poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 8 - Stracony

Macie tu ode mnie kolejny rozdział z zajebistej okazji! ^o^ Tak! Świętuję swoją piękną tróję z matmy na półrocze! Fuck yea!
No dobra... czytajcie już i zapraszam do komentowania. :3

Kurwa... kurwa, kurwa, kurwa!
No kurwa!
Siedziałem wkurwiony najbardziej jak się da na łóżku otulony kołdrą i wpatrywałem się w czarnowłosego na przekór mnie wesoło pląsającego po pomieszczeniu. Co prawda jego sypialnia to miejsce szczególne... nie! On się otwarcie ze mnie naigrawa!
Swobodnym krokiem podszedł do łóżka i położył się na brzuchu wyciągając małe kartonowe pudełeczko. Moment, karty?
-Zagraj ze mną Yuuki. -rzucił uśmiechając się i wyciągając karty z opakowania.
Odwróciłem głowę w bok, pff, jeszcze czego.
-Nie bądź taki... -przeturlał się jak dziecko w stronę gdzie patrzyłem.
Co jest z nim no!?
-Mało ci rozrywki? -burknąłem patrząc na niego.
-Cóż, albo grasz ze mną w karty albo pobawimy się po mojemu...
-Dobra! -wyrwałem mu karty klnąc na niego i na wszystko w moim zasięgu.
-Momencik... -ze śmiechem wyciągnął mi powoli karty z dłoni. -Zagramy w coś prostego tak, żebyś miał jakieś szanse. Po za tym, najpierw mały zakładzik...
-O co ci chodzi?
Doooobraaa... moja cierpliwość do niego się kończy.
-A o korzyści z partii, której chcę z tobą rozegrać. I proszę, nie bulwersuj się tak Yuuki. Chcę żebyś po prostu czuł się swobodnie ze mną i...
-Swobodnie? -przerwałem mu. -Swobodnie?! Wykorzystujesz mnie mówiąc, że to twoja robota, molestujesz, gwałcisz...
-Gwałcę? -teraz to on przerwał mi ze wzrokiem nie wznoszącym sprzeciwu. -Jakoś ostatnio nie oponowałeś... wręcz przeciwnie. Zresztą powtarzałem ci tyle razy, sam wybierasz sobie to, jak będę cię traktować.
-Grajmy już do cholery... -mruknąłem cicho. I tak nie wyciągnę nic z tej rozmowy.
-A więc zakład -zaczął z promiennym uśmiechem. O matko i córko! On ma tak wkurwiające wahania nastroju, że zaczynam współczuć jego psychiatrom. -Jeśli wygrasz przez trzy dni dam ci spokój i osobny pokój z łazienką, oraz z czym tam jeszcze będziesz chciał.
-Tydzień.
-Mam żyć tydzień w abstynencji? Ok, tydzień, ale nasza zabawa po tym tygodniu może ci się nie spodobać...
-Dobra trzy! -co za facet... -A jeśli przegram? -spojrzałem na niego z powątpieniem już przeczuwając, że to co usłyszę, może mi się nie spodobać.
-Gdy przegrasz... zrobisz wszystko co zechcę. -uśmiechnął się szeroko. -A jeśli będziesz się sprzeciwiać kara będzie okrutna i nie odpuszczę ci.
Cholera.
-Na pewno musimy grać? -podciągnąłem wyżej kołdrę do brody. Nie podoba mi się to, ani trochę. Nie gram jak ekspert!
-Nie wycofuj mi się tu teraz... Zagrajmy w Pana. Nie za trudna, nie za łatwa. -zaczął tasować wybrane już karty.
-Ok. -burknąłem cicho przyglądając się jak zwinnie tasuje karty.
Kiedy rozdał je chwyciłem szybko by sprawdzić rozdanie. Hmm... dobra, bywało lepiej... jeden as... rany...
-Gramy jedno rozdanie -powiedział to takim zdaniem jakby oblizywał truskawkę z czekolady i wyciągnął dziewiątkę kier kładąc ją na pościeli. -Już się nie mogę doczekać... -mrugnął do mnie zawadiacko na co skrzywiłem się i spojrzałem w swoje karty.
Ok... ha! Mam trzy dziewiątki! Wyciągnąłem je szybko z zadowoleniem. Jestem bliżej wygranej o trzy karty. Czarnowłosy uśmiechnął się z kpiną.
-Nie bądź siebie taki pewny... chyba naprawdę rzadko grałeś w karty.
Pff, wcale nie tak rzadko... Zerknąłem w swoje karty i zamurowało mnie. Miałem wszystkie dziesiątki i trzy walety, po za tym ten as, jeden król i dwie królowe... Co znaczy że mój właściciel ma o wiele mocniejsze karty...
Spojrzałem na niego, gdy z uśmiechem wykładał na moje dziewiątki waleta lubieżnie oblizując usta. Jak teraz go nie podbiorę to nie pozbędę się swoich dziesiątek!
-I jak Yuuki? Gotowy na moją wygraną? -zachichotał widząc moją skonsternowaną minę.
Zagryzłem wargi zbierając karty z wierzchu. Cholera, cholera!
-Teraz to pójdzie z górki... -mruknął pod nosem czarnowłosy jakby mnie tu nie było. On mnie dekoncentruje!
-Specjalnie to robisz? -warknąłem.
-Ależ nie mam pojęcia o czym ty mówisz... -uśmiechnął się z pogardą w oczach.
-Pff...
    Z chwili na chwilę liczba moich kart ledwo co malała, a z kolei karty czarnowłosego tragicznie znikały w moich oczach. Nie, nie, nie! -rozpaczliwie powtarzałem sobie w myślach. Nie mogę przegrać!
-Szykuj się słodziaku... -mruknął kładąc swoje trzy ostatnie karty. Asy.
Nawet nie zdążyłem zaoponować gdy mężczyzna wyrywając mi ściskane karty w mojej dłoni rozsypał je po łóżku i pchnięciem dłoni przewrócił mnie na plecy. Z chichotem zbliżył swoją rozbawioną twarz do mojej, z kolei skonsternowanej i raczej mało rozbawionej.
-Nie... czekaj! -położyłem mu dłonie na piersi starając się odepchnąć go ode mnie. -Przestań! -pociągnąłem go za włosy gdy zaczął bezczelnie dobierać się do mojej szyi.
Odchylił głowę mrużąc z niezadowoleniem oczy. Oj... chyba za mocno pociągnąłem.
-Myślałem, że masz dość honoru by chociaż dotrzymać warunki zakładu... Chyba myliłem się co do ciebie.
-Nie! Ja po prostu... -nie dokończyłem gdyż zasłonił mi usta dłonią.
-Skoro nawet krzta honoru nie siedzi w tobie, mam cię więc traktować jak nic niewarty przedmiot? -warknął złowrogo wyrywając swoje włosy z uścisku moich palców.
-Nie... -rozszerzyłem oczy na jego słowa. Niech tak o mnie nie myśli. -Przepraszam... Panie. -dodałem mamrocąc zza jego dłoni cichutko i wbijając wzrok w jego brzuch. Przepraszam.
    Znowu. Znowu to samo uczucie.
Podniosłem głowę w górę by popatrzeć w oczy czarnowłosego. Ma to samo spojrzenie. To okropne spojrzenie pokazujące obrzydzenie, wstręt i odrazę. Ileż razy obdarowywano mnie tym wzrokiem. Przerażające, boję się. On jest straszny. Czy znowu tak będzie? Będę traktowany jakbym nie miał najmniejszego znaczenia? Nawet niewolnicy coś są warci... Ale ja? Czy znowu tak będzie? Te wszystkie spojrzenia po śmierci ojca... sierota. Dziwaczna sierota. Pogarda w oczach rówieśników każdego dnia. Znowu.
-Yuuki...? -odezwał się nagle zabierając dłoń z moich ust.
Nie! Zacisnąłem mocno oczy by na niego nie patrzeć, boję się.
Położył mi nagle dłonie na ramionach. NIE! Niech mnie nie dotyka. Odepchnąłem go przekręcając się na brzuch by nie widział mojej twarzy.
-Zostaw mnie! -krzyknąłem niemal rozpaczliwie starając się podnieść i wyjść z łóżka.
Nie zniosę tego spojrzenia!
-Yuuki, do cholery! -złapał mnie za kostkę i przyciągnął do siebie. To zadziałało jak zapalnik. Zacząłem dziko szamotać się i wierzgać kończynami. Z całych sił krzyczałem o pomoc. Nikt? Nikt mi nie pomoże? Jestem niewart nawet przedłużenia mojego życia? Pomocy?
Gdy zakrył ponownie dłonią moje usta ugryzłem go w dłoń. Momentalnie dostałem mocno w policzek z otwartej dłoni. Tym tylko mężczyzna dolał oliwy do ognia. Zacząłem niekontrolowanie szlochać i łkać dalej starając się wyrwać. Płacz uniemożliwił mi normalne oddychanie, obraz mi się zamazywał. Uduszę się!
Po chwili czarnowłosemu udało się kolanem przytrzymać moje nogi, a ręce przygwoździć do łóżka na poziomie mojej głowy.
-O co ci chodzi!? -warknął pochylając się nad moją twarzą.
Ten jego ton... wcale nie pomogło. Zacząłem płakać i lamentować jak zbity pies. Tak mi źle. Tak przeraźliwie smutno. Boże. Czy naprawdę jestem niczym?
-Odpowiedz! -rzucił ostrzegająco.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Miał rozorany policzek, z którego pomału ciekła krew. Ja to zrobiłem? Dobrze, może mnie ukaże. Ja tu nic nie znaczę.
-Liczę do trzech i masz powiedzieć o co ci chodzi. -warknął przybliżając się jeszcze bardziej.
Tak mi źle... proszę niech to się już skończy.
-Raz...
Nie znałem matki... z ojcem się nie pożegnałem... Wszyscy mieli mnie gdzieś.
-Dwa! -wysyczał przez zęby.
Teraz mi już wszystko obojętnie. Może mnie zgwałcić, torturować, ale...
-Trzy. -niemal wyszeptał marszcząc brwi.
Nie! Stop! Nie może ściąć warkocza!
-Panie! -krzyknąłem nagle gry poderwał mnie do góry i jednym ruchem przekręcił tak, bym leżał na brzuchu.
Nie może tego zrobić! Boże!
-Przepraszam! Przepraszam, Panie! -zacząłem wyrywać się gdy przytrzymywał moją głowę.
Kiedy sięgnął do szafki nocnej złapałem mój warkocz i zwijając go zacisnąłem mocno w dłoniach.
-Palce też ci poobcinam jeśli nie puścisz. -syknął wykręcając moje ręce do góry i skuwając je kajdankami przez poręcz łóżka.
-Panie nie! Przepraszam! -w tym momencie znowu zacząłem skomleć i płakać.
-Żałosne... -mruknął cicho i jedną ręką złapał mój warkocz, a drugą przekręcił moją głowę w bok i przycisnął ją kolanem bym nie mógł nią ruszać. -Masz patrzeć. Jeśli zamkniesz oczy, pożałujesz.
-Przepraszam... Panie to nie tak! -jęknąłem starając się wyrwać z marnym skutkiem.
-A jak!? -warknął szarpiąc mój warkocz i podsunął go pod moją twarz.
Zalśniło mi tylko ostrze noża przed oczami i patrzyłem z niedowierzaniem, szeroko otwartymi oczami jak około trzydzieści centymetrów mojego warkocza opada na pościel.
    Kiedy czarnowłosy zdjął kolano z mojej głowy i odsunął się by rozkuć mi ręce zastygłem w bezruchu. Wpatrywałem się tylko z otwartymi ustami w część warkocza, która już do mnie nie należała.
-Więc jak to miało być? Hm? -ledwo co dosłyszałem jego słowa zabarwione kpiącym tonem.
Kiedy poczułem, że mam wolne ręce chwyciłem obcięte włosy i przyciskając je do piersi zwinąłem się w kłębek. Potrzebuję teraz chwili rozpaczy tylko dla siebie. Spokojnie. Pozbieram się zaraz.


