niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 19 - Stracony

Wybaczcie, straciłam gdzieś tydzień życia. Deprawuje innych.
Macie tu coś na osłodę nadciągającej grozy września. 

O, nie muszę chyba mówić, że nie sprawdzałam tych wypocin? 


Kiedy wszedłem cicho do pomieszczenia chłopak jeszcze sobie smacznie spał. Taki rozkoszny, taki beztroski... Bez szacunku do mojej łaskawości. On sobie nawet sprawy nie zdaje jak bardzo lituję się nad nim. Szczeniak. Nadaje się tylko na dziwkę. Nic innego.
Że niby zniszczyłem w nim to „coś”? Tym czymś był jego ciasny tyłek! Dobre sobie! To „coś”! Cole myśli, że wszystkich na aukcji oczarował swoją rozchwianą osobowością, naiwniak. Wszyscy ślinili się na jego dziewiczy tyłek oprawiony uroczą twarzyczką! Pff, to komiczne.
A teraz bachor należy do mnie... tylko do mnie. Skoro doktorek twierdzi, że nic mu nie jest i można go dalej posuwać...
Koniec z tą litością nad nim. Niech w końcu otworzą mu się oczy, zapamięta sobie, że póki jest mój, wszystko, łącznie z jego sposobem myślenia należy do mnie.
Cóż... czas go obudzić. Dam mu jedną szansę.
-Wstawaj. -rzuciłem na tyle głośno, że powinien się obudzić.
Ten ku mojej uciesze zmarszczył tylko lekko brwi i przekręcił głowę w drugą stronę.
Sam tego chciał.
Podszedłem do szafy znajdującej się pod ścianą i dobyłem z niej mój ulubiony bicz. Czarny, z moimi złotymi inicjałami na rękojeści. Chociaż nieco już zużyty, nadal go uwielbiam. To dopiero będzie pobudka...
Stanąłem nad chłopakiem i ściągnąłem szybkim szarpnięciem z niego koc, którym był okryty. Oczywiście bez zbędnego uprzedzenie wymierzyłem pierwszy cios w tułów. Dostał w brzuch. Wybudził się nagle z krzykiem i w szoku skulił się łapiąc rękami za brzuch.
-Wstawaj psie powiedziałem!
Kiedy jego zdezorientowany wzrok natrafił na bicz trzymany w mojej ręce bez zbędnego gadania zsunął się z łóżka i rzucił na kolana pochylając głowę.
-Przepraszam panie. -wydukał roztrzęsionym głosem.
Taaak... niech się mnie boi!
Mam ochotę na małe podręczenie go przed zabawą...
-Jesteś głodny?
Och, widzę, że waha się przed odpowiedzią. Niech więc myśli co mnie zadowoli.
-Tak panie. -odpowiedział nie podnosząc głowy.
Hmm, punkt za szczerość dla szczeniaka.
-Jak będziesz grzeczny, to cię nakarmię. Zrozumiałeś?
-Tak panie. -w jego głosie usłyszałem rozczarowanie.
Czyżby był bardzo głodny? Co mnie to obchodzi! Gdyby od samego początku zachowywał się jak ja chcę, nie głodowałby! Sam sobie zaszkodził.
Na potwierdzenie swoich myśli smagnąłem go w plecy batem. Wkurzał mnie wtedy, oj i to bardzo.
Jęknął tylko cicho pod moim uderzeniem.
Prawidłowo. Niech się gówniarz nie stawia.
-Ustalmy zasady dzisiejszej zabawy -mówiąc to obserwowałem jak chłopak ze strachu przełyka ciężko ślinę. -Jeśli choć raz mi się sprzeciwisz, twoje zawahanie będzie zbyt długie bądź jak postanowię, że twoje zachowanie jest złe -zmroziłem go wzrokiem -Wylądujesz w moim pokoju uciech na twoim ulubionym stole. A uwierz, będzie to o wiele gorsze niż do tej pory. Rozumiesz to?
-Tak panie. -odpowiedział pospiesznie pochylając jeszcze mocniej głowę. 
-Znakomicie. -syknąłem pochylając się nad nim.
Złapałem go za podbródek i uniosłem szarpnięciem jego głowę, po czym wpiłem się zaborczo w te jego brzoskwiniowe wargi, które tylko czekają by je przygryźć.
-Na łóżko. -rzuciłem po czym wyszedłem z pokoju wchodząc do pomieszczenia, którego boi się chłopak.
Za to ja uwielbiam... zwłaszcza gdy na stole leży jakiś młody, zakrwawiony chłopak.
Podszedłem do półek zawieszonych nad blatem i zdjąłem z nich czarną linię i dwa dilda. Zabawmy się.
    Jeśli wejdę do pokoju i okaże się, że Yuuki jeszcze się nie ulokował na łóżku, oj... od razu przeniesiemy się tutaj.
Z niemałym rozczarowaniem, kiedy przeszedłem przez drzwi zobaczyłem, że szczeniak siedzi tam gdzie mu kazałem. Hmm, nie szkodzi. I tak go jakoś później sprowokuję...
Wraz z batem odłożyłem na rogu łóżka przyniesione rzeczy i wyciągnąłem z szafki lubrykant. Cóż, na sucho nie ma sensu. Chcę się nim pobawić, a nie od razu rozerwać.
   Więc, najpierw rączki...
Popchnąłem go tak by położył się na brzuchu i wykręciłem mu ręce do tyłu. Złączyłem razem jego przedramiona i skrępowałem je liną pozostawiając jeszcze spory jej kawał. To nie koniec obezwładniania szczeniaka...
Zepchnąłem go z łóżka i usiadłem wygodnie na brzegu łóżka.
-Na kolana. -z trudem wykonał moje polecenie, ze względu na związane ręce, ale dość szybko przyjął stabilną pozycję.
Świetnie...
-Chyba nie muszę ci wyjaśniać co masz teraz zrobić...
Blondynek zrobił minę jakby naprawdę nie miał zielonego pojęcia o czym mówię.
Złapałem go za włosy i przyciągnąłem do swojego krocza.
-Wypada się chociaż domyślić psie.
Poruszył lekko skrepowanymi ramionami na co uśmiechnąłem się do niego niemal z rozczuleniem. Czyżby zastanawiał się jak ma to zrobić bez rąk? Głupek...
-Zamek ząbkami kochanie.... -zamruczałem mu do ucha puszczając jego włosy i dając mu znikomą swobodę ruchu.
Chłopak wziął głęboko oddech  i przysunął się do mnie bardziej. I o to chodziło... zero oporu.
Z początku widziałem jak próbuje się przemoc by zacząć rozpinać mój rozporek.
-Pospiesz się... chyba, że chcesz bym załatwił to inaczej? -zagroziłem marszcząc brwi.
Pokręcił gwałtownie głową i złapał zamek ciągnąć go energicznie w dół.
-Ej, ej, spokojnie! Chcesz mi zjeść spodnie czy co?!
-Przepraszam panie... -spuścił ze skruchą głowę. Jezu, niech się w końcu streści!
Tym razem delikatnej zaczął ciągnąć za zamek, który litując się nad blondynkiem w końcu postanowił ustąpić. Widzą po tym minę chłopaka, który rozmyślał co dalej ma zrobić ze zniecierpliwieniem sam opuściłem spodnie z bioder wraz z bielizną. Prędzej bym tu osiwiał, niż on skutecznie zrobiłby coś w tym kierunku.
-Teraz nie ma "zlituj się"... -warknąłem ostrzegawczo do Yuukiego, któremu zaszkliły się oczy.
I po co on się ciągle chce sprzeciwiać? Tylko sobie tym krzywdę robi. Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało...
Nagle ku mojemu małemu zaskoczeniu chłopak niemalże przyssał się do mojego penisa. Ou... toć ci niespodzianka...
-Zacznij od języka.
Kiwnął tylko przytakująco głową i zaczął powoli lizać główkę. Kiedy jego język zaczął wodzić po całej długości przymknąłem lekko oczy z budzącej się przyjemności.
O tak... te małe usteczka... zerżnąłbym go porządnie w nie. I nie tylko w nie...
Po chwili chłopak znowu zaczął przysysać się do mnie oblizałem usta z zadowolenia.
-Głębiej Yuuki. -spojrzał na mnie niepewnie po czym próbując wykonać moje polecenie powoli zaczął wsuwać moją dumną męskość coraz głębiej.
W sumie, to się robi nudne...
Złapałem go znowu mocno za włosy i wbiłem się w niego mocno przytrzymując przez chwilę. Kiedy coraz mocniej zaczął się szamotać wypuściłem go na moment by zaczerpnął powietrza. Gdy już to zrobił ponownie wsunąłem się głęboko w jego usta z pomrukiem aprobaty. Oj, najwyżej trochę się zachłyśnie.
    Nie puszczając już blondyna ani na chwilę zacząłem posuwać w miarowym tempie te jego słodkie usteczka. Przynajmniej oprócz idiotycznego gadania, do czegoś jeszcze się nadają.
Boże, jak w nich przyjemnie... Po chwili wbijając się w nie mocno odchylając głowę do tyłu doszedłem w nim zalewając jego gardło spermą. Gdy wysunąłem się z niego momentalnie zakryłem jego usta ręką.
-Masz wszystko połknąć. -warknąłem zaciskając mocno dłoń na jego włosach.
Targany nadchodzącymi torsjami przełknął po chwili całe nasienie i dopiero wtedy z czystym sumieniem puściłem jego jasne kłaki.
Przewrócił się w bok na podłogę i swoim kaszlem zaczął zawstydzać nawet gruźlicę.
Na ten widok wywróciłem oczami. Bez przesady...
Wsunąłem z powrotem swoje spodnie i zapiąłem je. Wstając złapałem chłopaka za ramiona i podniosłem go kładąc na plecach na łóżku.
Nie zważając na jego załzawione oczy i bolejącą minę złapałem część niewykorzystanej liny i usiadłem obok chłopaka na łóżku. Posadziłem go w pozycji pół leżącej opierając go o ramę łóżka i przeplotłem linę przez metalowy pręt, z którego zrobiona była rama. Dobrze... teraz ma unieruchomione rączki za sobą. Chwyciłem resztę liny i z drapieżnym uśmieszkiem pochyliłem się nad chłopakiem przyciskając swoje usta do jego.
Zabawmy się.


