rzucając w moją stronę szybki uśmiech i zanurzyła się w nich z powrotem.

Jedynka... zwykły, normalny pokój, bez fetyszowych udziwnień. Przynajmniej wiem, że nie czeka mnie nic dziwnego.
Wszedłem w korytarz, w którym znajdowały się drzwi do pokoi i z małym ociąganiem położyłem dłoń na klamce. Błagam... żadnego oblecha, błagam.

Pchnąłem drzwi i ze wzrokiem wbitym w podłogę wtoczyłem się do pokoju. Zamknąłem skrzydło zwrócony plecami do środka wnętrza i dopiero kiedy zamek szczęknął cicho obróciłem się i podniosłem swoje spojrzenie wbijając je w oczy mężczyzny siedzącego w nonszalanckiej pozie na krańcu łóżka.

- Hej. - uśmiechnął się do mnie zawadiacko i ściągnął z siebie czarną, skórzaną kurtkę, którą rzucił po chwili na brzeg łóżka nie przestając patrzeć mi w oczy.

Czułem jak krew w moich żyłach zaczyna się gotować. Gdyby nie on, mógłbym już dawno spać, jestem zmęczony, zdenerwowany i przez niego nie dokończyłem tostów.

Prychnąłem z pogardą i nie patrząc na niego skierowałem się do łazienki. Nie zamknąłem za sobą drzwi wiedząc, że nie mogę odstawiać aż tak wielkich szopek jak zabarykadowanie się w łazience.
Odkręciłem ciepłą wodę w kranie i kiedy wanna zaczęła wypełniać się wodą wściekle zrzucałem z siebie ubrania. Nie czekając aż wanna zapełni się do końca wszedłem do niej i usiadłem na jej końcu tyłem do drzwi. Podkuliłem nogi i wbiłem wściekły wzrok w strumień wody wylatujący z kranu.
Usłyszałem za sobą cichy szelest materiału zwiastujący pojawienie się mężczyzny w łazience. Nie było słychać żadnego stukotu, musiał być boso.

Nagle poczułem za sobą ruch, ukucnął za moimi plecami i położył dłoń na moim ramieniu, którą powoli zaczął przesuwać w kierunku mojej klatki piersiowej.

- Nie gniewaj się.

Wychylił się lekko za moich pleców tak by móc spojrzeć na moją twarz. Ułatwiłem mu to odwracając się gwałtownie w jego kierunku i wlepiłem wściekłe spojrzenie w jego oczy. Znajome oczy.

- Obiecałeś. - mruknąłem odwracając od niego wzrok i podciągając mocniej kolana pod brodę.

- Naprawdę nie mogłem pojawić się wcześniej, ale zostały nam jeszcze niecałe dwie godziny tygodnia. Dotrzymałem obietnicy.

- Miałeś być za tydzień. Nie w przyszłym tygodniu. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.

Westchnął cicho na moje słowa i zabrał rękę z mojej klatki piersiowej. Stanął obok wanny i zaczął zdejmować swoje ubrania. Uparcie nie chcąc patrzeć na niego wpatrywałem się nadal w strumień wody. Alex nic nie mówiąc wszedł do wanny na drugim końcu i rozłożył szeroko ramiona opierając się o jej krawędzie.

Nagle jego dłoń wylądowała na kranie, przez co podskoczyłem lekko wytrącając się z upartego wpatrywania się w wypływającą wodę.

- Nie sądzisz, że będziemy mieć tu zaraz powódź? - zakręcił powoli kran i spojrzał na mnie przeczesując dłonią włosy i zagarniając je do tyłu.

Marszcząc brwi podniosłem na niego wzrok chcąc dalej ciągnąc swoją irracjonalną złość, kiedy coś na jego ciele przykuło moje spojrzenie. Duże coś.

- Alex..? - czułem że moje usta przestają mnie słuchać i otwierają się w komicznym geście zaskoczenia. - Zrobiłeś tatuaż?!

Zapominając już ostatecznie o swojej złości przybliżyłem się do niego chcąc zbadać jak dużą część ciała zajmował wąż ciągnący się od jego lewego łokcia w górę. Gad stworzony z tuszu oplatał Alexowi ramię i bark kończąc się głową tuż nad jego piersią.