* * *


-Cholera, będę cię karmić siłą! To już prawie trzydzieści godzin!
Znowu szarpnięcie.
-Yuuki!
Niech będzie trochę ciszej... głowa mnie zaczyna od niego boleć.
-Same z tobą problemy! -No tak, jestem bezużyteczny, nic nie warty.
Na jego słowa znowu z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Ja tak nie mogę...
-Panie... -wychrypiałem cicho rozchylając mocniej powieki.
-No proszę, więc jednak nie zapomniałeś jak posługiwać się językiem! -zadrwił.
To nic, i tak może robić ze mną co chce... niech drwi ze mnie, nie mogę mu zabronić.
-Oczy... pieką mnie już. -jęknąłem cichutko.
Westchnął tylko i znowu podniósł mnie bym usiadł prosto. Zmęczony jestem.
-A palce nie? -rzucił już łagodniejszym tonem i spojrzał na moje zaciśnięte dłonie na resztkach warkocza. -Yuuki, nie możesz żyć przeszłością, to ci nic nie pomoże, szczególnie w twojej sytuacji.
I on mi to mówi?
-Przepraszam. -zakwiliłem.
Westchnął przekrzywiając na moment głowę w bok.
-Przestań się już mazać. Rozumiem, że nie tak planowałeś swoje życie ale los nie jest łaskawy. -mruknął biorąc z szafki talerz z kanapkami. -Zjedz coś w końcu.
-Nie chcę... -jęknąłem zamykając oczy.
-Zjesz i dam ci spokój. -wcisnął mi w dłoń talerz i wstał.
Podszedł do komody i ściągnął z niej butelkę z wodą wraz z wysoką, prostą szklanką i podał mi.
Posłusznie, w poszukiwaniu spokoju, zacząłem przeżuwać kanapkę, co kęs oglądając ją i obracając na wszystkie strony. Mężczyzna widząc moje poczynania westchnął tylko i pokręcił z dezaprobatą głową.
Usiadł obok mnie na łóżku i podpierając głowę na dłoni czekał spokojnie aż zjem chociaż jedną kanapkę.
-Jeszcze tylko szklanka wody... -mruknął unosząc palcem szklankę, którą trzymałem w dłoni. -No Yuuki, do dna. -uśmiechnął się zachęcająco.
Ok... jego zmiany nastroju nadal mnie nie bawią, ale co ja tam mogę wiedzieć. Wszystko mi jedno.
    Gdy zrobiłem jak chciał odebrał mi talerz i pustą szklankę po czym odstawił z powrotem na komodę. Chwycił mnie nagle pod pachami i unosząc umościł na środku łóżka opatulając kołdrą. Hmm, więc to ten obiecany spokój? Spojrzałem na niego obojętnym wzrokiem kiedy wyciągał z szafki gumkę do włosów i grzebień. Po co mu...
-Roztargałeś się nieco. -wyjaśnił widząc mój pytający wzrok i usiadł za mną,
Faktycznie włosy rozsypały mi się... boże, jakie one krótkie.
Spoglądając na swoje włosy łzy momentalnie napłynęły mi do oczu. Moje włosy... mamo!
-Przestań rozpaczać. -rzucił mężczyzna czując moje drżące ramiona. -To nic nie zmieni. -dodał ciszej i zaczął powoli od końcówek rozczesywać moje włosy.
Siedziałem cicho ze łzami swobodnie spływającymi po policzkach lecz nie szlochałem. Korzystając z chwili, że czarnowłosy widzi tylko moje plecy cierpiałem sobie cicho. Kiedy ten zapas łez mi się skończy?
    Gdy poczułem, że schludnie zapleciony warkocz opada mi na plecy jęknąłem cicho. Teraz sięgał tylko do łopatek. Czarnowłosy chwycił mnie za boki i odwrócił do siebie twarzą. Widząc mój wyraz twarzy i łzy niechcące przestać lecieć zamknął na moment oczy. Kiedy je otworzył jego wyraz twarzy dziwnie się zmienił.
-Powiedz o co wcześniej chodziło. Postaram się zapobiec by coś takiego nie powtórzyło się w przyszłości.
Wstrzymałem na moment oddech przypatrując się jego twarzy. Odznaczała się w niej... bezsilność?
-Panie, ja... -opuściłem głowę zamykając oczy.
Gdzie moja siła? Gdzie chęć postawienia się i duma? Zniszczył mnie...?
Wypuściłem powoli powietrze z płuc i uniosłem głowę. Skoro chcesz wiedzieć.
-Powiedziałeś, że jestem nic nie wartym przedmiotem... i... i patrzyłeś na mnie jakbym nic nie znaczył... nic... ani trochę... jak przedmiot... żałosny... -przycisnąłem dłonie do twarzy chcąc zatamować kolejną falę rozpaczy.
Boże! Jestem beznadziejny! Co on teraz o mnie myśli? Że jestem słaby? Żeby tylko, jestem godny pożałowania, nędzny i słaby.
    Kiedy ręką czarnowłosego spoczęła na moich plecach zostałem nagle przyciśnięty do jego piersi.
-Nie myślę tak. -mruknął cicho odchylając w górę moją głowę i scałowując moje słone łzy.
Zamknąłem oczy. Doprawdy? Ale wtedy jego spojrzenie... A może wyolbrzymiam...
-Nie płacz już Yuuki. -pogładził wierzchem dłoni moją twarz i pochylił się by przycisnąć swoje usta do moich.
Nie! Ja nie mogę teraz!
Jęknąłem odwracając głowę w bok i odsuwając swoje usta od jego.
-Panie nie...
Chwycił moją twarz w dwie dłonie i nakierował na swoje spojrzenie.
-O nie Yuuki, nie będę ci pobłażać. -mruknął cicho, a moje spojrzenie natrafiło na zadrapanie na jego policzku. No tak...
Dobrze. To koniec. Od tej chwili będę posłuszny. Nie zniosę kolejnej utraty włosów... nie mogę. Umrę z żałości. Kiwnąłem lekko głową i spojrzałem prosto w jego oczy. Koniec z dawnym mną. Witaj uległy Yuuki.
Przysunąłem się nieco bliżej czarnowłosego i spojrzałem mu prosto w twarz. On widząc zmianę we mnie uśmiechnął się lekko i przyciągnął z powrotem do pocałunku.
-Dobrze Yuuki, o to mi chodziło.
Złapał mnie za biodra i podniósł sadzając sobie na kolana. Zapalczywie naparł na moje wargi i rozwarł je swoimi. Jego dłonie momentalnie zacisnęły się na moich pośladkach wywołując u mnie rozpaczliwy jęk.
-Wybacz, ale trochę czasu minęło. -zamruczał wesoło zatapiając twarz w mojej szyi i drażniąc skórę zębami.
Zacisnąłem palce na jego ramionach i jęknąłem cicho.
-Panie... zrób to szybko. -odsunął twarz od mojej szyi i spojrzał na mnie podejrzliwie. -Chcę już spać. -wyjaśniłem cicho.
Kiwnął lekko głową i popchnął mnie bym leżał na plecach. Sięgnął do szafki nocnej i wydobył z niej buteleczkę lubrykantu kładąc obok moich nóg. Wrócił do mojej twarzy muskając lekko usta i zjechał od razu na szyję, obojczyki podgryzając je i ssąc lekko. Dłonie uporczywie zaczęły gładzić moje uda i podbrzusze. Zamknąłem po chwili oczy. Jeśli będę czerpać z tego korzyść szybciej się to skończy...
-Nie zasypiaj. -zamruczał gryząc nagle mój sutek.
-Nie śpię... -jęknąłem otwierając oczy i napotykając jego rozbawiony wzrok.
Ppoczułem jak jego palce oplatają delikatnie moje budzące się do życia przyrodzenie i rozwarłem lekko wargi. Och...
Zostałem uraczony perlistym śmiechem i po chwili czarnowłosy ustami zaczął zjeżdżać coraz niżej. Szybciej.
Jęknąłem cicho gdy cmoknął główkę mojego penisa. Czy on musi być tak delikatny w tym momencie? Nie mam ochoty na to...
Nagle uniósł moje nogi i położył je sobie zgięte na ramionach. Uch...
Odkorkował buteleczkę z lubrykantem i nawilżył dość obficie swoje dwa palce. Niech się pospieszy w końcu...
-No to jedziemy... -zaśmiał się i dość ostro wepchnął do końca jeden palec.
-Ach! -zacisnąłem mocno oczy.
-Tylko teraz nie marudź, sam chciałeś szybko.
Pokiwałem twierdząco głową nie otwierając oczu. No dobrze... niech się pospieszy.
    Gdy już rozciągnął mnie odpowiednio pocałował mnie przelotnie w czubek nosa i wszedł dość niespiesznie we mnie, powoli lecz do końca. Z jękiem napiąłem wszystkie mięśnie powoli przyzwyczajając się do uczucia wypełnienia. O rany... Zaczął miarowymi ruchami posuwać mój tyłek z każdym pchnięciem znacznie przyspieszając. Co jakiś czas wchodził we mnie pod innym kontem wywołując u mnie dziwne konwulsje i jęki. Złapał moją nogę i zaczął podgryzać udo. Jednak już po chwili jego twarz wyrażała coraz większą błogość i podniecenie. Paroma ostatnimi, ostrzejszymi ruchami zakończył sprawę i z pomrukiem doszedł we mnie. Uh... ale ja jeszcze nie...
Podniósł na mnie wzrok i pokręcił lekko głową.
-Oj Yuuki... -mruknął i wyszedł ze mnie.
Oplótł dłonią moje przyrodzenie i paroma mocnymi ruchami doprowadził mnie do szczytu.
-Cóż, jest późno, chodźmy spać. -położył się obok mnie oblizując palce z mojego nasienia.
Oplótł mnie swoimi ramionami i przyciągnął do klatki piersiowej. Dobrze... spać. Mimo wszystko...  nadal mi cholernie smutno, wybacz mi mamo.