Tak, tak, wiem. Mogę się szykować do trumny. Zważywszy na to, iż dzisiaj potłukłam lustro... może się zdarzyć, iż któreś z Was odwiedzi mnie w nocy z siekierą. 


środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 18 - Stracony

Fuu... te nowe tropikalne śmiej żelki są obrzydliwe q,q jakby gryzło się starą bułkę z czymś miękkim w środku. 
Oczywiście po napisaniu nie sprawdziłam, przepraszam za wszystkie błędy. 


-Jezusie najświętszy! -wprowadzony przeze mnie do pomieszczenia mężczyzna skwitował okrzykiem zawitany przez nas widok.
No cóż, ktoś kto nie uczestniczył nigdy w moich zabawach ma prawo być zaskoczony.
Tym co go tak bardzo poraziło nie było wyposażenie pokoju ani zawartość półek znajdujących się tutaj. Tak duże oszołomienie wywołał w nim zwisający z sufitu nieprzytomny chłopak. Może nie byłby zdruzgotany aż tak bardzo, gdyby nie świeże rany na ciele Yuukiego i dramatycznie zaschnięte ścieżki krwi na jego plecach, i udach. No i ta mała kałuża pod nim, niczym wisienka na torcie.
-Coś ty z nim zrobił, Hartlieb!? Postradałeś zmysły? -rzucił się w stronę chłopaka chcąc dokonać dokładniejszych oględzin.
Moim towarzyszem był niejaki właściciel jednego ze sporych i znanych domów uciech, w dodatku mój stary znajomy, Jonny Cole.
-Nie uważasz, że przesadziłeś?! -uniósł zwiotczałą głowę chłopaka i przyjrzał się jego twarzy.
Wcale.
-Musiałeś bić go w twarz? -jęknął widząc puchnącą ranę na policzku chłopaka i nagle zrobił minę jakby sobie o czymś przypomniał, zszokowany spojrzał ponownie w moją stronę. -Gdzie do cholery są jego włosy?! Jezuuu... przesadziłeś!
No dobrze, może odrobinkę.
-W tym stanie nie dadzą za niego nawet półtora miliona! Coś ty z nim zrobił... -pokręcił karcąco głową i sięgnął do krepujących dzieciaka łańcuchów.
-To, do czego miałem prawo. -rzuciłem i obróciłem się bokiem.
Gdybym go nie znał niemal od 20 lat, prawdopodobnie wyrzuciłbym go z domu za tą samowolkę i za to, że właśnie uwalnia w moim domu niewolnika, którego sam tam przywiązałem, żeby sobie radośnie podyndał.
-Jeszcze parę godzin i by zdechł na tym łańcuchu jak jakiś pies! -fuknął biorąc w swoje ramiona Yuukiego.
-Czyli tak, jak sobie zasłużył. -skwitowałem i stanąłem całkowicie tyłem do niego.
Nie dość, że się tu panoszy to jeszcze ma czelność na mnie krzyczeć.
-No nie! -wykrzyknął nagle intruz jakby odkrył coś niesamowitego. -Nie pierwszy raz go biłeś!
-Co ty nie powiesz...
-Czuj się odpowiedzialny za niego, do cholery!
-Niby po co? -odwróciłem się w jego stronę i spojrzałem na jego rozjuszoną twarz. -Taki niewdzięcznik jak on nie zasługuje na coś takiego, najchętniej umieściłbym go na zewnątrz w jakiejś starej budzie. Niech się cieszy, że pozwalam mu spać w murach mojego domu, ba, nawet na łóżku.
-Jezu, czy ty naprawdę nie możesz okazać mu trochę litości? Spójrz na niego! Widzisz co mu zrobiłeś Jeszcze u żadnego  twojego chłopca nie widziałem czegoś takiego! Rozumiem, że się lubisz znęcać się nad takimi ale...
-Starczy tego! -warknąłem na niego. -Jak chcesz to go oporządź i daj mi wreszcie święty spokój!
Zostawiając tego rozjuszonego drania wyszedłem z pomieszczenia z ciskanymi w moje plecy groźbami i przekleństwami.
Też mi nowość.
    Kiedy rozsiadłem się w końcu wygodnie w swoim fotelu w salonie przymknąłem na moment oczy. I o co tyle hałasu? O jednego, szarego niewolnika? W czym ci wszyscy ludzie widzą problem?
Po około dwudziestu minutach usłyszałem kroki zmierzające do salonu. Mężczyzna nie patrząc na mnie podszedł do barku i zaczął się sam obsłużać. Eh, niech robi co chce i się wynosi.
Podał mi szklankę do połowy wypełnioną bourbonem i usiadł w fotelu stojącym na przeciwko mnie.
-Nie zapytasz nawet o niego? -podjął znowu ten irytujący temat uśmiechając się szeroko.
Przewróciłem teatralnie oczami i wychyliłem nieco bursztynowego płynu ze szklanki.
-No i jak tam ten szczeniak się miewa? -zapytałem na jego życzenie z wyolbrzymionym tonem troski.
-Chujowo. -jego uśmiech momentalnie zmienił się w kamienną maskę bezdusznika wraz z wypowiedzeniem tego słowa.
Widząc to nie mogłem się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem na co tylko mój przyjaciel pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
-Rany, to chociaż pomyśl ile za niego dałeś.
-Daj spokój Jonny, nie ma w nim nic nadzwyczajnego, za co warto by przepłacać.
-A jednak przepłaciłeś... ty? Pierwszej klasy biznesmen? Jakże mógłbyś sobie na coś takiego pozwolić? Taki duży błąd? Ależ skąd... -zaczerpnął nieco bourbonu i odstawił szklankę na stolik do kawy obok. -Przyznaj się, dobrze wiesz, że było w nim coś czym wszyscy się zachwycali, gdyby tak nie było, jak wytłumaczysz tę niemal horrendalną cenę na aukcji za jednego niewolnika?
-Pieprzenie. -burknąłem niezbyt przekonany do jego słów.
Zresztą, czym mi on znowu głowę zawraca!?
-Nieprawda. Dobrze wiesz... miał to coś. Tylko, że ty to zniszczyłeś.