- Kiedy zdążyłeś zrobić tak wielki tatuaż... - mruknąłem zastanawiając się, czy mogę już go dotknąć.

- Dzień po naszym ostatnim spotkaniu. Czyli mam już go jedenaście dni.

- Mogę... dotknąć? - podniosłem lekko dłoń w kierunku węża, który groźnie łypał na mnie swoimi ślepiami.

- Możesz. - łazienkę wypełnił perlisty śmiech Alexa, który po chwili zmarszczył delikatnie brwi. - Tylko mnie nie dźgaj. Jeszcze się nie zagoił do końca.

Łapczywie, lecz delikatnie zacząłem wodzić palcem od głowy węża po sam jego koniec zastanawiając się jednocześnie, czy aby na pewno nie boli to czarnowłosego. Mimo że nie byłem jakimś szczególnym fanem gadów, a raczej nie miałem z nimi nigdy wiele do czynienia, tatuaż Alexa przypadł mi do gustu. Nie był on wykonany w chamskim stylu ludzi ulicy, jego kontury miały delikatny kształt, z gracją owijał się wokół ciała mężczyzny i swoją prostotą nadawał całości kunsztowności.

- Podoba mi się. - mruknąłem cicho zabierając rękę z ciała Alexa i spojrzałem na jego twarz. Przyglądał mi się w skupieniu z badawczą miną. - Dlaczego wąż?

- Bo żmija ze mnie.

- Nieprawda. - ściągnąłem brwi w grymasie.

- Prawda. - uśmiechnął się do mnie nonszalancko i przyciągnął bliżej do siebie obracając mnie przy tym plecami do niego.

- Więc... chcesz mi powiedzieć, że jesteś wredny? - przylgnąłem plecami do jego klatki piersiowej przymykając na chwilę oczy.

- Bardzo.

Nie za bardzo rozumiejąc do czego ta rozmowa zmierza wykręciłem do tyłu głowę by móc na niego spojrzeć. Z małym zaskoczeniem stwierdziłem, że jego wyraz twarzy był jak najbardziej szczery.

- Alex, nie rozumiem cię...

- Widzisz... - zaczął cicho znowu odgarniając do tyłu zbłąkane kosmyki włosów. - Dla ciebie taki nie jestem, ale poza tym miejscem... Jestem straszny. - przekrzywił lekko głowę posyłając mi przy tym przepraszający uśmiech.

- Bijesz się? - wypaliłem próbując sobie przypomnieć czy widziałem kiedyś jakieś siniaki czy zadrapania na jego ciele.

- Nie. - zaśmiał otaczając mnie ciasno ramionami.

- Więc jak... twoje nazwisko to "Anakonda"? - łypnąłem oczami w bok wpatrując się w ciało węża na jego ręce.

- Hm...? - w głosie Alexa wyczułem mocną nutę zdziwienia co bardzo nie pasowało mi do całej sytuacji. - Przecież wiesz, że... - nagle czarnowłosy uciął marszcząc lekko brwi.

Ja tylko żartowałem z tą anakondą... przecież wie, że żartuję z tym nazwiskiem... Tak?

- Co się stało? - zapytałem znowu na niego spoglądając.

- Nic. - uśmiechnął się i chwycił stojący na brzegu wanny szampon, wylał odrobinę na swoją dłoń i zaczął wcierać w moje mokre włosy. - Pachniesz fast foodem.

To zdecydowanie jest próba zmienienia tematu. Dlaczego...? Chodzi o jego nazwisko? Wiem, że nie mogę pytać klientów o takie rzeczy, ich życie prywatne ma mnie nie obchodzić. Ale dlaczego miałem wrażenie jakby Alex myślał, że znam jego nazwisko... Pytanie więc, dlaczego miałbym je znać?

- Co... Alex, o co ci chodziło? - zacząłem cicho, przymykając lekko oczy kiedy wmasowywał szampon w moje włosy.

- Naprawdę o nic. - chwycił za słuchawkę i odkręcił wodę zaczynając powoli spłukiwać pianę z mojej głowy.

- Nieprawda. - odwróciłem się do niego całym ciałem wpatrując się w niego ze zniecierpliwieniem. - Chodzi o twoje nazwisko..?

- Nie.