Wybaczcie za błędy... wiem, że są tam jakieś dlatego uprzedzam...
Hmm... jakieś takie długie mi te rozdziały wychodzą czy mi się tylko wydaje...? Po za tym wolicie dłuższe notki rzadziej, czy krótsze częściej? Jak to jest z wami?

wtorek, 24 grudnia 2013

Skazaniec

Wybaczcie, że tak długo nic nie dodawałam, choć obiecałam. 
Ale za to macie tu ode mnie prezent ^^ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
No i wybaczcie za jakiekolwiek błędy, niejasności i to, że jakieś szczegóły mogą się nie zgadzać... pisałam to małymi fragmentami przez kupę dni.......


    To twoja wina. Przez ciebie nie mogłem spać w nocy, nie mogłem pozbyć się obrazu twojej twarzy z moich myśli. Za bardzo wryłeś się w moją psychikę. Przez ciebie prawie wylali mnie z pracy. Trzęsły mi się ręce, psułem wszytko, nie mogłem się skoncentrować. Co chwilę słyszałem twój karcący i wyśmiewający mnie głos. To z twojej winy prawie wpadłem pod samochód, wydawało mi się, że stoisz na drugim końcu. Przez ciebie nie mogę wyrzucić z mojej głowy twojej osoby. Twoja wina. 
    Oh... nie! Nie! Przepraszam, wybacz mi! Nawet nie mogę zrozumieć jak mogłem cię tak za wszystko obwiniać! Wybacz! Przecież to nie twoja wina... Moja... to ja! Ja jestem niegrzeczny! Ile razy, gdy tylko słyszałem cię w myślach, widziałem cię za oknem... ah, ile razy miałem ochotę pójść do łazienki i ulżyć sobie mając twój obraz w głowie. Ale nie mogę. Zabroniłeś mi. Widzisz? Umiem być jednak grzeczny. Bądź ze mnie dumny... proszę. 
    To już dziś. Z niecierpliwością przekręcam klucz w zamku do mojego mieszkania z chaosem w środku. Zrzucam z siebie pospiesznie spocone ubrania i wręcz biegnę pod prysznic. Przepraszam, znowu o tobie myślałem gdy wodziłem rękami po moim ciele rozsmarowując żel pod prysznic. Ale to nie to samo co twoje dłonie, te palące lecz delikatne, drażniące się ze mną przy każdym zetknięciu z moją skórą. Jesteś okropny! Oh, przepraszam... moja dłoń zbyt zapędza się ku dołowi. Przecież zabroniłeś... nie chcę być niegrzeczny. Dla ciebie. Bądź ze mnie dumny. Zabieram dłoń i wychodzę z kąpieli. Wycieram się i nagi idę do sypialni. Naciągam na siebie czarne, podarte jeansy, nie zakładam bielizny. Taki mały prezent dla ciebie. Ucieszysz się? A może jednak powinienem ją założyć. Może pomyślisz, że jestem niewyżyty i ukarasz mnie... Nie, nie założę jej. Wkładam na siebie starą już koszulkę z Evanescene, niedługo i tak się jej pozbędę. W pośpiechu podsuszam mokre włosy i tylko roztrzepuję je. Wiem, że lubisz jak są w nieładzie. Dlatego je zapuszczam, dla ciebie. Chcę ci się podobać, czy to coś złego? Lubisz mnie takiego prawda? Roztrzepanego, w nieładzie? Powiedz, że tak, proszę, powiedz...!
   Stoję przed drzwiami do swojego mieszkania i wpatruję się w zniszczone glany. Jest za wcześnie, zbyt się pospieszyłem... Ale ja tak bardzo nie mogę się doczekać żeby cię zobaczyć! Dlaczego nie mogę przyjść wcześniej, tak bardzo chce...
Wkładam buty i nie spiesząc się wychodzę. Gdy staję przed budynkiem rozglądam się, może gdzieś cię zobaczę? Było by cudownie. Jednak nigdzie cię nie widzę, no tak. Po co miałbyś kręcić się w mojej okolicy? No po co?
Idę do pobliskiego parku, zaczyna się już ściemniać. Jeszcze trochę... Wybieram sobie najbardziej odsuniętą na uboczu ławkę i wyciągając z kieszeni paczkę fajek siadam na niej. Hmm, nie lubisz jak palę, mimo że sam to robisz. Niesprawiedliwe, ale ty wiesz o tym, prawda?
Z zadowoleniem zaciągam się dymem i uśmiecham się do siebie gdy wiatr wieje mi w oczy zwiewając zapach papierosów w moją stronę. Nie możesz zabronić mi czegoś takiego. A może jednak możesz... Nieważne.
Dopalam spokojnie papierosa i wzdycham rzucając pod nogi peta. Przydeptuję go z ociąganiem i przyglądam się resztką. Też tak robisz... niszczysz mnie z taką łatwością, nie sprawi ci to żadnych problemów. A jednak tak ciągnie mnie do ciebie... chyba mam w głowie kisiel zamiast mózgu, może to przez ciebie?
    Biegnę przez park biorąc z trudem hausty powietrza. Przez ciebie! Tak się zamyśliłem, że zaraz się spóźnię! Do ciebie! Jak ja mogę zrobić coś takiego?!
Wpadam na twoją ulicę o mało nie lądując pod kołami samochodu. Biegnę dalej pozostawiając za sobą klnącego na mnie kierowcę i biegnę w kierunku wieżowca z apartamentami. No tak, przecież nie będziesz mieszkał w jakichś slamsach, dla ciebie luksus i wygoda to podstawa. Wpadam na twoją klatkę zdyszany i wbiegam do windy, która alleluja, była na dole. Już jestem spóźniony... Przepraszam! Wciskam numer ostatniego piętra i gdy drzwi windy zamykają się osuwam się po lustrze w środku biegnącym przez całą ścianę. Mam parę sekund... odwracam się do tyłu i spoglądam na swoją lekko zarumienioną twarz i straszny nieład na głowie, mimo że naprawdę jestem rozczochrany nie poprawiam nic, zostawiam tak jak jest.
   Gdy winda staje na twoim piętrze wybiegam z niej przeciskając się szybko przez jeszcze nie do końca otwarte drzwi i biegnę pod twój apartament. Staję przy drzwiach i z głębokim wdechem naciskam przycisk od dzwonka. Wstrzymując powietrze w płucach czekam aż mi otworzysz. Gdy drzwi się odchylają i po chwili widzę ciebie zastygam w bezruchu z zachwytu. Ach, jak dawno cię nie widziałem... Zachłannie wpatruję się w ciebie, w twoją wysoką, smukłą sylwetkę, twoje kuszące ubranie i to co jest pod nim... czarne spodnie i rozpięta koszula w tym samym kolorze. Mam ochotę przylgnąć do twojego wyrzeźbionego torsu i nie odkleić się już nigdy. Sunę wzrokiem w górę i dostrzegam, że zza twoich ciemnych, kasztanowych loków spoglądają na mnie twoje czekoladowe oczy. Gdyby nie fakt, że wyraźnie jesteś zły, rozpłynąłbym się prawdopodobnie w twoim spojrzeniu.
Otwierasz drzwi na oścież i bez słowa odwracasz się podążając w głąb mieszkania. No tak, spóźniłem się, naprawdę nie chciałem...
Wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi. Zdejmuję szybko glany i rzucam obok nich kurtkę,  znoszoną, czarną skórę. Stoję i czekam. Czekam na twoje przyzwolenie. Mam wrażenie, że zaraz eksploduję ze szczęścia. W końcu mogę się tobą nacieszyć!
Roznoszony przez pragnienie ciebie stoję i czekam na twoją komendę. Nagle wyłaniasz się z głębi mieszkania z kieliszkiem wina w dłoni i niemalże niezauważalnym skinieniem głowy zapraszasz mnie. W pośpiechu podążam za tobą wchodząc do pięknego salonu, czerń i biel, czego innego można się po tobie spodziewać? Przechodzisz niespiesznie do swojej sypialni całkowicie mnie ignorując. Nieważne... i tak zależy mi tylko na tobie!
Pomieszczenie jak zwykle zachwyca mnie klimatem. Tu w odróżnieniu do salonu plasują się ciemnoczerwone akcenty i przede wszystkim główny punkt programu: wielkie... to już nie jest łóżko, to po prostu zabytkowe łoże z ciemnego drewna z czarną, aksamitną pościelą. Ileż wspomnień od razu wraca...
-Radość cię roznosi. -nagle rozległ się jego dźwięczny głęboki głos, który tak uwielbiam.
Spojrzałem na niego, siedział wygodnie w fotelu sącząc wino z kieliszka z tą jego prowokującą miną.
-Powinieneś być skruszony, spóźniłeś się. Marnujesz mój czas.
Widząc jego minę niemal automatycznie klękam w miejscu gdzie stałem.
-Wybacz Panie. -mówię z udawaną skruchą w głosie.
Tak! Tak, tak tak! Panie! Jesteś MOIM Panem! Niczyim więcej!
Machasz na mnie ręką bym podszedł bliżej co czynię od razu, oczywiście na czworakach. Siadam przy twoich nogach i spoglądam na ciebie w wyczekiwaniu.
-Powinieneś się cieszyć, gdybym nie miał dzisiaj dobrego humoru ukarał bym cię dość boleśnie. -Ach! Dlaczego gdy mówisz, twój głos przeobraża się w to cholernie seksowne mruczenie?! Oszaleję.
-Dziękuję Panie... -mówię cicho.
A kto powiedział, że nie chcę być karanym...?
Kładę głowę na twoim udzie lecz strącasz ją z surowym spojrzeniem. No tak, mimo wszystko spóźniłem się, marnuję twój czas.