***

Uuh, głowa mi pęka. Gdzie ja jestem? Z ociąganiem otworzyłem oczy i pierwszym co napotkałem był znajomy już sufit.No tak, "mój pokoik"... Przejechałem ręką po pościeli i... Moment, pościel? Skąd ona się tu...
Podniosłem się szybko do piony i jęknąłem żałośnie z zaskoczenia, moje plecy! Jezu.... I jeszcze jestem opatrzony? Czysty? O co tu chodzi? Zawsze przecież spałem pod starym kocem i gdy ten tyran kończył zabawę ze mną wrzucał mnie po prostu pod zimny natrysk... Nie wspomnę już o tym, żeby kiedykolwiek przejmował się moimi ranami. Nawet ta brzydka w ręce od nożyczek jest najwyraźniej oporządzona....
Westchnąłem i przyłożyłem ręce do twarzy lecz było to zdecydowanie złym posunięciem. Rana na policzku boleśnie dała o sobie znać i dopiero teraz poczułem, że mam lekko podpuchnięte oko. Wziąłem głębszy wdech i nagle jak za dotknięciem magicznej różdżki zalała mnie fala bólu. Z jęknięciem położyłem się powoli na boku nie chcąc nadwyrężać pleców. Boziu... znowu przez parę kolejnych dni każdy ruch będzie męką.
    Ból bólem, ale o co chodzi z ty, nagłym zadbaniem o mnie? Nie podoba mi się to, będzie wymagał czegoś więcej? Uh! Nienawidzę tej bezsilność, kiedy nawet nie wiem co mam myśleć!
Zresztą... nieważne. I tak tylko napytam sobie biedy zadręczając się naiwnie i wyobrażając sobie nie wiadomo co.
    Dlaczego tu nie może być chociaż małego okienka? Nie jestem nawet w stanie określić, która godzina. To irytujące.
Wbiłem wzrok w kant łóżka. Co mam robić? Nie, nie. Nie narzekam na nudę! Wręcz przeciwnie... odpowiada mi taki stan. Te chwilę kiedy jego tu nie ma. Mogę sobie wyobrazić, że leżę w swoim łóżku, rankiem, albo po ciężkim dniu. Że robię to z własnie woli...
Żałosne. Nie mnie myśleć o czymś takim. Może po prostu postaram się jeszcze zasnąć? Tak będzie najlepiej, odpocznę, we śnie nie boli, zero naiwnych myśli.
    Gdy drzwi otworzyły się z tym znienawidzonym przeze mnie łoskotem podskoczyłem lekko zaciskając odruchowo oczy. Kiedy je otworzyłem przede mną stał już blondyn w pełnej krasie a rękach miał tacę z... normalnymi kanapkami i butelką wody? Gdzie psie miski? O co tu...
Dopiero po chwili zauważyłem wchodzącego za nim innego mężczyznę. Był... cholernie wysoki. Musiał nawet pochylić się nieznacznie w drzwiach. Po za tym... nie wyróżniająca się niczym sylwetka, kasztanowe włosy w nawet podobającym mi się odcieniu... i ta walizka którą trzymał w ręce.
-Wstawaj. -zagrzmiał nagle głos pana nie zwiastujący niczego dobrego.
No tak! zapomniałem! Przecież zawsze jak wchodził do pokoju miałem przyjmować tą upokarzającą pozycję...
Zsunąłem się pospiesznie z łóżka i uklęknąłem przed nim z opuszczoną głową. Cóż, prawdopodobnie za późno jak dla niego.
-Poznaliście się już więc zostawiam was samych. -blondyn zwrócił się nagle do przybysza i tak jak się pojawił, tak zniknął zamykając za sobą drzwi.
Mimo jego wyjścia nie ośmieliłem się podnieść głowy. Jak to "poznaliśmy się już"? Przecież pierwszy raz go widzę.
Oh... no tak, chyba że...
-Podnieś się, nie klęcz tak.
Słysząc tej znajomy, chrapliwy głos spiąłem się cały i z oszołomienia otworzyłem lekko usta.
To ten facet z orgii! Ale... co on tu robi?!
-No, nie siedź tak na tej zimnej podłodze. -przed moją twarzą pojawiła się jego dłoń wyciągnięta w przyjacielskim geście.
Z nie małym przerażeniem położyłem powoli swoją rękę na jego, a ten natychmiast ją ujął i pociągnął pomagając mi wstać.
Przyszedł po jeszcze? Znając blondyna nie zdziwiło by mnie to... ciekawy, który któremu płaci za to...
-Przepraszam. -słysząc to słowo zamarłem.
"Przepraszam"? Co? Dlaczego on mnie przeprasza.
-Ostatnio byłem nieco nachalny. -posłał mi niezręczny uśmiech.
Zabrałem dłoń, którą trzymał i nieznacznie odsunąłem się od niego. Nie mam zamiaru prowadzić z nim żadnych ożywionych konwersacji. Między innymi dlatego, że blondyn mi na to nie pozwolił.
Kiedy nie doczekał się żadnej reakcji z mojej strony, zmieszany znowu zaczął mówić.
-Przepraszam, nie powiedziałem po co tu jestem. Ha... znaczy się twój pan przysłał mnie tu, żebym sprawdził czy wszystko z tobą w porządku, jestem lekarzem.
Teraz to mnie dopiero zatkało. Ten poroniony psychol chce, żeby ktoś mnie przebadał? Teraz? Nagle zainteresował się moim stanem? W dodatku ma to zrobić facet, który zerżnął mnie na jakiejś orgii?
Skoro tak chce...
Skinąłem lekko głową na znak, że nie mam zamiaru niczego mu utrudniać. Mężczyzna widząc to, odetchnął z ulgą i posłał mi pokrzepiający uśmiech.
-Usiądź na łóżku, najpierw sprawdzę wszystkie rany.
