poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Gomen again...

Chciałabym od razu Was przeprosić za moją nieobecność i brak nowych rozdziałów. Niestety troszkę mnie w tym wariatkowie przetrzymali ^ ^. 
Jednocześnie chciałabym podziękować kumplowi, że znalazł mojego bloga i zamieścił w komentarzu info dla Was. Bałam się, że pomyślicie sobie że porzuciłam bloga. Nie pomyśleliście tak... prawda? O nie, na pewno bym poinformowała. Yh, dlaczego jak mam ochotę i wenę do pisania zawsze mi coś przeszkodzi... to frustrujące ;< Gdyby nie moja nieobecność już by tu z trzy, cztery rozdziały nowe były... To naprawdę mnie irytuje q.q
No ale dość tu moich żali! Przynajmniej miałam wiele czasu do przemyśleń nad Straconym i z co najmniej dwóch kolejnych rozdziałów powinniście (czyt. macie) być zadowoleni. Po za tym, zastanawiałam się czy w każdej notce muszą być sceny 18+... co prawda nie mam zamiaru ciągnąc tego opowiadania w nieskończoność ale zawsze coś innego chyba mile widziane przez Was? Tak? Hmm, w końcu to blog yaoi i nie po to tu zaglądacie... >.> czyż nie?  
Oki oki, nie zamęczam już moimi wywodami tych, którzy to przeczytają.

Miłych, yaoistycznych
Sabate

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 9 - Stracony

Nawet nie macie pojęcia jaką mi radość sprawiliście ostatnimi komentarzami. Ale Josna niestety, jestem głupia i nic tego nie zmieni xD
Możecie być z siebie dumni bo dzięki Wam tak szybko wstawiam kolejny rozdział. Uwierzcie, że chociaż jedno zdanie od czytelników potrafi kopnąć w tyłek i zmusić do dokończenia notki. 
Również w wolnej chwili (wracam do szkoły, zaległości itd, wszyscy to znamy) obiecuję odwiedzić blogi na których już pozostawiałam swój ślad. Mam nadzieję, że wiele ciekawego wydarzyło się w fabułach blogów, które czytuję. 
So, miłego ;3