-Rozbieraj się. -słyszę komendę, którą oczywiście zamierzam spełnić. -Powoli. -dopowiadasz widząc jak rzucam się do swojego paska od spodni.
Przełykam ślinę i wstaję. Dobrze... Zdejmuję powoli przez głowę koszulkę i rzucam ją gdzieś w kąt. Dopiero gdy ta leży już spokojnie stopami ściągam skarpetki i odtrącam je gdzieś na bok. Nie patrzę na ciebie, wpatruję się w jakiś skrawek ciemnych paneli i wracam dłońmi do paska od spodni. Rozpinam sprzączkę i powoli odpinam guzik, potem zamek. Gdy spodnie spadają na podłogę Podnoszę lekko wzrok i spoglądam nie ciebie. Najwyraźniej na razie jesteś zadowolony ze mnie. Zrzucam już trochę szybciej bieliznę i staję prosto wracając do maltretowania wzrokiem paneli.
Po minucie ciszy słyszę twój głos.
-Podejdź do mnie.
Odkładasz pusty kieliszek na szafkę obok naruszonej butelki wina i czekasz na mnie, gdy podchodzę łapiesz w biodrach i sadzasz na kolanach. Siedzę sztywno zaciskając zęby. Boże... mam ochotę wczepić się w twój tors i nie puszczać... w szczególności gdy twoja klata wystaje zza, prawdopodobnie specjalnie, rozpiętej koszuli. Chcę ciebie.
-Więc... -zaczynasz -na co mam dzisiaj ochotę? -mruczysz cicho.
Na mnie?! Powiedz że na mnie!
Nagle marszczysz lekko brwi i przysuwasz mnie do swojej twarzy. Pociągasz nosem i odsuwasz od siebie. Wpatrujesz się we mnie z coraz bardziej niezadowoloną miną. Spychasz mnie po chwili ze swoich kolan a ja już wiem co wyczułeś. No tak, w sumie z tej euforii zapomniałem. Więc jednak mnie ukarzesz.
Patrzę na ciebie z wyczekiwaniem lecz twój wzrok skierowany jest gdzieś w bok. O co ci chodzi? Nagle spoglądasz na mnie ze złością w oczach.
-Czego tu jeszcze chcesz? Wynoś się.
Prze parę pierwszych sekund analizuję twoje słowa. O co ci...?
Gdy dociera do mnie sens twoich słów wmurowuje mnie w podłogę. Nie.... nie nie! To nie może tak być!
Nagle wstajesz a ja rzucam się do twoich nóg jak małe dziecko i trzymam najmocniej jak mogę. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Z tak głupiego powodu? Bo mój Pan chce mnie wyrzucić? Nie, bo jasno dałeś mi do zrozumienia, że mnie nie chcesz. Mój najgorszy koszmar właśnie się ziścił.
-Azusa. -gdy słyszę swoje imię wypowiadane przez ciebie automatycznie unoszę głowę i wpatruję się w ciebie zapłakanymi oczami. Rzadko zwracasz się do mnie używając mojego imienia.
Jestem żałosny. Nagi, zapłakany i roztrzęsiony trzymam się kurczowo twoich nóg jakbym miał pięć lat. To właśnie widzisz?  Gdzie podziałem się prawdziwy ja? Cięty język, wyrachowany egoista. Gdzie to wszystko się podziało?
-Puść mnie. -mówisz cicho a ja tylko mocniej zaciskam palce na materiale twoich spodni.
Ale tego bardzo nie lubisz. Nie posłuszeństwa. To właśnie przez to kazałeś mi wyjść. Proste "Nie pal więcej", oczywiście musiałem zapalić, przed spotkaniem z tobą na dodatek.
No tak, więc jednak stary ja nadal jest obecny. Mimo że lecę do ciebie na każde zawołanie nie chcę ci pokazać jak całkowicie jestem ci oddany. Musi przedzierać się mój egoizm. Nie masz całkowitej władzy nade mną. To właśnie chcę ci udowodnić.
Ale ty to już wszystko doskonale wiesz. Widzę to właśnie w twoim spojrzeniu. Spojrzeniu które mówi, że może sobie przywłaszczyć i zapanować nad każdym fragmentem mojego ciała, a nawet umysłu. I zaraz mi to udowodnisz.
Łapiesz mnie za nadgarstek i pociągasz mocnym szarpnięciem w górę, popychasz w stronę łóżka i już po chwili leżę na brzuchu z rękami wyciągniętymi i przywiązanymi do ramy łóżka, z wypiętym tyłkiem. W dodatku przy moich stopach zamocowałeś jakiś cholerny drążek przez co nie mogę złączyć nóg dając ci niezłe pole do popisu.
To co? Teraz mnie podręczysz tak? Spoglądam na ciebie zły z czerwonymi od płaczu oczami, a ty tylko zdegustowany odwracasz wzrok i siadasz na skraju łóżka. Odgarniasz z twarzy włosy i spoglądasz po chwili na mnie.
-Nadal nie rozumiesz? -pytasz rozczarowanym wzrokiem. -To będzie twoja prawdziwa kara.
Mówisz to takim głosem, że zaczynam się powoli martwić o siebie. Przecież wiele razy już mnie karałeś... O co ci chodzi?
Widząc moje zdezorientowanie wstajesz i podchodzisz do "magicznej komody". Odwracam głowę od ciebie i zamykam oczy. Doigrałem się?
Czuję jakiś dziwny ucisk w klatce piersiowej. No tak, przecież jestem tylko zabawką, twoim psem, nie mam prawa oczekiwać od ciebie czegoś więcej. Głupi ja... Po co te wszystkie złudne nadzieje?
Wzdrygam się nagle gdy czuję oddech na karku, nie zauważyłem nawet kiedy podszedłeś do mnie. Odgarniasz mi powoli włosy i gładzisz moją szyję.
-I po co to wszystko? -mruczysz cicho na co tylko mocniej zaciskam oczy.
Nie chcę słuchać twoich karcących słów. Zrób co musisz i po prostu sobie pójdę.
Twoje palce suną w dół wzdłuż kręgosłupa i mimowolnie wyginam się mocniej czując delikatny dreszczyk.
Słyszę charakterystyczne kliknięcie otwieranej buteleczki z lubrykantem. Lekko muskasz palcami moje wejście lecz po chwili zabierasz je. Nie dajesz mi czasu na zbędne zastanawianie się bo nagle wyrywasz z mojego gardła krzyk. Rzucam się na marne starając się uwolnić czując przeraźliwe rozdzieranie. Przecież tak dawno nie byłem u ciebie, a ty ładujesz na pierwszy ogień do mojego tyłka taką wielką rzecz?
-Panie! -jęczę wykręcając głowę by na ciebie spojrzeć. Przyciskasz tylko dłonią moją twarz do pościeli i szybkim ruchem wpychasz głębiej owe cholerstwo. Gdy zaczynasz posuwać mój tyłek tym czymś jęczę głucho w poduszkę. To zdecydowanie mi się nie podoba.
Kiedy rozciągasz mnie na tyle że zabawka gładko wchodzi wyciągasz ją i odrzucasz gdzieś na bok. Gdy spoglądam na ciebie nagle ostro policzkujesz mnie otwartą dłonią.
-Za co?! -krzyczę patrząc na ciebie niezrozumiale, lecz ty tylko ponownie mnie uderzasz.
Koniec! Wybacz Panie! Ale co ty sobie do cholery wyobrażasz?!
-Rozwiąż mnie! -posyłam ci wyzywające spojrzenie. -Rozwiąż, słyszysz?!
Patrzysz na mnie tylko z kpiącym uśmiechem. Z niedowierzaniem i strachem w oczach patrzę jak smarujesz swoją dłoń lubrykantem. Gdy zbliżasz ją do mojego wejścia chcę uciec, cofnąć biodra jak najdalej mogę lecz twoje mistrzowskie unieruchamianie mnie jest idealne. Twoje trzy palce wchodzące z małym oporem to nic w porównaniu gdy od razu zaczynasz wpychać całą dłoń. Krzyczę przeraźliwe w pościel z bólu. Przecież dawno nie uprawialiśmy seksu, dobrze o tym wiesz!
-Panie...! -skomlę chlipiąc w poduszkę gdy czują twoją dłoń coraz głębiej.
Nagle wyciągasz ją lecz nie na długo jest mi cieszyć się ulgą. Podchodzisz do szafki i zabierasz z niej półpełną butelkę wina. Co?
-Może napiłbyś się ze mną, co Azusa? -nie poznaję cię Panie, ten szyderczy ton to nie ty.
Otwartą szyjkę butelki wsuwasz w moje wejście, a ja piszczę gdy wino wlewa się do mojego wnętrza. Kręcę biodrami chcąc uciec. Za dużo! Czując jak coraz więcej cieszy wypełnia mnie w środku,  szlocham błagając byś wyciągnął butelkę.
-Panie, proszę... Wyciągnij proszę!
Ty tylko cmokasz  z rozbawieniem i wpychasz butelkę mocniej tak, że wchodzi do połowy.
Jest mi nie dobrze...  Początkowe podniecenie na twój widok dawno już przeszło, Czuję odrazę...okropne uczucie. To nie tak zawsze wyglądało... co się z tobą dzieje?
Upewniasz się, że butelką nie wyleci ze mnie i z zadowoleniem spoglądasz na mnie z pogardą.
-Panie... -kwilę cicho lecz policzkujesz mnie znowu.
-Zamknij się suko!
Bierzesz do ręki jakiś mały przedmiot lecz nie potrafię określić co. Muskasz palcami moje podbrzusze lecz po chwili zaciskasz boleśnie palce na moim członku.
-Co jest? Nie podoba ci się? -znowu mnie uderzasz. -Powinien stać na baczność! Zero wdzięczności! Jesteś prawdziwą kurwą!
Twoje słowa bolą. Wiesz o tym?
Szybkimi ruchami stawiasz mojego penisa lecz trochę ci to zajmuje. Gdy czuję już nieznośne pulsowanie u nasady mojego przyrodzenia zaciskasz metalową obręcz. Ach, więc to był ten mały przedmiot...