Kiedy zrobiłem jak chciał obrócił mnie lekko bokiem i usiadł za mną. Ściągając mi opatrunki przepraszał co chwilę słysząc moje syknięcia i widząc jak się wzdrygam, gdy zrywał plaster naklejony na ranę.
-Nie chcę sprawiać ci zbyt dużo bólu ale wolałbym zdezynfekować wszystkie rozcięcia...
Nie czekając na moją odpowiedź, której i tak by się nie doczekał, zaczął gmerać w swojej walizce i już po chwili wyposażony był w gazy i jakiś dozownik. Zupełnie jak kiedyś Eric...
-Ał! -wyrwało mi się kiedy bez ostrzeżenia spryskał moje rany.
-Oj... przepraszam.
Kiedy dalej w ciszy i skupieniu caly ten lekarz grzebał w moich plecach ja siedziałem w roztrzęsieniu. Jestem niemal na sto procent pewny, że blondyn coś planuje. To całe nagłe dbanie o mnie nie odbije się bez echa...
-Skończyłem. Teraz pokaż rękę.
Obróciłem się, w jego stronę i posłusznie wyciągnąłem kończynę przed siebie. Kiedy ściągnął bandaż nagle zmarszczył brwi i przyjrzał się dokładniej. Po chwili ciszy spojrzał na mnie z całkiem innym wyrazem twarzy, bardziej poruszonym niż wesołym.
-Czym była zrobiona?
-Nożyczkami. -mruknąłem cicho i opuściłem wzrok.
Ok, faktycznie to miejsce na ręce było trochę opuchnięte, czasami leciało osocze...
-Długo ją masz?
To zależy ile dla niego trwa "długo"...
Uznając, że chyba jednak mam ją długo kiwnąłem potakująco głową.
-Wiesz, że to powinno być zszyte?
Doprawdy? A nawet jeśli to co? Sam sobie miałem zszyć?! Czy on nie myśli?
-Yuuki, tak? -widząc moje potakniecie uśmiechnął się -Odwróć się.
Uch... Nie musi tak konspirować. I tak wiem, że będzie boleć. Jak mnie pieprzył też za przyjemnie nie było.
Skierowałem głowę w kierunku drzwi i zamknąłem oczy. Ledwo co zdążyłem to zrobić poczułem przeraźliwe ukłucie w miejscu rany. Odruchowo chciałem wyrwać rękę lecz mężczyzna stanowczo przytrzymywał ją przy sobie.
-Nie bój się, to tylko zastrzyk przeciwzapalny. No i środek przeciwbólowy.
I co? Uśpi mnie teraz?!
Widząc moją spanikowaną minę uśmiechnął się ciepło lecz nadal trzymał kończynę w stalowym uścisku. Ku mojej uldze zabrał po chwili strzykawkę. Gdy tylko to zrobił przycisnąłem rękę do swojej piersi.
-Powiedz Yuuki, dobrze się odżywiasz? -zapytał dalej grzebiąc w swojej walizce.
-Tak. -nie jestem głupkiem, myśli, że powiem mu o wszystkim co ten psychol mi robi? Chyba widzi!
Normalny lekarz przeraziłby się widząc tak zmasakrowane plecy, wypalony znak i te wszystkie siniaki. Zwykły doktorek z czarnego rynku, nie powinienem wierzyć w te jego ciepłe uśmiechy i przyjemny ton głosu.
-Pijesz dużo wody?
Z przerażenia wciągnąłem szybko powietrze w płuca widząc jak wyciąga cały zestaw do szycia ran.
Kiedy zobaczył moją reakcję w geście bezradności uniósł ramiona.
-I tak to muszę zrobić jeśli nie chcesz, żeby dalej się psuło. Wiesz, będzie ci lepiej jak się położysz. Na plecach oczywiście.
Z ociąganiem zaciskając dłonie w pięści zrobiłem jak chciał i wbiłem wzrok w sufit.
-Tylko się nie przypatruj, będzie gorzej jak zaczniesz obserwować.
Jakbym o tym nie wiedział...
Zacisnąłem oczy i wyciągnąłem rękę wymaganą naprawy w jego strony. Drugą nakryłem sobie twarz, żeby zapewnić sobie niemal idealną ciemność
-To jak z tą wodą? -zagaił ponownie i zdezynfekował znienacka ranę tym razem czymś silniejszym niż plecy, bo nie mogłem opanować jęku. -Oj, myślałem, że przeciwbólowy już zaczął działać...
Jak to cholera "myślałem"? Przecież jesteś lekarzem....!
-Mam nadzieję, że jednak pijesz odpowiednią ilość wody i dużo jesz codziennie bo jednak tak nie wyglądasz. -gdzieś w połowie swojego wywodu wbił igłę i zaczął zszywać.
Gdy mężczyzna kontynuował gatkę o zdrowym odżywianiu ja ignoruhąc jego chyba każde słowo starałem się po prostu nie porzygać. To nieprzyjemne uczucie naciągania skóry i szarpanie w ranie mdliło mnie z sekundy na sekundę co raz bardziej. Zaraz bełtnę...
Kiedy myślałem, że efektownie pozbędę się całej ostałej się jeszcze zawartości żołądka na jego buty nagle radośnie oznajmił mi, że skończył.
-No dalej Yuuki, skończyłem. Nie musisz już tak blednąć. -zachichotał jakby powiedział coś przezabawnego i zaczął znowu gmerać w torbie.
Mam nadzieję, że się już pakuje bo nie wytrzymam dłużej jego obecności.
-Zostawiłbym ci jakąś maść ale twój pan musiałby zapłacić, a bądźmy szczerzy, i tak by tego nie zrobił. -klepnął mnie w ramię i wstał z łóżka. -Poza tym, skradłbym sobie twojego całusa na do widzenia ale chyba nie jesteś w nastroju.
Ależ skąd, z uwielbieniem narzygam ci do gardła!
-Zatem do zobaczenia.
Wolałbym "żegnaj na zawsze"
Zabrałem rękę z twarzy i odprowadziłem go wzrokiem do drzwi, za którymi po chwili zniknął.
No? I co ja mam o tym wszystkim myśleć!?


piątek, 1 sierpnia 2014

Without saying goodbye, I'm not leaving.