-Yuuki. -rozbrzmiał gdzieś głos mężczyzny, który ledwie co do mnie docierał.
Jak w amoku wygiąłem moje ciało w łuk i zacisnąłem mocniej dłonie na pościeli. Czarnowłosy wplótł swoje palce w moje ręce odrywając je od materiału i polizał moją linię szczęki po czym zjechał na szyję przygryzając ją lekko. 
-Mam zamiar poprawić ci humor. -szepnął mi do ucha.
Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, gdy mężczyzna pieścił moją skórę.
-Hmmm? -jęknąłem cicho chyba nie za bardzo rozumiejąc co ma na myśli.
Nie przestając zachłannie całować mojego ucha zjechał dłonią na moją klatkę piersiową i z początku delikatnie zaczął pieścić moje sutki by po chwili ustami zacząć je niemal dręczyć.
-Powiedziałem, że chcę cię rozerwać...
Poczułem jak robi mi się nieznośnie gorąco i uchyliłem lekko powieki.
-Dosłownie czy w przenośni? -jęknąłem próbując napotkać jego twarz. 
Przejechał językiem po mojej nagiej piersi i zachichotał cicho.
-Gdybym cię teraz zbyt uszkodził później nie było by zabawy. 
Zacisnąłem na powrót mocno oczy. Uuh, on znowu swoje. 
Wsunął nagle dłonie pod moje pośladki na co z piskiem podskoczyłem lekko łapiąc jego ramiona. W odpowiedzi zostałem uraczony tylko perlistym śmiechem i znowu mężczyzna ochoczo maltretował moją klatkę piersiową. 
-Uhh...-jęknąłem znowu odchylając mocno głowę do tyłu gdy język czarnowłosego znajdował się coraz niżej... i niżej...
-Wciąż niezaspokojony? -musnął ustami czubek mojego, już od dawna w gotowości, penisa i podniósł się wyżej by spojrzeć mi w twarz.
-Nie...
"Nie"? Tylko na tyle mnie stać? Gdzie ten opór? Zresztą, czy w tej chwili jest mi on potrzebny? Czy nie mogę się po prostu cieszyć chwilą? Dlaczegóż by nie?
    Pisnąłem cicho gdy zaatakował zębami moją szyję z rozbawieniem całując i przygryzając skórę. Powoli rozluźniłem zaciśnięte dłonie, które trzymałem na ramionach mężczyzny i przesunąłem je delikatnie w dół jego rąk chcąc umieścić je na jego plecach lecz niekontrolowanie zacisnąłem nagle palce na jego przedramionach, ponieważ uniósł zbyt gwałtownie głowę. Spoglądał podejrzliwym wzrokiem na mnie co chwila spoglądając na moje dłonie. Gdy speszony zabrałem je w końcu, uśmiechnął się delikatnie.
-Czy to był jakiś czuł gest, skierowany w moim kierunku, czy tylko mam zwidy? -uraczył mnie rzędem swoich białych ząbków.
Wbiłem tylko bok twarzy w poduszkę przymykając oczy. Oto moja odpowiedź.
Ze śmiechem zanurkował głową z powrotem by dość ostro zacząć ssać i przygryzać moje już umęczone sutki. O boziu...
Przycisnąłem dłoń do twarzy by niekontrolowane sapnięcia i ciche jęki nie dochodziły do czarnowłosego.
-Nie rób tak Yuuki, nie zasłaniaj się. -zabrał dłoń z mojej twarzy i przybliżył ją do swoich ust całując.
Wpatrywałem się w niego jak zahipnotyzowany i wyciągnąłem dłoń w kierunku jego włosów. Gdzieś w połowie drogi zawahałem się, lecz mężczyzną widząc co chcę zrobić przymknął oczy z lekkim uśmiechem na twarzy. Umm, ok, przynajmniej jego oczy nie wiercą mi dziury w głowie.
Niepewnie musnąłem palcami jego przydługą, czarną grzywkę i odgarnąłem ją z czoła. Nagle otworzył oczy i spoglądając tym cholernie głębokim spojrzeniem wpił się zaborczo w moje usta. Szlak by delikatność.
Dłońmi zjechał po moim korpusie i niebezpiecznie zaczął wodzić nimi po biodrach wyrywając z moich ust sapnięcia.
-Yuuki, chcę cię tu i teraz. -mruknął ciągnąc zębami moją dolną wargę.
-Nie wybieram się nigdzie... -odpowiedziałem, cicho unikając jego spojrzenia.
-I tak bym nie pozwolił... -zamruczał ze śmiechem unosząc moje biodra i wsuwając pod nie poduszkę.
-A-ale... żeby nie bolało.
Przez chwilę przypatrywał mi się nieodgadnionym wzrokiem i tylko z uśmiechem pokiwał głową. Z zalotnym wyrazem twarzy, patrząc mi prosto w oczy, polizał obficie swoje palce i już po chwili penetrował bez oporów moje wnętrze. Co dziwne, cholernie mi się to podobało. Nie mam pojęcia kiedy moje dłonie owinęły się wokół jego karku i zaborczo przyciągały do mojej twarzy. Ok, może i pocałunek wymuszony przeze mnie mógł go zdziwić ale fakt, że kręcą niecierpliwie biodrami domagając się więcej, to już nie powinno wzbudzać w nim podejrzeń.... Oh niech w końcu to zrobi!
Kiedy w końcu zanurzył swoje przyrodzenie we mnie objąłem go nogami przyciskając swoje ciało do jego jak najmocniej mogę. Nagle uniósł się ze mną i usiadł. Świetnie, teraz przynajmniej nie ucieknie mi twarzą... yh?! Przecież to ja zawsze unikałem jego ust... No cholera, ale one są takie kuszące...
-Nie poznaję cię. -mruknął nabijając mnie mocniej na siebie.
-Ach! -zacisnąłem palce na jego włosach lecz już po chwili wierciłem się nie spokojnie.
Gdy sam zrobiłem kolejny ruch czarnowłosy zastygł wpatrując się we mnie niemal ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Czy ty... właśnie nabiłeś się sam na mnie? Ujeżdżasz mnie Yuuki?
-Panie ja.... -spojrzałem prosto w jego oczy. -Ja po prostu chcę....