Mimo założonej obręczy, która uniemożliwi mi dojście dalej stymulujesz mojego członka. Chcesz mnie doprowadzić do załamania?
Gdy poruszam lekko biodrami nieznośny ucisk cieczy w moim wnętrzu daje o sobie znać. Brzuch zaczyna mnie boleć, nadal jest mi niedobrze, do tego ty... Dlaczego się tak zachowujesz? Nie rozumiem... Chcę znaleźć w twoich oczach odpowiedź lecz ponownie uderzasz mnie w twarz.
-Pozwoliłem patrzeć, psie?
Przekręcam głowę w bok by na ciebie nie patrzeć.
-Dobra, dosyć tego... -mruczysz cicho i pochylasz się by wyciągnąć ze mnie butelkę i rozpiąć moje nogi.
Co? Uwalniasz mnie? Gdy moich nóg i rąk nie krepuje żadne cholerstwo, chcę się podnieść lecz bardzo skutecznie uniemożliwia mi to butelka wina. Uh... Krzywię się czując mocny napór cieczy na moje mięśnie. Nagle szarpiesz mnie za ramię przysuwając do siebie i po chwili podnosisz, po czym jak worek ziemniaków przerzucasz mnie sobie przez ramię. W oczach pojawiają mi się łzy, twoje ramię naciska nieprzyjemnie na mój obolały brzuch. Dość.
    Kiedy wchodzisz do łazienki zaczynam się coraz bardziej obawiać. Jestem niemal na skraju załamania.
Sadzasz mnie na toalecie i uśmiechasz się do mnie kpiąco. Chyba sobie żartujesz... Przyznam, że z chęcią pozbyłbym się zalegającego we mnie wina, ale nie przy nim, niech chociaż wyjdzie.
-Na co czekasz? -ponagla mnie z szyderczą nutą w głosie. -Mam ci pomóc?
-Panie... -skomlę. Upokarzające, stoczyłem się na samo dno. -Proszę, wyjdź...
-Chyba się przesłyszałem. -odpowiadasz ostro.
-Ale ja... Panie, nie mogę przy tobie, proszę... -po moich policzkach lecą już swobodnie łzy.
-Brzydzisz się mną? Nie odpowiadam ci? -rzucasz cierpko i podchodzisz w moim kierunku. -Odpowiadaj! -Chwytasz mnie i przyciskasz do ściany. Twoja ręką zjeżdża w dół i zaciska się na moim członku wywołując mój jęk bólu. -Nie podoba ci się coś?! -naciskasz na mój brzuch dłonią, moje mięśnie pod naporem ustępują i w pomieszczeniu rozlega się chlupot wina wylatującego ze mnie.
Szlocham cicho pozwalając by wszystko ze mnie wyciekło i zamykam oczy, ty zaś stoisz triumfalnie nade mną i podziwiasz.  Bawi cię to?
Chwytasz mnie po chwili za rękę i ciągniesz do siebie, policzkujesz i prychasz.
-Powinieneś podziękować. -warczysz mi w twarz.
Nie mam za co. Nie podnoszę nawet wzroku, to nie ty.
-Suko... pożałujesz jeszcze tego. -syczysz mi do ucha i wyciągasz do sypialni.
Rzucasz mnie brutalnie na łóżko i z zadowoleniem pochylasz nade mną. Widząc twoją przerażającą minę zaciskam mocno oczy. Nie chcę na to patrzeć.
Słyszę twoje zirytowane sapnięcie, chwytasz mnie i przekręcasz na brzuch. Ciche rozpinanie zamka od spodni, unosisz moje biodra i wchodzi we mnie bez żadnego ostrzeżenia. Cóż, przynajmniej jestem rozciągnięty...
Gdy ty dość ostro posuwasz mój tyłek ja leżę z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi pięściami na pościeli. Mam dość, naprawdę, nawet nie masz pojęcia jak w tym momencie bardzo żałuję, że tu dzisiaj przyszedłem. Co ty chcesz tym osiągnąć? Nastraszyć mnie? To boli, nie tyle co fizycznie, a psychicznie. Byłeś zawsze taki szarmancki, taktowny, dbałeś bardziej o moją przyjemność niż swoją, gdzie się podziałeś, Panie? Nie poznaję tego nadzwyczaj prostackiego zachowania. Nie poznaję cię.
    Nawet nie zauważam kiedy dochodzisz. Sprawiło ci to w ogóle przyjemność? Takie chamskie upokarzanie mnie? Gdy odchodzisz ode mnie i znikasz w łazience staram się podnieść. Powoli siadam krzywiąc się z bólu, tak, chyba mnie troszkę uszkodziłeś. Ale to nic, już sobie idę. Zaraz zniknę. Na trzęsących nogach dochodzę do drzwi sypialni gdy nagle twoja dłoń oplata się wokół mojego nadgsrtka i przyciąga do ciebie.
-Przepraszam! -krzyczę od razu bojąc się, że znowu przyjdzie ci do głowy jakiś okropny pomysł. -Myślałem, że mogę już odejść... Panie... -to na pewno mój pan?
-Azusa. -szepczesz tylko spokojnie i mocno oplatasz mnie sowimi ramionami.
Unosisz ostrożnie i kierujesz się ze mną w stronę łóżka.
Ok. Teraz to nie rozumiem już twojego zachowania. Chcesz mnie znowu na jakiś wyszukany sposób upokorzyć?
Odchylasz kołdrę i kładziesz mnie delikatnie. Wsuwasz się obok mnie i nakrywasz nas kołdrą. Jak zahipnotyzowany wpatruję się w sufit bojąc cokolwiek zrobić. Panie? Wytłumacz?
Znowu chce mi się płakać. Nie rozumiem, nie rozumiem już nic do cholery!
-Azusa. -powtarzasz spokojnie i przygarniasz mnie mocno przyciskając do swojej klatki piersiowej.
Gdy zaciągam się twoim zapachem wybucham płaczem. Ten kojący tors, ten zapach. Chcę wiedzieć co się dzieje. Ale mam dość, jestem wyczerpany.
-Panie... -jęczę w twoją pierś. -Ja...
-Mów, mów. -gładzisz uspokajająco moje włosy.
-Panie... -na ten gest zanoszę się mocnym szlochem. -Ja naprawdę jestem zdezorientowany... Przecież ok... -pociągam głośno nosem -Karałeś mnie, wiązałeś, ale nie tak... Nie tak... Nagrodą było kiedy pozwalałeś mi dotykać siebie, delektować się tobą, twoim ciałem i sprawiać ci przyjemność. A teraz było inaczej, było okropnie.. Panie proszę cię, powiedz mi o co ci chodzi... Błagam! -niemal wyję błagając o wyjaśnienie.
- Nadal nie wiesz? Twoja postawa... Chciałeś mi udowodnić, że nie mam władzy nad tobą, że to ty zawsze panujesz nad sytuacją, ty jesteś panem, to nie tak. Myślisz, że nie potrafię nad tobą panować? Spójrz na siebie. Co z tobą zrobiłem? Wystarczyło bym gorzej cię potraktował. Czyżbyś uzależnił się ode mnie? -uśmiechasz się pokrzepiająco i czule po czym cmokasz moje czoło. -Niech do ciebie w końcu dotrze, że jesteś moją własnością.
"Jego własnością" to słowo pobrzmiewa mi w głowie i nie mogę się uspokoić.
-Azusa, nie przeproszę cię, ale jestem winien ci orgazm. -uśmiechasz się znowu i ocierając mi łzy z policzków zsuwasz się w dół pod kołdrę. Gdy nagle czuję twój język na moim przyrodzeniu momentalnie o wszystkim zapominam. Boże... Czuję jak powoli zataczasz kółka na mojej prężącej się męskości, długie przeciągnięcie po trzonie i już czuję twoje usta. Zaciskam mocno dłonie na poduszce. Oh...
-Panie... -jęczę zaciskając palce u stóp.
Twój język, twoje usta... czysta rozkosz. To cudowne... nawet nie wiesz co dla mnie to oznaczasz... Robisz mi dobrze swoimi ustami... ty! Nie ja tobie.
Gdy wyczuwasz, że mój koniec juz bliski zdejmujesz strasznie przeszkadzającą mi obręcz i lekko przygryzasz moją główkę. Wyginając się w łuk z jękiem dochodzę ci na usta i szyję. Kiedy rozkoszne skurcze mijają i rozluźniają się moje mięśnie wynurzasz się z pod kołdry z szelmowskim uśmieszkiem. Zadziornie oblizujesz usta.
-Mniam -mruczysz zalotnie i przyciągasz sobie moją twarz wpijając się w moje usta.
-Panie... -szepczę... -Pozwól mi cię dotknąć...
Kiwasz głowę i kładziesz się spokojnie na plecach z rękami pod głową. Dobrze wiesz, że to uwielbiam, badać twoje ciało.
Ostrożnie kładę głowę na twojej piersi i zamykam oczy. Tak, twoje serce bije, twoje cudowne serce. Wyciągam dłoń do twojej twarzy i ścieram z niej moje nasienie. Zamykam oczy i błądzę palcami po twoim torsie, ramionach. Jesteś taki doskonały, pięknie wyrzeźbiony i piękny. Widzisz? Nawet już zapominam co dzisiaj mi zrobiłeś. Jesteś cudowny. Nie mam cię dość.
-Azusa. -zwracasz na siebie moją uwage i podciągasz do góry.
Odnajdujesz moje usta i zamykasz w kleszczowym uścisku ramiona. Nie bój się Panie, i tak się nigdzie w tym momencie nie wybieram.
    Ale czy przyjdę następnym razem? Będę mieć odwagę wrócić tu jeszcze? Nie umiem żyć bez ciebie, jakkolwiek duża odległość, odstep czasu miałby nas dzielić... Ja nie wytrzymam bez ciebie. Nie wytrzymam. Potrzebuję cię. Nie ty mnie. To ty mnie obdarowujesz. Prawda jest taka, że sam rwę się do ciebie. Jestem twoją własnością. A może jednak nie przyjdę więcej...
Co ja się oszukuję...
I tak wrócę. Jestem skazany na ciebie.