So, jak wyżej nie mam zamiaru jeszcze znikać bez śladu, nie teraz...
    Od razu na wstępie (tradycyjnie już zresztą....) przepraszam, ostatni rozdział pojawił się jakieś niecały miesiąc temu, a tu nadal nie ma nowego. Siła wyższa, musiałam sobie poukładać parę spraw, z czym jednoznacznie wiążę się brak czasu na pisanie. Niestety, jestem zmuszona przedłużyć jeszcze nieco oczekiwanie. Ostatnia notka była krótka, chcę wam to jakoś porządnie wynagrodzić. Dlatego błagam, przeczekajcie jeszcze troszkę. 
    I sprawa ważna: prawie wszystkie wasze komentarze zawsze odbieram i czytam na poczcie. Mimo to, zawsze ukazywały się na blogu. Zauważyłam ostatnio dziwną nieprawidłowość... niektóre komentarze pojawiają się na poczcie, a inne na blogu... hmm, może to minie.
Dlatego odpowiadam na pytanie, które przeczytałam na poczcie:
Ależ oczywiście, jeśli wyrazicie taką chęć mogę was informować o dodanym poście poprzez GG ;)
I przepraszam, że nie na wszystkie wymagające tego komentarze, odpowiadam. Czytam je niekiedy w przelocie w minutce wolnego czasu. 
    No i chyba najważniejsze... Muzyce na tej stronce kategorycznie mówimy NIE! Dlaczego? Ano... Miałam przykre doświadczenie z pewnym wiekowym laptopem (jeszcze kwadratowym <3) Mianowicie w pewnym momencie postanowił się nagle zaciąć tak, że przez bite 15 minut musiałam wysłuchiwać czegoś w stylu "a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a...a..." 
Tak, nie było to najprzyjemniejsze dla wysublimowanego gustu muzycznego właściciela komputera. 
    Poza tym, mam przemyślane porządnie to opowiadanie, żyję z nadzieją, że wyjdzie mi to na dobre. Początkowo przygody Yuukiego miały mieć 20 rozdziałów, jednak wychodzi na to, że będzie ich nieco więcej. Czasami sama sobie się dziwię, ile różnych zakończeń jestem w stanie wymyślić, ile jeszcze ciosów jestem zdolna zadać Yuukiemu. Jezu... ale ze mnie sadysta. 
Uh, mam nadzieję, że chociaż w 50% procentach będę w stanie przelać moje wymysły na klawiaturę.


Pozdrawiam
Sabate

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 17 - Stracony

Jako że milo mnie zaskoczyliście i wystukaliście 20 tysięcy wyświetleń tego bloga, postanowiłam się sprężyć i zmotywowana dzięki Wam, napisałam kolejny rozdział. 
Ale najpierw spraw kilka...
Jeśli chodzi o muzykę na blogu, wybaczcie ale jeszcze trochę Was nią podręczę ;> 
Chociaż zdenerwowałam się ostatnio jeśli chodzi o muzykę... piosenkę, którą ostatnio wstawiłam na początku posta znałam ją już w poprzednim roku, taka sobie o, francuska piosenkarka... a teraz nagle wielki bum na nią i słyszę ją prawie na każdym komercyjnym chłamie >.> się wkurzyłam kurde no...
Chciałabym podziękować także nowemu czytelnikowi, mianowicie Danielowi. Tak dzielnie przebrnął przez początki tego opowiadania (mam nadzieję, że nie tylko on). Ale jeśli chodzi o błędy jakie popełniam pisząc to opowiadanie... zaznaczałam już, że nie posiadam bety i z góry przepraszam za moje następne błędy. Postaram się poprawić co znalazłeś i nie tylko to. A znając mnie innych nie zauważę xD Niestety mam coś takiego, że pisząc skupiam się tylko na fabule i na tym jak mam przelać swoje myśli w ekran.
A! Jeśli chodzi o to ciągłe użalanie się nad sobą Yuukiego... wiem o co chodzi. Prawdę powiedziawszy popsułam to już dwa rozdziały temu. Chciałam inaczej pokierować fabułą ale przyznaję się, że w pośpiechu po prostu zapomniałam o tym T.T... Potem tylko siedziałam pół dnia i rozkminiałam co jest w tym wszystkim nie tak. Przepraszam Was, niestety musicie wycierpieć ten żal Yuukiego, wybaczcie mi ;-; Dodatkowo nie zawsze umiem ubrać w słowa to, co wykreowałam sobie w swoim małym móżdżku, strasznie nad tym ubolewam bo czuję, że wiele przez to moje opowiadanie traci.
Poza tym chcę, żebyście wiedzieli, że dzielnie czytam każdy was komentarz, czasami nawet niejednokrotnie! Dlatego bardzo dziękuję, za każde poświęcenie minutki na jakiś ślad pod rozdziałem. 
No... to chyba wszystko co chciałam Wam przekazać... 
Enjoy