- Alex!

Nagle mężczyzna uniósł słuchawkę i skierował strumień wody prosto w moją twarz. Zachłysnąłem się nią i zakryłem twarz dłońmi odwracając się od niego.

- Dlaczego nie chcesz powiedzieć... - jęknąłem zanosząc się dławiącym kaszlem od nadmiaru wody w gardle.

- Wolałbym nie.

- Alex... - spojrzałem na niego załzawionymi przez kaszel oczami.

- Yuuki... - przybliżył się do mnie i delikatnie spłukał resztki szamponu z moich włosów. - Innym razem.

Westchnąłem cicho zawiedziony jego słowami, ale kiwnąłem przytakująco głową nie pytając już go o nic więcej.

- Ah... - z ust Alexa wydobyło się zmęczone westchnienie. - Nie przyniosłem żadnego alkoholu... co z naszą tradycją?

- Możliwe, że znajdziemy coś w pokoju. - kiwnąłem głową w kierunku drzwi prowadzących do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. - Ale to nic, nie musimy pić.

- Wiem, ale zarezerwowałem cię na kilka godzin więc nie musimy się z niczym spieszyć.

Więc... Alex jest wredny. Ale nie dla mnie. To dobrze. Nie chcę w takim razie poznawać innego Alexa. Chcę znać go takiego jakim chciał, żebym go widział. Tak będzie najlepiej... Oczywiście niedomówienia zostaną, tak samo jak moja ciekawość. Ale to nic. Nie będę naciskać, nie chcę żeby przestał przez to tu przychodzić. Nadal mam do niego wiele nurtujących mnie pytań. Ale nie są one warte jego utraty. Alex jest dla mnie odskocznią. Nieważne, ze przychodzi tu ze mną sypiać, to nic w porównaniu z tym ile dla mnie znaczą rozmowy z nim.

Kiedy leżę obok niego wtulony w jego bok czuję się jak w innym miejscu. Zamykając oczy mogę sobie wyobrażać, że leżę u siebie, w swoim własnym domu. A zamiast Alexa obok mnie leży mężczyzna, którego kocham i jest dla mnie wszystkim...

MOMENT.

Dlaczego akurat mężczyzna?! Przecież ja nie jestem... nie jestem gejem. Tak? Tak! Nie jestem. Nie robię tego wszystkiego dobrowolnie. Tak...?

- Robisz zabawne miny kiedy bijesz się ze swoimi myślami. - poczułem nad głową ciepły oddech Alexa, który szeleszcząc pościelą obrócił się bokiem w moją stronę i podparł głowę na ramieniu. - Nad czym tak zażarcie rozmyślasz?

- Bo... nie wiem czy... Alex? - uniosłem głowę i spojrzałem prosto w jego oczy z najpoważniejszym wyrazem twarzy jaki tylko mogłem zrobić. - Jesteś gejem?

W momencie kiedy słowa opuściły moje usta w pokoju zapanowała przeraźliwa cisza. O nie... nie powinienem pytać... Cholera.
Nagle ciszę przeciął donośny śmiech Alexa, który położył się na plecach nie mogąc przestać się śmiać. Obserwując jego reakcję na moje pytanie poczułem, że moja twarz zaczyna płonąć soczystą czerwienią.

- Alex... no! - szturchnąłem go wściekle w ramię. Gdybym stał, tupnąłbym nogą.

Nagle podniósł się gwałtownie i z tygrysią gracją skoczył na mnie przygniatając mnie do łóżka. Rozłożył moje ręce na boki i przytrzymał je w nadgarstkach swoimi dłońmi. Górując nade mną swoim ciałem posłał mi szelmowski uśmiech i zbliżył swoje usta do mojej szyi.

- No to jesteś czy nie? - fuknąłem wykręcając głowę w bok z dala od jego ust.

- Jestem. - poczułem na swojej szyi jego zęby delikatnie wgryzające się w skórę. - Gdzie ty masz oczy? Czy gdybym nim nie był, robiłbym ci te wszystkie rzeczy? Czy nadal sprawiałoby mi radość pieszczenie każdego zakamarka twojego ciała, patrzenie jak drżysz za sprawą mojego dotyku, sprawianie, że z rozanielonym wyrazem twarzy wyginasz swoje ciało kiedy w ciebie...