Uf... nareszcie. Dużo tego wyszło... bardzo jak na moje standardy...  Wybaczcie mi jednak, że tak bez ładu i składu... pisałam to małymi fragmentami przez wiele dni... No cóż, podobało się? Więcej one-shotów? *nadal z rozwojem opowiadania ciężko jej idzie* ^,^"
A przy okazji chcę wam złożyć najlepsze życzenia, ciepłych świat i zabójczego sylwestra, niech was Mikołaj nie wydyma, a jeśli będzie przystojny to niech wam się przyśni (Tak, tak, wiem wy moje zboczki co wam się tak w głowach wykluwa ^o^)

Wesołych, yaoistycznych
życzy Sabate

niedziela, 8 grudnia 2013

Gomen...

Na wstępie uspokajam, że blog zawieszony nie jest i w najbliższym czasie coś takiego się nie wydarzy. Notek nie ma nieco z mojej winy... mam niezłe urwanie głowy i z rozdziałami mi nie idzie... Jednak od razu mówię, że pomysły są, lecz gdy zaczynam pisać rozdziały nie mogę ich skończyć. W wolnej chwili postaram się skupić na dokończeniu czegoś by wkrótce wstawić tu coś co choć na chwilę zaspokoiło by wasze yaoistyczne zapotrzebowanie.
Mam nadzieję, że jeszcze tu zajrzycie.
Sabate 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 7 - Stracony

Wybaczcie, że ponad tydzień nie było nowej notki. Siła wyższa.

Rozdział 7

    Z zadowoleniem patrzyłem jak dzieciak próbuje znaleźć sposób na miarowe branie oddechów. Hmm, knebel nie nieumożliwia mu tego, tylko troszkę utrudnia... No, ale nie będę przecież tylko patrzeć na niego, o nie. Są ciekawsze rzeczy...
Położyłem dłoń na jego piersi i pchnąłem by położył się na plecach. Chwyciłem jego ręce i wyciągnąłem nad jego głowę po czym za pomocą kajdanek przypiąłem je do ramy łóżka. Świetnie, mam gwarancje, że mi nie zwieje nagle na drugi koniec pokoju.
-Wygodnie? -mruknąłem z zadowoleniem przyglądając się chłopakowi.
W odpowiedzi dostałem tylko parę nieco wzburzonych jęków, no tak. Knebel. Z chichotem dłonią przewędrowałem przez jego korpus w dół do podbrzusza zjeżdżając na delikatną skórę na jego udach. Mniam. No ale przecież go nie zjem...
Hmm, a może by tak urozmaicić nieco dzisiejszy wieczór? Yuuki co jakiś czas stawia opór, nikł ale jednak. Nie było by złym pomysłem pomóc mu się rozluźnić, rozkoszować chwilą.
Podniosłem się do pionu i podszedłem do uwielbianej przez chłopaka szafy wyciągając z niej malutki flakonik płynnego cudeńka. Ot tak specyficzny afrodyzjak... nielegalny, ale osiągalny.
Podchodząc do łóżka odkorkowałem buteleczkę i z uśmiechem jedną ręką uniosłem białowłosemu głowę i podsunąłem pod jego nos flakonik.
-No Yuuki, dwa wdechy. -zakomenderowałem, knebel nosa mu nie zatyka.