    Pomijając jeszcze jedno obciągniecie innemu facetowi, to ta cała szczęśliwa orgietka obeszła mnie bez większego, brutalnego naruszenia. Na szczęście dla mojego obolałego tyłka.
Kiedy w domu zaczęło się robić coraz ciszej i nie słyszałem już "rozkosznych" dźwięków ani gwarnych rozmów, zdałem sobie sprawę, że ten spęd psycholi dobiegł końca. Hallelujah!
Już mam serdecznie dość siedzenia z zawiązanymi oczami!
-Wstawaj! -nagle usłyszałem nad sobą głos pana bynajmniej nie w radosnym wydaniu.
Posłusznie podniosłem się z kanapy jak chciał i nagle sobie o czymś przypomniałem. Spodenki! Tak dawno nie dostałem ubrania, że nie mogę o nich zapomnieć! Może mi pozwoli...
Odwróciłem się w stronę mebla chcąc wymacać rzecz lecz od razu zostałem odepchnięty od kanapy tak, że upadłem na plecy. Kiedy się przewracałem pod palcami przez sekundę wyczułem materiał spodenek i jęknąłem żałośnie gdy wymknęły mi się spod dłoni.
-Panie... ja...
-Nie! -krzyknął i szarpnięciem postawił mnie do pionu.
Próbując złapać równowagę przypadkiem uderzyłem łokciem w jego pierś i momentalnie znowu zostałem powalony na ziemię, tym razem mocnym spoliczkowaniem z otwartej dłoni blondyna.
-Mało ci jeszcze na dzisiaj?! -niemal wrzasnął nade mną. -Mam zapewnić ci jeszcze więcej atrakcji ty niewyżyta suko?!
Co?! O czym on mówi! Przecież ja nie chciałem go uderzyć!
Jezu litości! Nic nie zrobiłem! Nie chciałem no! Przecież nic nie widzę!
-Panie, przepraszam... -jęknąłem kręcą na boki głową.
Kolejne uderzenie spadła na mój policzek i mocnym szarpnięciem podciągnął mnie do góry. Od tych nagłych ruchów czarna przepaska, którą miałem przewiązane oczy zsunęła się na szyję. Kiedy blondyn to zauważył jego usta ściągnęły się w cienką linię, a brwi wykrzywiły w grymasie szaleńczej wściekłości.
O co mu chodzi...?!
-Nie przypominam sobie żebym kazał ci ściągnąć z oczu chustkę. -warknął cicho głosem zwiastującym tysiące gróźb.
-Panie! Sama się zsunęła!
Złapał mnie nagle swoją wielką dłonią za gardło i sapiąc jak rozjuszony smok w twarz powlekł mnie w głąb domu, z powrotem do pomieszczenia, którego tak nienawidzę.
Jest nienormalny! Przecież nie odsłoniłem specjalnie oczu!
-Panie przepraszam! -jęknąłem gdy rzucił mnie na podłogę w tym cholernym pokoju uciech. -To nie ja! Sama spadła!
-Nie krzycz na mnie! -z twarzą czerwoną od wściekłości postawił but na mojej klatce piersiowej.
-Przepraszam. -załkałem zamykając oczy.
Ja tak nie chcę... nie chcę tego! Nienawidzę! Gardzę! Boję się! Jeszcze nie rozkręcił się do końca, a ja już trzęsę się jakbym siedział w chłodni.
-Przepraszam... -powtórzyłem cicho gdy pochylił się nade mną i uniósł w górę.
Gdy ułożył mnie na stole tak, że brzuchem leżałem na nim, a nogami sięgałem podłogi wiedziałem co zaraz będzie. Skuł mi ręce w nadgarstkach na plecach i rozsunął szerzej uda. Zaraz mnie wypieprzy.
    Zacisnąłem mocno zęby by nie wydawać z siebie już żadnych dźwięków, słów. Zrobi co chce i mnie zostawi... Przetrwam te chwilę bólu wiedząc, że po dłuższej chwili się rozładuje i zostawi mnie.
Gdy wszedł we mnie jak jeszcze nigdy nie mogłem powstrzymać spięcia mięśni i wygiąłem kręgosłup w łuk niemal w agonalnym geście.
Z rzeką łez w oczach wbiłem połamane paznokcie w dłoń chcąc przenieść swoją uwagę na mniej upokarzający ból.
Przetrwam... dam radę, zaraz skończy i odejdzie. Jeszcze trochę.
    W końcu spuścił się w moim wnętrzu i odsunął ode mnie chciałem zsunąć się i usiąść na podłodze lecz mężczyzna powstrzymał moje plany.
Niemal wyrywając mi ręce ze stawów rozkuł je lecz nie na długo. Przypiął znowu za nadgarstki do kajdan zwisających z sufitu. Przynajmniej stopami dosięgałem podłogi...
Kiedy zobaczyłem na jego twarzy perfidny uśmiech zdałem sobie sprawę, że on jeszcze nie skończył.
-A teraz sobie porozmawiamy o twoim zachowaniu...
Podszedł do jednej z półek wiszącej na ścianie i zdjął z niej czarną szpicrutę.
Moment... będzie mnie jeszcze bił?
Jakby samemu chcąc zaprzeczyć co widzę, chcąc oszukać mój umysł zacząłem kręcić przecząco głową.
Niech nie podchodzi... niech odejdzie. Niech mnie zostawi!
Rączką pręta uniósł mój podbródek w górę i przybliżył się zlizując z obrzydliwym uśmiechem łzy z moich policzków.
Nie mogąc powstrzymać się odwróciłem machinalnie twarz w drugą stronę i od razu tego pożałowałem. Zamachnął się i dostałem pierwsze uderzenie w policzek.
Krzyknąłem głucho zagryzając wargi. Nie spodziewałem się takiej mocy uderzenia. Kiedy po policzku zaczęła powoli spływać kropla krwi zorientowałem się, że szpicruta ma metalowe zakończenie.
Nieznośne pulsowanie w miejscu uderzenia zaczęło coraz mocniej mi doskwierać. Parzyły mnie nawet łzy spływające po ranie.
Nie mogę...
-Krzyczysz na mnie. -zaczął okrążać mnie jak myśliwy swoją ofiarę. -Na mnie! -świst przeciął powietrze i krzyknąłem znowu w reakcji na uderzenie w pośladek.
Nie rycz Yuuki... dasz radę, do tej pory dawałeś.
-Daję ci jeść! -kolejne uderzenie tym razem w uda.
Znowu zacząłem wbijać paznokcie w dłoń lecz ten ból, w porównaniu z jego uderzeniami wydawał się łaskotaniem, nieszkodliwym mrowieniem.
-Dbam o ciebie! -szpicruta tym razem spadła na lędźwie.
Na jego słowa nie wytrzymałem. Wybuchnąłem rzewnym szlochem jeszcze mocniej kręcąc na boki głową.
-Wcale.. wcale że nie... -załkałem żałośnie.
Nie musiałem widzieć jego twarzy by widzieć jak bardzo go to rozjuszyło.
-Psie! Niewdzięczniku! -seria uderzeń zaczęła zalewać moje plecy. -Popamiętasz sobie jeszcze brak twojej skruchy! -nie przestawał okładać mnie szpicrutą.
Mam dość, chcę zemdleć. Zaraz udławię się własnymi łzami. Nie mogę powstrzymać tych konwulsji.
Boże jak to boli... jakby moje plecy się paliły.
    Nie mam pojęcia ile razy uderzył mnie z taką siłą, ale robi mi się gorąco... za bardzo.
-Nie kazałem ci odpływać! -nie wiadomo skąd na moją głowę poleciała woda z wiadra.
Krzyknąłem nagle z zimna odzyskując ostrość widzenia. Boże... starczy już.
-Nieprzydatna sterta kości. -spojrzał na mnie z pogardą wylewającą się z jego spojrzenia. -Nadajesz się tylko do robienia za worek na spermę. -splunął w moją i skierował swoje spojrzenie w stronę ściany, na której wisiały te cholerne zabawki i narzędzia
Starczy... naprawdę już starczy.
    Dziękuję wszystkim niebiosom, które sprawiły, że właśnie w tym momencie zadzwoniła komórka znajdująca się w kieszeni spodni blondyna.
Kiedy odbierał telefon znowu zacząłem niekontrolowanie płakać, tym razem z czystej ulgi.
-Zaraz będę. -rzucił tylko krótko w komórkę i schował ją z powrotem do kieszeni.
Spojrzał na mnie z obrzydzeniem i uśmiechnął się złośliwie.
-Ty tu sobie jeszcze powisisz. - z zadowolonym z siebie uśmieszkiem wyszedł z pomieszczenia, trzaskając za sobą głośno drzwiami.
Nie ma go... co za ulga.
Wytchnienie.

* * *

    Cóż, może i trzy godziny temu byłem szczęśliwy gdy wyszedł ale teraz zdecydowanie mi się to nie podoba. Nie umiem przestać płakać z bólu. Moje cholernie naciągnięte barki strasznie ciągną gdy tylko zrobię najmniejszy ruch, choćby tylko ruszę się o centymetr. A plecy? Zaraz zejdę z cierpienia. Pode mną zrobiła się już nawet mała kałuża z krwi cieknącej z rozoranej szpicrutą skóry. Nie dobrze mi.
I po co ja wtrącałem swoje trzy grosze? Zawsze tak jest... ale teraz skutecznie mnie zniechęcił do jakiegokolwiek posiadania własnego zdania.
No? I po co mi to było?
Cały czas tylko ryczę i użalam się nad sobą... ale weź tu człowieku w takiej sytuacji nie roztapiaj się nad sobą. Czuję się taki zmiażdżony, nic nie warty na tym świecie. To już nie są moje poprzednie załamania. Ja to wiem, nikt nie zauważy mojego braku. Ja naprawdę nic nie znaczę i nie znaczyłem.
Na moją twarz momentalnie wpływa wygasły uśmiech gdy sobie pomyślę, że ktoś odczuje ulgę po mojej śmierci. Chociaż na taki sposób się w czymś przysłużę. Tak bywa, niektórzy jak ja nie powinni się urodzić.
"Ja". Czy wypada tak o sobie myśleć? To zbyt człowiecze, a przecież ja jestem nikt, nie, przepraszam. Jestem nic. I... to uczucie... kiedy umiera we mnie ostatnia cząstka mnie.
    Głupie pierdolenie. Tylko się użalam! Mam już dość do cholery!
Czy nie prościej jest naprawdę się poddać i być kukiełką tego psychola? Tak będzie łatwiej. Inaczej w takim tempie się zabiję przy pierwszej okazji.
Wysiadam, mam dość. Sam jestem zdziwiony ile do tej pory wytrzymałem.
Koniec z tym wszystkim.