- Alex! - krzyknąłem zaciskając oczy najmocniej jak tylko mogłem.

Czułem że gorący rumieniec zalewa całą moją twarz przez jego słowa. Co w niego wstąpiło nagle?!

- Dlaczego w ogóle o to pytasz? - zaśmiał się puszczając moje nadgarstki i kładąc się z powrotem na plecach. - Problemy z orientacją?

- Uh... - jęknąłem opadając ciężko na jego klatkę piersiową. - Chyba.

- Osobiście wolałbym, żebyś był gejem. Szczerze, to myślałem, że tak właśnie jest.

- Dlaczego? - podparłem brodę o dłoń i spojrzałem na niego.

- Cóż... wiedziałbym, że z naszych spotkań cieszysz się równie tak samo jak ja i nie jest to dla ciebie tylko przymus.

- Mhm... - przylgnąłem policzkiem do jego torsu wpatrując się w głowę węża na jego klatce piersiowej

- Spałeś kiedyś z jakąś dziewczyną?

- Co? - zarumieniłem się jeszcze bardziej. - Oczywiście, że nie.

- A miałeś kiedykolwiek jakąś?

- Nie... nigdy nie myślałem nawet żeby jakąś mieć.

- A spanie z mężczyznami, jak bardzo Ci się podoba?

- Chyba.... może być. Nie wiem. Zastanawiam się czy inni którzy tu są też mają takie problemy... czy może wiedzą że jednak wolą mężczyzn. Czy to Jared czy... czy Blaise. - na samo wspomnienie białowłosego zwiesiłem smutno głowę i ułożyłam się obok Alexa z ręką na brzuchu.

- Co jest?

- Martwię się o niego... o Blaise'a. Nadal nie wrócił, a przecież minęło już tyle czasu. Przecież nie było w aż tak strasznym stanie... Dlaczego jeszcze nie wrócił?

- Hm? - spojrzał na mnie wyraźnie zdezorientowany. - Mijałem się przecież z nim w drzwiach kiedy tu szedłem.

Co?

- Jesteś pewien?! - uniosłem się do siadu spoglądając na niego z osłupieniem. - Wrócił?

- Jestem pewien. Idź sprawdzić. - machnął podbródkiem w stronę drzwi i zamknął oczy krzyżując ręce za głową.

-Ale... Ale jeszcze twój czas nie minął i...

- Idź. Odbiję sobie na twoim słodkim tyłku innym razem. - posłał mi uśmiech i mruknął jednym okiem.

- Dziękuję! - rzuciłem mu się na szyję i pocałowałem go w policzek.

Wyszedłem szybko z łóżka i zacząłem szukać swoich rzeczy ale nie mogłem ich nigdzie dojrzeć. Tak jakby na złość wyparował.

- W łazience.

- A no tak...

Poszedłem do łazienki żeby przynieść swoje rzeczy. Obok moich ubrań leżały również te, które należały do Alexa więc postanowiłem, że wezmę je i zaniosę mu. Kiedy odwracałem się w stronę drzwi nagle zderzyłem się z jego nagim torsem.

- Alex... - Nawet nie zauważyłem kiedy tu przyszedł. - Twoje rzeczy. -wyciągnąłem w jego stronę kupkę jego ubrań.

- Dzięki.

Chwycił je ode mnie i odłożył na blat obok zlewu koszulkę, żeby móc wciągnąć na biodra spodnie. Patrząc jak czarnowłosy się ubiera również zacząłem wkładać na siebie nieco wygniecione ciuchy. Kiedy już miałem wciągnąć koszulkę przez głowę nagle złapały mnie silne ręce Alexa i podniosły w górę. Szybkim ruchem posadził mnie na blacie i bez zbędnych słów wpił się zaborczo w moje usta.
Stęknąłem cicho z zaskoczenia lecz nie oponowałem. W pewnym stopni ten spontaniczny, nieco agresywny pocałunek przypadł mi do gustu.