* * *

    Co on znowu kombinuje? I dlaczego ta szafa? Jest straszna... Hm? Co on tam ma w ręce? Przyglądałem się mężczyźnie z po wątpieniem, po nim chyba mogę spodziewać się wszystkiego. Nie za dobrze.
Spojrzałem w jego oczy gdy unosił mi głowę, czaiły się w nich jakieś dzikie chochliki. To też nie wróży nic dobrego. Gdy nagle podsunął mi jakiś flakonik pod nos i kazał głębiej oddychać momentalnie odwróciłem głowę i starając się nie oddychać, co z kneblem nie było takie łatwe.
-Nie, nie, nie... -mruknął czarnowłosy nakierowując ponownie moja twarz do flakonika.
Wstrzymywałem rozpaczliwie oddech, bez sensu... Przecież zaraz nie wytrzymam...
Jęknąłem ochryple przez knebel gdy nagle wziąłem głęboki urywany oddech. Do moich nozdrzy momentalnie doleciała ostra, słodka woń, zacząłem szarpać się i kręcić głową jęcząc w to cholerstwo w moich ustach. On chce mnie odurzyć! Przerżnie mnie jak będę nieświadom! Nie!
-Yuuki, spokojnie... jeszcze trochę.... -przytrzymał stanowczo moją głowę tak bym brał oddechy z tą przeraźliwą słodką wonią. Siłą rzeczy ze łzami w oczach wdychałem to paskudztwo. -Starczy... -mruknął jakby do siebie mężczyzna i zabrał flakonik z pod mojego nosa, i zakorkował go odstawiając na szafkę obok łóżka.
Leżałem ze łzami w oczach wpatrując się w sufit. Drań... jest okropny! Zaraz zacznę tracić świadomość? Będzie czekał dopóki nie odlecę? Jest okropny...
Mężczyzna pochylił się nade mną z uroczym uśmieszkiem i pocałował moje powieki. Co, teraz uspokaja mnie bo zaraz zgwałci bez mojej świadomości? Świnia nie człowiek...
Zamknąłem oczy gdy zaczął leniwie pieścić skórę na mojej szyi. Tyran... odskoczyłem lekko w bok na tyle, ile pozwalały mi kajdanki i obróciłem głowę w bok. Jest okrutny...
Pisnąłem w knebel czując ugryzienie. No nie! Teraz mnie wpierdzieli jeszcze! Jęknąłem z protestem zaciskając pięści na łańcuchu od kajdanek. Mam być posłuszny? Byłbym! Gdyby nie chciał mnie tu podtruwać...
-Yuuki, nie bądź taki... -mruknął z rozbawieniem czarnowłosy przejeżdżając językiem po mojej szyi.
Niech będzie cicho... niech nic nie robi... niech stąd wyjdzie.
Spojrzałem na niego już nieco przymulony, wyraźnie na coś czekał. No tak, aż stracę przytomność...
Jednak z upływem czasu nic się nie działo, mężczyzna dalej z rozbawieniem pieścił moją szyję, a ja pozostawałem świadom. Jednak... strasznie gorąco zaczęło się robić. Tak, ciepło... przyjemnie.
Zerknąłem na mężczyznę i nagle jęknąłem cicho gdy jego usta zamknęły się na moim sutku. Co on robi...? Nie tam...
Pisnąłem jeszcze raz gdy jego zęby przygryzły sutek i zacząłem kręcić głową. Niech tak nie robi... Dziwnie się czuję. Czy ja na pewno jestem do końca świadom? Nie ważne...
Zamknąłem oczy i odchyliłem głowę do tyłu powoli zatracając się w dotyku mężczyzny. Zrobiło się miło... To jak leniwe pieścił ustami i językiem moja klatkę piersiową nie przeszkadzało by mi, gdyby nie robił tego wbrew mojej woli. No bo przecież nadal się stawiam... Tak?
Po jakimś czasie jego dotyk przestał mi przeszkadzać, wręcz przeciwnie. Jęknąłem po chwili czując jak jego dłoń oplata moje przyrodzenie i spojrzałem na niego. Moment... dlaczego jestem w pełni "postawiony na baczność"? Nawet nie zauważyłem... Co jest?
Jęknąłem ponownie kręcą lekko głową i patrząc na mężczyznę bez zrozumienia. Co on... Z tłumionym przez knebel westchnieniem uniosłem lekko biodra gdy jego dłoń zacisnęła się na moim przyrodzeniu. Nie... gorąco.
-Wyglądasz cudownie z tą rozanieloną twarzą. -spojrzałem na mężczyznę, gdy się odezwał. Co on ode mnie chce?
Poczułem coś wilgotne w okolicy podbrzusza i spojrzałem w dół. O rany... dlaczego język czarnowłosego znajduje się w tak dziwnym miejscu...? Nie... Jęknąłem nagle wyginając się w łuk gdy polizał czubek mojego przyrodzenia. Ohh...
-Mhmhm... -wydałem z siebie dziwny dźwięk i spojrzałem z żałością na mężczyznę. Niech ściągnie mi ten knebel. Już mam dość. Nie chcę, niech ściągnie.
Spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Czyżbyś chciał pozbyć się knebla? Przeszkadza ci, że nie możesz mówić? -zapytał z drwiącym tonem.
Pokiwałem twierdząco głową. Niech ściągnie, źle mi z nim.
-No dobrze ale... -sięgnął do pasków z tyłu mojej głowy i ku mojej uldze odpiął w końcu to cholerstwo. -Zadowolony?
Pokiwałem głową zamykając oczy. Teraz dobrze, ciepło... tylko tam w dole nieznośnie pulsuje...
-Ale... -zaczął kończyć wcześniej zaczętą wypowiedź z radosnym uśmieszkiem. -...teraz mów.
-Cooo? -spojrzałem na niego niezrozumiale. Niech będzie cicho.
-Mów co czujesz.
-Cieeepłoo...
-Gorąco? -uśmiechnął się zabójczo przez co odwróciłem wzrok.
-Goorącoo... -zamknąłem oczy. Boziuu...
Nagle poczułem ruch blisko siebie i gdy otworzyłem oczu moją twarz od twarzy mężczyzny dzieliło parę centymetrów. Po chwili przybliżył się jeszcze bardziej i docisnął swoje usta do moich. Jęknąłem cicho w jego wargi gdy rozwarł swoimi moje, a jego język znowu znalazł się w moich ustach. Gorąco. Zamknąłem oczy już nie myśląc o niczym. O niczym. Tylko o cieple.
Poczułem jak jego dłoń zjeżdża po moim boku do bioder. Miałem wrażenie jakby z pod każdego jego palca wychodziły małe wyładowania elektryczne, które łaskotały moją skórę.
-Więc? -ponaglił mnie mężczyzna.
-Łaskocze... -mruknąłem patrząc mu w oczy.
Zjechał dłonią niżej na moje podbrzusze i już po chwili musnął palcami moje przyrodzenie. Drgnąłem na ten gest.
-Tu też łaskocze? -zachichotał.
-Taaak... -burknąłem odwracają wzrok.
-Ciekawe...
Powiódł językiem przez moją klatkę piersiową i brzuch do członka zatrzymując się przy trzonie. Cmoknął główkę i po chwili powiódł językiem po całej długości.
-A teraz? -zapytał ponownie.
-Przyjemniej... -odpowiedziałem zamulonym głosem.
-Już nie łaskocze?  -mruknął z nieco drwiącym tonem.
-Nieee....
Zaczął powoli jeździć językiem wokół mojego penisa od czasu do czasu liżąc czubek. O boziu...
-Więc co czujesz? -mruknął unosząc głowę do góry z kpiącym uśmieszkiem.
Uh? Przecież mu nie powiem...
Zamknąłem oczy przygryzając wargę. Może jak się nie będę odzywać...?
-Więc? -czarnowłosy przygryzł nieco boleśnie moje przyrodzenie.
-Ał.... -jęknąłem żałośnie otwierając oczy i patrząc na niego. -Już nie łaskocze....
-To wiem. -znowu poczułem jego zęby i uciekłem biodrami w górę lecz przytrzymał mnie skutecznie.
-Odpowiadasz grzecznie czy mam założyć ci z powrotem knebel?
-Odpowiadam.... -zakwiliłem mając już łzy w oczach. Dlaczego płaczę?
-Więc? -mężczyzna był na skraju cierpliwości.
-Przyjemnie... tam... mi... no... -zacząłem plątać się w słowach. Nie umiem tego powiedzieć! -Ciepło i miło... nie wiem! -krzyknąłem cichutko zamykając oczy.
-Hm...
Nie przestawiając wodzić językiem po moim penisie poczułem jak ugina mi nogi i przyciska do mojej piersi. Nagle podskoczyłem z piskiem czując wdzierające się coś do mojego wnętrza.
-Już nie miło!
-Co ty nie powiesz. -zakpił napierając palcami mocniej na mój odbyt.
-Boli! -starałem wyrwać się mężczyźnie. -Nie rób! Proszę! -zakwiliłem kręcąc głową.
-Oj Yuuki.
Popatrzyłem na czarnowłosego jak zbity pies i odwróciłem głowę gdy brał w rękę jakąś buteleczkę. Nagle chwycił mnie i przekręcił na brzuch i uniósł moje biodra do góry i klepnął w wypięty pośladek. Poruszyłem niezadowolony skutymi nadgarstkami. Co jest?
-Teraz też masz mówić co czujesz, rozumiesz? -zaczął dość stanowczym głosem.
-Rozumiem.... -burknąłem wtulając twarz w poduszkę lecz po chwili znowu starałem się uciec biodrami czując jak tym razem coś śliskiego i zimnego wdziera się we mnie tym razem z łatwością.
-Dziwnie teraz mi... -już nie tak ciepło i miło jak wcześniej... już nie tak fajnie. Ja chcę tak jak wcześniej.
-Czyli jak?
-Mokro? -zapytałem odwracając głowę i spoglądając na to co robi mężczyzna.
Dwa palce... wcześniej by bolało... Nie ważne.
-A teraz? -dodał kolejne dwa na co skrzywiłem się.
-Za dużo.... -jęknąłem. -Mniej... proszę... Nie możesz...?
-Przyzwyczaj się. -uciął moją niedoszłą prośbę i nieco brutalnie wepchnął głębiej swoje palce.
-Ał!
Nagle dostałem mocnego klapsa na co spojrzałem tylko niezrozumiale na mężczyznę. Uśmiechał się zadowolony i beztrosko poruszał palcami w moim wnętrzu.
-A teraz co czujesz?
-Piecze... -burknąłem komentując piekący pośladek. -I nadal dziwnie... -poruszyłem biodrami.
-Dobra, dosyć tego. Znudziło mi się.
Nagle poczułem pustkę w sobie i gdy nic nie nastąpiło dalej szarpnąłem skutymi rękami i spojrzałem na czarnowłosego wyginając się w jego stronę.
-Dlaczego przestałeś?
-Bo tak chcę.
-Ale... -zacząłem chcąc powiedzieć... co? No właśnie, co? Chciałem błagać żeby nie przestawał? Tak bardzo mi się podoba? Yh... nadal tak miło i ciepło mi tam w dole... i zaczyna mnie boleć przez to pulsowanie!
Czarnowłosy widząc moje wahanie uśmiechnął się i przybliżył swoją twarz do mojej przejeżdżając palcami po moim policzku.
-Tak? -zachichotał.
-No bo... przestałeś... -odwróciłem wzrok.
-Miałem nie przestawać?
-No nie... -zamknąłem oczy nie mogąc wyrwać głowy z jego uścisku.
-Patrz na mnie jak do mnie mówisz... -zganił mnie delikatnym uderzeniem w twarz.
Otworzyłem posłusznie oczy i spojrzałem na niego z cisnącymi się łzami. Nie chce ryczeć z takiego powodu!
-Jeśli powiesz co chcesz i poprosisz ładnie to dostaniesz to, czego tak bardzo pragniesz... -zaśmiał się gładząc kciukiem mój policzek.
Raz kozie śmierć.
-Czy mógłbyś robić tak... znowu?
-Nie zapomniałeś o czymś przypadkiem? -zganił mnie wzrokiem.
-Panie...
-Jeszcze raz. -lekkie uderzenie w policzek.
-Panie rób tak jeszcze.
Znowu uderzył mnie ganiąc wzrokiem.
-Sprecyzuj.
-Nie... -nie powiem tego.
Tym razem uderzył mnie o wiele mocniej.
-Teraz odwrotu nie masz.
Chyba się zdenerwował... Ale ja nie nie mogę tego powiedzieć! Yhh! Ale jest mi coraz mniej przyjemnie... i cieplej... już nawet nie gorąco. No dobra!
-Panie! -krzyknąłem nagle już nawet za bardzo nie wiedząc co mówię. -Włóż tam znowu palce we mnie! -szybko dopowiedziałem zanim zareagował na mój poprzedni krzyk.
-Jak chcesz to umiesz. -zachichotał lecz po chwili znowu dostałem w twarz. -Za krzyczenie na mnie. -mruknął z uśmiechem i zaczął odpinać pasek od spodni.
Co? Ale ja mówiłem o palcach... on jest wielki! Zamknąłem oczy z powrotem wciskając twarz w poduszkę. O nie nie nie...
Poczułem jak jego dłonie zaciskając się na moich biodrach i delikatne ciepło na karku, jego oddech?
 -Muszę częściej używać tego małego słodkiego cudeńka... -mruknął odgarniając włosy z mojego karku.
Co?
Nie zdążyłem zadać pytania bo zaciskałem zęby z bólu gdy czarnowłosy wchodził we mnie dość ostrym ruchem.
-Boli...
-Przestanie... -mruknął gładząc moje plecy i od razu zaczynając się poruszać powolnymi lecz głębokimi ruchami. Gdy natrafił na moją prostatę znowu wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Wraz z wracającym ciepłem zaczęła rosnąć niewyobrażalna przyjemność.
-Yuuki, miałeś mówić... -mruknął mi nad uchem mężczyzna.
-Bardzo ciepło...
-Tak?
-Tak... i przyjemnie, jeszcze bardziej. -jęknąłem niecierpliwie ruszając biodrami prawie wychodząc naprzeciw ruchom czarnowłosego.
Chcę, żeby to się nie skończyło! Tak dobrze! Ale może być chyba lepiej...
-Panie... mocniej.... -jęknąłem cichutko, tak żeby mnie nie słyszał. Po prosu musiałem o sobie powiedzieć...
-Z przyjemnością... -zachichotał i przyspieszył swoje ruchy, sięgając ręką do mojego członka zaczął stymulować mnie dość ostrymi posunięciami dłoni.
-Ooh...! -zacisnąłem dłonie na ramie łóżka i wręcz bezczelnie zacząłem jęczeć dziko na każdy jego ruch. Czułem jak pot spływa mi po czole, moje ciało było tak rozgrzane, że oddech mężczyzny na moim karku wydawał się wręcz lodowaty.
-Tak... dobrze...!
-Tak? -wbił się mocniej we mnie.
-Tak! -krzyknąłem rozpaczliwie czując kumulując się przyjemność tam w dole.
Sapiąc jak niewyżyty pies w poduszkę i już niekontrolowanie poruszać biodrami w przeciwnym kierunku niż mężczyzna jęczałem coraz głośniej błagając o więcej. W pewnym momencie nie wytrzymałem i z krzykiem doszedłem czarnowłosemu w dłoń. Z błogim wyrazem na twarzy spinałem mięśnie przez przechodzące mnie dreszcze dalej pieprzonym przez mężczyznę. Po chwili usłyszałem ciche mruknięcie przemieszane z jękiem zadowolenia i poczułem jak puszcza moje biodra dzięki czemu mogły swobodnie opaść.
Leżałem dysząc z zamkniętymi oczami gdy nagle mężczyzna pochylił się nad moją twarzą i odpinając moje ręce pocałował mnie w czoło.
-To mała nagroda za bycie grzecznym. -mruknął po czym wszedł do łazienki.
Bezwładnie wpatrywałem się w przestrzeń gdy powoli zaczęło do mnie dochodzić to co się właśnie stało. Obraz znowu robił się ostry, a ja myślałem coraz bardziej racjonalnie.
-Cholera! -jęknąłem zamykając na powrót oczy.
Uderzyłem pięścią w poduszkę wkurwiony na siebie, na czarnowłosego i na wszystko co znajduje się w tym pokoju. Co ja zrobiłem!?


Niuch... i to by na razie było na tyle. Mam nadzieję, że nieco zaspokoiłam wasze zapotrzebowanie i podobało się ^^.
I patrząc na liczbę wejść to ja powinnam mówić, że jesteście okrutni... Tyle wejść... tak mało komentarzy... Ale wierzę w was i mam nadzieję, że postaracie się. ;3

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 6 - Stracony



No, nareszcie udało mi się dokończyć ten rozdział.


Jeśli chodzi o charakter Yuukiego, mam nadzieję, że nie zagmatwam wszystkiego...


Rozdział 6



Mam dość... Słyszysz ty draniu! Mam dość! -krzyczałem we własnych myślach. Nie mam pojęcia jak długo już tu leżę z tym cholerstwem w tyłku. Nie dość, że jestem zmęczony, ryczę co chwilę to mięśnie bolą strasznie. Mam dość...


Otarłem ponownie twarz o poduszkę pozwalając łzą wsiąknąć swobodnie w materiał. On chce mnie złamać? To brawo... szantażuje mnie przecież wie, że zrobię co w mojej mocy by ochraniać pamiątkę po matce, nie dam sobie ściąć włosów... Nie dam!


Jęknąłem żałośnie użalając się nad sobą. Niech wróci... proszę... Mam dość. Wygrał, znowu wygrał. Ale boli, niech wróci...


Nagle drzwi od pokoju otworzyły się i do środka wszedł mężczyzna, ku mojemu większemu wkurzeniu, cały w skowronkach.