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 16 - Stracony

Na mocy nadanego mi prawa przeze mnie samą, ogłaszam separację pomiędzy mną a weną. 
Nie dzielimy już stołu i łoża.
Przykro mi.

P.S. 
Eterna, działa, dziękuję. 
Hopie, jestem wybrednym i egoistycznym uke. 



Dziękuję za dedyka. Tekst idealnie wpasowujący.

"Ostatni taniec
żeby zapomnieć o moim wielkim cierpieniu.
Chcę stąd uciec, wszystko zaczęło się od nowa.
Och, moja słodka udręko."


Please, listen.



-Ubieraj się. -blondyn rzucił w moim kierunku jakąś rzecz i wyszedł od razu z pokoju.
Huh?
Podniosłem się ociężale i w połowie ruchu syknąłem cicho zaciskając oczy i dłonie na pościeli. Zdecydowanie nie jest dobrze z moim tyłkiem. Boli jak po autobusie arabów.
Wyciągnąłem rękę po to co przyniósł ten świr i zaniepokoiłem się trochę. Trzymałem w dłoni spodenki... po prostu spodenki, zwykłe, czarne, dwie kieszenie z tyłu, nic podejrzanego.
Dawno nie miałem na sobie żadnego ubrania... więc dlaczego teraz tak nagle? Chodzi o ten dzisiejszy zjazd psychopatów? Ts...
    Mozolnie postawiłem stopy na podłodze siadając w pionie na łóżku. Nie wiem jakimi siłami przetrzymam dzisiaj to wszystko ale będzie cholernie ciężko. Pomijam fakt, że nie wiem co mnie dokładnie czeka. Czuję świetną imprezę... normalnie... bombarduje mnie ekscytacja.
    Naciągnąłem powoli na siebie spodenki i zapiąłem guzik. Huh... zawsze byłem szczupły ale jeszcze aż tak bardzo spodnie na mnie nie wisiały nigdy, jak na wieszaku.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł blondyn. Nie czekając na nic uklęknąłem od razu na podłodze opuszczając głowę.
Widziałem tylko kątem oka, że podchodzi do mnie i pochyla się nieznacznie.
-Masz teraz uważnie mnie posłuchać. -złapał za podbródek i uniósł szarpnięciem tak, bym patrzył mu w oczy.
Wspominałem, że nie podoba mi się jego spojrzenie? Wygląda jak zwiastun nieszczęść.
-Zawiążę ci zaraz oczy. -jak powiedział tak zrobił.
Co?
Nie! Tylko nie to! Chcę chociaż widzieć co mi będą robić! Wystarczy już, że nie będę mieć nad tym kontroli! Bożę boję się!
    Mimowolnie moja ręką powędrowała w górę by poprawić czarną chustkę, która mężczyzna zawiązał mi oczy lecz w połowie drogi oberwałem w dłoń.
Ał..
-Czy ja kazałem ci ją ściągać?! To po pierwsze! Masz jej za nic nie ściągać! Rozumiesz to psie!?
-Rozumiem. -kiwnąłem lekko głową.
Boję się.
-Nikt inny też nie będzie mógł ci jej ściągnąć. Nawet nie próbuj podglądać. -zaczynam mieć nieprzyjemne dreszcze już od samego jego tonu głosu.
Jest zbyt agresywny.
-Z miejsca, w którym cię zostawię masz się nie ruszać nawet o centymetr. Rozumiesz to? -syknął mi niebezpiecznie gdzieś z lewej strony.
-Rozumiem panie. -przełknąłem ślinę i kiwnąłem automatycznie głową.
On mnie naprawdę przeraża.
-Masz być posłuszny innym, nie odzywać się bez potrzeby, po wszystkim każdemu masz dziękować.
Moment, co?!
Mam im dziękować?! Za co? Że mnie będą na zmianę rżnąć?! Chyba jest z nim coś naprawdę nie tak!
-Nawet nie myśl o sprzeciwianiu się, każde ich życzenie masz spełniać, jeśli dowiem się o jakimś nieposłuszeństwu możesz z miejsca zacząć się modlić o spokojną śmierć. -syknął tym razem gdzieś z drugiej strony nieco dalej.
Uhhh! Nie dość, że nie widzę, to jeszcze mam się tak dawać!?
Boże.
    Nagle szarpnął mnie mocno w górę i postawił w pionie. Nie czekając aż złapię równowagę pociągnął mnie prawdopodobnie w stronę wyjścia. Tak, charakterystyczne już dla mnie niemiłe skrzypnięcie drzwi od tego pomieszczenia utwierdziło mnie w tym. Pociągnął za sobą dalej w głąb domu, który widziałem tylko raz, wtedy jak tu trafiłem.
    Ponieważ nic nie widziałem, najbardziej uderzyło mnie ciepło. W tej części domu było tak przyjemnie ciepło... nie było czuć środkami chemicznymi, ani jakąś pleśnią... tak miło. Zupełnie inaczej niż tam, gdzie przyszło mi sypiać.
-Siadaj.
Mówiąc to mężczyzna nagle pchnął mnie na jakąś kanapę na którą poleciałem niemal bezwładnie. Jęknąłem głucho lądując na miękkim obiciu. Jezuu... jaki komfort.
Aż mi się zanosi na płacz. Tak dawno nie doświadczyłem tak ludzkich rzeczy, tak codziennych i zwykłych dla innych... a niedostępnych dla mnie. To przykre.
-Masz się nie ruszać. -niemal wysyczał te słowa nad moją głową.
    Nagle zamarłem. Do moich uszu dobiegło krystaliczne dźwięczenie... brzmiało jak... dzwonek do drzwi?
To już?
Usłyszałem jego oddalające się kroki i wstrzymałem oddech. Boże... jak ja się boję...
Zacisnąłem mocno dłonie w pięści na kolanach gdy usłyszałem gdzieś w oddali jakieś rozmowy.
Pomocy?