Położyłem rękę na ramieniu Alexa, nagim ramieniu. Musiał założyć tylko spodnie. Oplotłem jego biodra nogami, co najwyraźniej musiało być dla niego zachęta bo naparł na mnie mocniej swoim ciałem, a jego język wdarł się między moje wargi. Alex całował mnie szaleńczo, zaborczo, jego ramie powędrowało za moją talie i przyciągnęło jeszcze bliżej niego tak, że nie dzieliła nas już żadna przestrzeń. To co wyczyniał jego język wydawało mi się niemal niemożliwe. Zaczynało mi się kręcić w głowie od samego pocałunku. A może od braku powietrza...

Kiedy Alex odsunął swoją twarz od mojej w jego oczach dostrzegłem dzikie chochliki.

- A to? Podobało Ci się? - zapytał spoglądając na mnie zza roztrzepanej grzywki, która znowu opadła mu na oczy.

- Bardzo. - sapnąłem wciąż nie mogąc uspokoić oddechu.

- Więc mamy duże szanse na to, że jesteś gejem.

10 komentarzy:

  1. o, rozdział <3
    ale fajnie, że się pojawił :D

    a teraz do rzeczy...
    czyli teraz mam wypatrywać kolejnego rozdziału, w którym będzie powrót Blaise'a? :D jak ja go lubię <3 serio! nie wiem, co w nim takiego, ale jest fajny, taki... sympatyczny :)

    w pierwszej chwili nie załapałam, że tym klientem jednak jest Alex i się dziwiłam, dlaczego Yuuki pozwala sobie na takie zachowanie. no ale skoro to Alex, to wszystko jasne xD
    dlaczego nie chce mówić o swoim życiu? o co chodzi z nazwiskiem? teraz to ja już też umieram z ciekawości xD

    no i ogólnie fajny gość z tego Alexa, ale to żadna nowość :D dobrze, że taki ktoś tam się Yuukiemu plącze pod nosem :3
    ale i tak chcę Erica!

    co do wakacji Blaise'a - cieszę się, że jednak Cole go nie uwolnił (wiem, jestem straszna). za bardzo by go brakowało w tym wszystkim
    i to fajnie, że Cole ma do niego nadal tyle zaufania :)

    no i jak się rozwinie w takim razie relacja Yuukiego i Blaise'a?

    DAWAJ KOLEJNY ROZDZIAŁ!!!

    i jeszcze raz - cieszę się, że udało Ci się wrzucić ten rozdział <3
    oby było tylko lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Marchewa, miło Cię widzieć ^^

      Szczerze... Alex, Blaise, Eric... chyba się rozpędziłam. Tak naprawdę Alex miał być tylko klientem z imieniem. Poniosło mnie, za bardzo go polubiłam i postanowiłam rozwinąć mocniej jego wątek.
      Jeśli chodzi o Blaise'a zacznę wyciągać jego brudy na światło dzienne :D
      No i oczywiście wasz doktor Eric, żyje jeszcze skurczybyk.

      Usuń
    2. no to czekam z niecierpliwością <3

      Usuń
  2. Och cieszę się, że jest następny rozdział i nie wiem czy nie zrobię jakiejś wtopy ale blog wygląda tak schudnie? i przejrzyście. Cudnie mi się czytało i bardzo podobało mi się spotkanie z Alexem i i tym że chyba jest gejem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wygląd Ci się podoba ^^ przede wszystkim chodziło mi o wygodę czytania przy jednoczesnym zachowaniu jako takiego klimatu, naprawdę się cieszę ^^

      Usuń
    2. #spostrzegawczość lvl facet
      coś się zmieniło w wystroju? o.O

      Usuń
    3. Wcześniej było tu bordowo, chyba o to chodziło Lunie, bo nic innego od tego czasu nie zmieniłam.

      Usuń
    4. aaa... myślałam, że może coś w międzyczasie i ja nie zauważyłam. mnie tam się bordowy podobał, ale to ja po prostu lubię ten kolor :D

      Usuń
  3. awwwwwwwwww <3
    rozdział
    jak sie ciesze
    huraaaaaaaaaaaa
    jesteś kochana sabate <333333
    ochh yukis
    taki seksi alex ,nie mozna stracic
    yukis sie przywiązał do alexa
    hmm jego nazwisko
    ciekawe
    ayami

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko kocham cię nie miałam jak wczrśniej sprawdzić ale wchodziłam tu xodziennie a tu taka niespodzianka

    OdpowiedzUsuń