-Jak ci minął czas? -podszedł do mnie i musnął pośladek, jęknąłem na ten gest.


-Panie... -zaskomlałem od razu. Jestem żałosny. Brzydzę się sobą. -Wyciągnij....


-Więc poproś ładnie.


-Panie proszę... wyciągnij... -obróciłem twarz w jego stronę, nie Yuuki, nie płacz już!


-No nie wiem, nie wiem... -zamiast pomóc wręcz przeciwnie, utrudniał mi wszystko. Poczułem jak napiera palcem na wibrator wpychając go nieco głębiej.


Jęknąłem uciekając od niego biodrami i zanurkowałem twarzą w pościel kręcąc przecząco głową.


-A może masz mi coś do zaproponowania w zamian za spełnienie twojej prośby -mruknął nonszalancko gładząc dłonią dół moich pleców.


Co? Czego on chce?


-Nie... nie rozumiem.... -odwróciłem znowu do niego twarz chcąc widzieć jego minę. Jego mina była jak zwykle zbyt pewna siebie. Nie dobrze dla mnie.


-Obiecaj, że dzisiaj wieczorem całkowicie będziesz grzeczny, zero protestów, żadnych narzekań, wręcz przeciwnie... będziesz błagał o więcej... -mruknął sunąć palcem między moimi pośladkami.

-Nie! -krzyknąłem zaciskając dłonie w pięści na pościeli.

Poczułem jak mocniej wpycha ten cholerny wibrator w moje wnętrze i uciekłem gwałtownie od niego lecz nim dotarłem do końca łóżka złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Szybkim ruchem usadził mnie na swoim kolanie tak, że jeszcze bardziej dociskał zabawkę. Trzymał mnie stanowczo za ramiona świdrując zimnym wzrokiem.

-Zaczynasz mnie irytować... -mruknął.

Ał ał ał! Boli! Teraz naprawdę boli! Mam wrażenie że rozrywa mnie w środku. Po chwili wpatrywania się w jego złą twarz zacząłem niekontrolowanie szlochać cicho. To naprawdę boli... Nie Yuuki! Nie płacz... Pogrążam się tylko, boję się, nie zrobię nic z tym, nie mam tu nic do gadania. Po co ja w ogóle staram się stawiać? To tylko pogarsza wszystko.

-Przepraszam... przepraszam... -powiedziałem zaciskając zęby by powstrzymać płacz. Tylko mu pokazuje jaki jestem słaby...

-Dlaczego wy zawsze do cholery jesteście skruszeni dopiero po fakcie? Jak widzicie że się wkurwiam? To nudne! -puścił mnie rzucając na łóżko.

Wstał i ze zdegustowaną miną spojrzał na mnie po czym nachylił się unosząc moją nogę i bez ostrzeżenia wyciągnął w końcu to okropieństwo ze mnie. Jęknąłem z bólu lecz po chwili odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na czarnowłosego podejrzliwie.

-Dziękuję... -powiedziałem cicho nie będąc pewnym co on teraz zamierza.

Prychnął tylko na moje słowa i obdarzając mnie pogardliwym spojrzeniem obrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi.

-Zastanów się nad sobą. -powiedział i znowu wyszedł zostawiając mnie z mętlikiem w głowie.

Czego on ode mnie oczekuje? Posłuszeństwa? No dobra, to wiem. Ale... cholera! Raz jestem grzeczny, bo po prostu się boję bólu, tak, boję się! Czy to dziwne?! Niech on zrozumie w jakiej jestem sytuacji... To że się boję, nie oznacza, że nie chcę się wszystkiemu poddać... to upokarzające. Co ja mam zrobić?




* * *




Cholerny dzieciak. Większość do tego czasu już godziła się z losem i dawała mi pracować, a ten białowłosy uparciuch? Ma straszne wahania nastroju. Tss, szkoda mi czasu aż oswoi się z tym co ma być. Jak do dzisiejszego wieczory nie zmieni swojego nastawienia będę robił wszystko na siłę. Robotę odwalić muszę. Rany, ale potem będzie ryczał i możliwe że załamie się...

Rzuciłem dokumenty trzymane w ręce na biurko i westchnąłem łapiąc w dwa palce mostek nosa. Mam być złym gliną czy dobrym? Cholerny dzieciak...




* * *




Nie chcę tu być... tak bardzo nie chcę. Rozrywa mnie wszytko w środku z bezsilności. Nie tak chce żyć, nie tak ma to wszystko być. Jak ja skończę? Na pewno nie zbyt dobrze.

Trudno. Mimo wszystko postaram nie utrudniać sobie wszystkiego... Ja... podporządkuje się. Mam inne wyjście?

Jak na zawołanie wrócił czarnowłosy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. No po prostu cudownie. Patrzyłem jak siada w fotelu w kącie pokoju i przygląda mi się wyczekująco.

-Emm.. -zacząłem chcąc przekazać mu cudowne wieści. Usiadłem na krańcu łóżka krzywiąc się leciutko z minimalnego bólu jaki pozostał po cholernej zabawce.

Nic, żadnego słowa czy gestu z jego strony. No nie pomaga mi...

-Panie... -ponowiłem próbę nawiązania jakiegoś kontaktu z nim. Nic, dalej po prostu gapił się na mnie. Grry... -Panie, co do twojej wcześniejszej "oferty"... -spojrzałem na niego by chociaż odnaleźć w jego wyrazie twarzy jakiejś płomyki zainteresowania z jego strony. Nic. -Chcę powiedzieć, że przestanę utrudniać... -wybełkotałem do końca cicho wlepiając wzrok w podłogę. Najwyżej sobie stąd pójdzie. Jakoś mi już nie zależy...

Zarejestrowałem kątem oka ruch i gdy podniosłem głowę mężczyzna pochylał się już nade mną. Pchnął mnie lekko i w efekcie leżałem na łóżku z nogami po za jego krańcem. Przełknąłem zalegającą mi w gardle gulę gdy zawisł nade mną i dalej przypatrywał mi się bez słowa z twarzą nie wyrażającą niczego. Chyba że obojętność.

-Panie...? -zagaiłem trochę niepewnie.

Moment... dlaczego ja do cholery nazywam go "Panem"?! Od kiedy ja... nie, nieważne... w tym momencie to już nieistotne, za późno.

Zacisnąłem usta w cienką linię i postanowiłem także przypatrywać się mężczyźnie bez celu. Ale on chyba jakiś cel miał... Nagle pochylił się mocniej i bez żadnego ostrzeżenia dosięgnął moich usta przyciskając do nich swoje. Wbiłem odruchowo mocniej głowę w pościel jakbym chciał uciec od tego lecz po chwili zreflektowałem się co robię. Miałem nie stawiać oporu... Ale dlaczego on się nie odzywa?!

Westchnąłem z rezygnacja w jego usta i przestałem zaciskać wargi. Najwyraźniej było to dla niego jak zielone światło bo jego dłoń powędrowała po mojej szyi gładząc ją z zadowolonym pomrukiem. Mam to odebrać jako pochwała? Ych.. Rozumiem, że chce mnie tu przerżnąć... Powinienem się przyzwyczajać.

Podciągnął mnie nagle do siadu i usadził na swoich kolanach.

-Nareszcie zmądrzałeś... -mruknął z irytującym uśmieszkiem powracając do pocałunku tym razem był bardziej nachalny. Rozwarł swoimi ustami moje wargi i zaczął językiem wdzierać się do środka. Zacisnąłem mocno oczy. Boże... to tak cholernie dziwne uczucie. Jego język nie powinien się tam znajdować, a jednak to tak cholernie... przyjemne?

Czy ja właśnie zatracam się w przyjemności? W TEJ przyjemności? Jestem nagi więc czarnowłosy szybko zauważy że... ulegam jego pieszczotą, zachętom... Nie ważne. Miałem się nie opierać. Czy ja właśnie usprawiedliwiam swoją radość z seksu z tym mężczyzną zasłaniając się przymusem bycia posłusznym, strachem przed karą? Co się ze mną dzieje...?

Jęknąłem cicho gdy jego język zrobił coś dziwnego i po niedługiej chwili zacząłem odwzajemniać pocałunek naśladując jego ruchu. No brawo Yuuki...

Widząc moje poczynania mężczyzna zaśmiał się cicho w moje usta i podtrzymując za uda podniósł się ze mną nie przerywając pocałunku. Po chwili ułożył mnie na środku łóżka i odsunął się podchodząc do tej szafy, której zawartości wolałem raczej nie znać. Ku mojemu zaniepokojeniu wyciągnął z niej jakąś buteleczkę, parę kajdanek i... knebel!? Co!?

Uniosłem się gwałtownie do siadu i spojrzałem na czarnowłosego z prawdopodobnie strachem wymalowanym na twarzy.

-Co taki zdziwiony... Nie będę musiał słuchać twoich protestów...

-Ale... Panie...

-O tym właśnie mówię. -przerwał mi podchodząc do mnie i siadając na łóżku. -Otwieraj pyszczek. -Powiedział unosząc do poziomu moich ust czerwoną kulkę.

Pokręciłem przecząco głową zaciskając mocno usta.

-Przed chwilą twoje usteczka były nieco bardziej chętne... -mruknął. -Ostatnia szansa, otwieraj usta. Nie żartuję. -powiedział stanowczym tonem.

Przełknąłem ślinę i delikatnie rozwarłem usta. Knebel... naprawdę?!

-No... -otworzył je palcami szerzej i umieścił między moimi wargami kulkę po czym z tyły głowy zapiął skórzane zamki. Czując, że ciężej mi się oddycha sięgnąłem od razu dłońmi do knebla by go zdjąć lecz dostałem po rękach i czarnowłosy obdarzył mnie karcącą minę. Ale prawie nie oddycham! Zacząłem z paniki kręcić głową wyrywając dłonie lecz stanowczo je przytrzymał.

-Uspokój się Yuuki, przecież możesz oddychać. Uspokój się. -powtórzył, spojrzałem na niego już ze łzami w oczach i postarałem się wziąć głębszy oddech. Uff... gdy udało mi się choć nieco trudniej zamknąłem oczy. Teraz mi głupio za tą chwilową panikę. Chciałem coś powiedzieć lecz wyszły z tego tylko stłumione jęki.

-Już dobrze?

Pokiwałem twierdząco głową i znowu cicho jęknąłem w knebel. No to się doczekałem...




Wybaczcie, że tak mało... Pracuję nad czymś innym i nie wiem czy coś z tego wyjdzie.