* * *

    Przez jakąś godzinę... albo i nie, nie jestem w stanie określić jak długo tak już siedzę na tej kanapie, czekałem w napięciu na cokolwiek. Ku mojemu rozradowaniu wśród tych wszystkich gwarnych rozmów, cichej muzyki i dźwięków uderzania szkła o szkło nikt się mną nie zainteresował.
Do czasu.
    Gdy już byłem przekonany, że przetrwam tą całą "szaloną imprezę" bez przykrych wspomnień i użycia poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Momentalnie wciągnąłem powietrze przez zaciśnięte zęby i spiąłem się cały. Proszę nie... idź sobie!
-A co tu robi ten samotny, zabłąkany szczeniaczek? -do moich uszu dotarł jakich chrapliwy męski głos.
No nie... znowu facet!?
Poczułem jak kanapa po mojej prawej stronie nieznacznie się ugina, co oznacza, że koleś usiadł obok mnie. Uh!
-Nie nudzi ci się tak samemu? -jego dłoń z ramienia przeniosła się na mój kark.
Nie mogąc powstrzymać niemiłego dreszczu, który przeszedł moje ciało, opuściłem tylko głowę w dół. Co z tego, że mam zawiązane oczy, on mnie może widzieć!
-Hmm, cóż to za reakcja? -jego głos mnie irytuje, jakby cały czas miał chrypkę.
Najlepiej niech się zamknie i robi co chce.
    Nagle złapał moją dłoń i uniósł ją nieco w górę. Hę? O co mu chodzi... no nie! Cholera!
Mężczyzna ułożył sobie moją ręką na swoim kroczu, już wyraźnie wybrzuszonym.
Obleśne!
Wciągnąłem cicho powietrze i skręciłem głowę w przeciwną do faceta stronę, po czym wtuliłem ją w swoję ramię.
Dobra Yuuki, musisz to przetrzymać.
-Nie udawaj już takiego nieśmiałego. -przejechał palcami po moim odsłoniętym karku.
Kiedy złapał mnie znienacka za biodra i usadził sobie szarpnięciem na swoich kolanach, przodem do niego pisnąłem cicho gryząc się w język.
Nie chcę się za dużo odzywać... najlepiej wcale.
-Widze, że coś dzisiaj szczeniaczku nie masz ochoty do współpracy... Co powiesz na szybkie załatwienie sprawy i zostawiam cię w spokoju?
Mój Boże Alleluja! Chociaż ten facet przejawia coś zwanego "normalnością".
Kiwnąłem potakująco głową obracając ją w stronę jego twarzy -taką przynajmniej miałem nadzieję.
-Świetnie.
Doooobraaaa...
    Poczułem jak mężczyzna pochyla się nade mną i wtula twarz w moją szyję. Powoli ustami zjeżdża na moje obojczyki i znowu wodząc nosem po skórze wraca do szyi.
Już na sam ten gest mimowolnie zacząłem się rozluźniać. Tak dawno nie otrzymałem żadnego czułego gestu... a tu nagle jakiś facet, którego nawet nie znam, nie widzę, znam tylko jego głos... to rozczula.
Jego palce delikatnie zaczęły od karku sunąc w dół po kręgosłupie i w górę. Kiedy zahaczył o łopatkę i miejsce, w którym tamten psychol wypalił mi skórę z sykiem wzdrygnąłem się, odskakując nieznacznie od jego dłoni.
-Przepraszam. -usłyszałem od razu co strasznie mnie zdziwiło.
To ja powinienem przeprosić.... Uh, nie mogę być dla niego taki. On jest miły, niebrutalny ani agresywny, a przyznam, że czegoś takiego się właśnie spodziewałem. Opryskliwego i przedmiotowego traktowania, a tu?
    Przeniosłem powoli dłonie na jego ramiona i delikatnie zacząłem je masować. Huh... ciekawe czy jest młody czy stary. Nic mi do tego, ale jednak wolałbym, żeby nie przekroczył czterdziestki.
-Ah, zaczynasz się odprężać? -jego głos nieco się rozweselił. -Nie gryzę.
Nie odpowiadając mu na żaden sposób musnąłem lekko jego szyję i linię szczęki. Pod palcami wyczułem delikatny, drapiący zarost. Chyba nie taki stary... jego skóra jest jędrna i w miarę przyjemna w dotyku.
Uh, nie mnie oceniać.
Jedną dłoń zsunąłem w dół na jego pierś gładząc ją. Raczej szczupły...
    Dobra, miało być szybko i po wszystkim.
Dołączyłem drugą dłoń do pierwszej i zacząłem zsuwać z jego ramion marynarkę. Kiedy zorientował się co chcę zrobić odsunął się lekko do tyłu i prawdopodobnie zdjął sam do końca marynarkę. Gdy już z powrotem wrócił do poprzedniej pozycji upewniłem się, że ma już na sobie tylko koszulę, którą wyczułem wcześniej.
Nie zważając na nic zacząłem się dobierać do guzików odpinając je po kolei  z małym trudem.
-Aż tak ci śpieszno...? -mruknął tylko tą swoją chrypką nad moim uchem i zsunął dłonie na moje biodra.
Tak! Chcę mieć to już za sobą!
Uniósł mnie i szybkim ruchem pociągnął moje spodenki w dół, po czym ściągnął mi je do końca.
No i po ubraniach.
Jego dłoń od razu zawędrowała do moich odkrytych pośladków gładząc je już nieco zachłannie.
Gdy uporałem się z jego koszulą rozsunąłem ją na boki dalej gładząc jego tors. Nie był jakoś szczególnie umięśniony, nie wyróżniał się niczym nadprogramowym.
    Kiedy tak sobie dumałem nad jego korpusem spiąłem się lekko gdy nagle wsunął we mnie nawilżony czymś palec. Bogu dzięki, że użył tego czegoś, tyłek nadal przypominał mi o sobie.
-Boli?
Pokręciłem przecząco głową w sumie zgodnie z prawdą.
Widząc moją reakcję zaczął mnie nieco zbyt powoli rozciągać, jakby bał się, że zaraz rozpadnę się.
    No cóż, delikatność delikatnością, lecz gdy w końcu przyszła pora na jego męskość zacisnąłem mocno dłonie na jego ramionach i wcisnąłem odruchowo głowę w jego obojczyk. Tak! Teraz boli!
Co prawda nie był raczej jakiś pokaźnych rozmiarów ale po wczorajszym... ta, kolejny stosunek raczej nie jest moim antidotum.
Ale  zwracam facetowi honor... grzecznie zaczekał aż się przyzwyczaję do jego "obecności" we mnie i nie narzucał jakiegoś zwariowanego tempa na sam początek. Tak... tak cholernie łagodnie robił wszystko. Łagodnie w porównaniu do tego, co ostatnio mnie spotyka. Jakaś miła odmiana.
Dobra, Yuuki, a teraz myśl o czymś bardziej podniecającym... masz tu przecież dojść! Myśl może o... Ericu?
-Grzeczny chłopiec -musnął palcami moją twarz widząc jak moje ciało coraz rozpaczliwiej reaguje na jego ruchu.
Powiem wam, że nie jest trudno wyobrazić sobie kogoś innego na miejsce tego gościa, szczególnie uwzględniając fakt, że ma się zasłonięte oczy.
Przyspieszył po chwili swoje tempo i doszedł z jakimś dziwnym jękiem we mnie.
Na moje szczęście doszedłem chwilę po nim... trochę głupio było by, gdyby się tak nie stało.
-To ja się zbieram. -odłożył mnie na bok głaszcząc mnie po głowie. -Spisałeś się dobrze.
-Dziękuję. -wypowiedziałem do niego jedyne słowo dzisiejszego wieczoru i ułożyłem się wygodniej na kanapie.
Poczułem tylko jeszcze jak cmoka mnie w czoło, a potem nie wyczuwałem już jego obecności.
W końcu.