     AAAGH! Że co?! Jak?! Że niby czego chcę!?
Szybkim ruchem uniosłem się prosto do pionu otwierając szeroko oczy. Sen...! Co!?
Przycisnąłem dłonie do twarzy starając się uregulować oddech. Boziu, niedobrze mi... jak ja w ogóle mogłem śnić o czymś takim... z nim!
Rozejrzałem się pospiesznie po pomieszczeniu. Jego sypialnia...
AAAAGH! Do cholery! Przestraszony nagłym odkryciem czyjejś obecności przesunąłem się gwałtownie na sam brzeg łóżka, prawie spadając z niego.
Czarnowłosy, jak to zwykle on, półleżał z podpartą głową na łokciu i z tym irytującym uśmieszkiem przypatrywał się mi, a dokładniej czemuś poniżej mojego pasa.... No kurwa....! Jeszcze mi stoi!
-Mam tylko jedno pytanie -zaczął nie spuszczając wzroku z mojego krok.
Zażenowany tym wszystkim podkuliłem nogi pod siebie.
-Czy to ja ci się śniłem? -rzucił z perlistym śmiechem.
Cholera.....! Bądź cicho Yuuki, nie odzywaj się, może sobie pójdzie...
-Nie dotykaj mnie! -zaprotestowałem gdy jego silne ramie nagle przygarnęło mnie do niego i ułożyło na plecach. Swoją nogą rozwarł moje uda i odsunął kołdrę uśmiechając się coraz szerzej.
-No przestań! -starałem się z całych sił zakryć swoje przyrodzenie lecz ręką unieruchomił mi dłonie nad głową.
-Przecież muszę ci pomóc, nie zamierzasz chyba tak siedzieć z tym namiocikiem...
-Panie! -zacisnąłem mocno oczy gdy wprawnym ruchem oplótł palcami moje przyrodzenie.
Mam dość! Mam wszystkiego dość!
    Czarnowłosy dość szybko "pomógł" mi z moim problemem i z zadowoleniem umknął do łazienki. Wbiłem się w puchatą poduszkę i zamknąłem oczy. Rany... spałem, a nadal jestem zmęczony.
-Hej, życie z ciebie uszło?
-Wraz z resztką nasienia, które ze mnie wydoiłeś. -gniewnie mruknąłem pod nosem nie otwierając oczu.
-Hmm... co by tu na to poradzić... -jego ramię znów zaczęło owijać się wokół mojej tali. No nie, ja naprawdę mam dość!
-Panie... -zacząłem nieco zbyt płaczliwie -Przestań, wykończony jestem... -na ostatniej sylabie załamał mi się głos.
Przez niego jestem zmęczony nie tylko fizycznie, a psychicznie.
-Gdybym był chamem, nie brałbym tego pod uwagę i rżnąłbym cię już w najlepsze...
Nie, nie, nie...
-...ale znaj moje dobre, czarne serducho bo... -nie dokończył gdy nagle zadzwoniła komórka leząca na komodzie.
Mężczyzna poderwał się szybko z posłania i podszedł do mebla by odebrać. Przypatrywałem się jego dobrze zbudowanym plecom, był tylko w spodniach. Uhh, dlaczego ja nie mogę mieć takiej masy? Choć troszeczkę... Bardzo ciężko nabrać mi nieco mięśni no ale chociaż ramiona... Czy ja zawsze muszę być takim chuderlakiem? Za bardzo przypominam dziewczynę. Delikatne rysy, wątła budowa, jasne i długie włosy... o, no tak. Już nie takie długie.
Momentalnie na samo wspomnienie coś ścisnęło mnie w środku ze smutku. Czy ja przypadkiem nie zapominam o swojej sytuacji? Jestem do cholery niewolnikiem seksualnym jakiegoś psychola...
-Świetnie. -usłyszałem radosny jak skowronki głos czarnowłosego i spojrzałem na niego.
Stał teraz przodem do mnie i odkładał komórkę na komodę. A temu znowu co...?
-Powinieneś się cieszyć, robota idzie do przodu. -usiadł na brzegu łóżka z chwilowo nie znikającym z jego twarzy uśmiechem.
-Ja-jaka robota? -mruknąłem niepewnie spoglądając na niego.
-A ze szkoleniem mojej obecnej zabaweczki.
Przełknąłem ślinę, no tak, coś wspominał wcześniej, ze to jego praca. Ale nie myślałem o tym przedtem...
-W jakim sensie... idzie do przodu? -że niby robię postępy? Postępem jest dręczenie mnie psychicznie i fizycznie?
-Nie zdradzę ci szczegółów, ale czeka nas ciekawa wycieczka. -położył się na plecach podkładając sobie ręce pod głowę.
O nie. Cholera, mam naprawdę złe przeczucia, to się nie skończy dla mnie dobrze.
-I.. kiedy ta wycieczka? -zapytałem jeszcze mniej pewnie.
-W najbliższym czasie. -znowu uraczenie mnie szerokim uśmiechem.
Ok, czy to już czas na zaczęcie bania się o swoją przyszłość? Tak? To dobry moment?
Zmarszczyłem brwi wciskając mocniej twarz w poduszkę. Ratunku...?
-Nie myśl tyle. -mężczyzna położył powoli dłoń na mojej głowie. -Jest dobrze po trzeciej w nocy, proponuję ci sen. -przeczesał moje włosy i wsunął się pod kołdrę przyciągając mnie do piersi.
Sen? Ok, to jest moment na spanie. Może wypocznę, zacznę nieco bardziej logicznie myśleć... Tak, to jest dobry pomysł.
Zamknąłem oczy, mając nadzieję, że przez parę najbliższych godzin nie będę musiał ich otwierać.
-Słodkich Yuuki. -mruknął cicho czarnowłosy.
Ta, cicho bądź.
   
* * *
    Obudziłem się z dziwnie klującą w jednym miejscu ręką. O rany, spałem na niej... Uniosłem się powoli i gdy chciałem uwolnić swoją rękę coś mnie powstrzymało. Ramię śpiącego mężczyzny oplatało moją talię a ku mojemu niezadowoleniu jego twarz była tuż przy mojej. Spał, lecz wyglądał jakby po prostu miał zamknięte oczy, tak spokojnie... co za dzieciak, te jego czarne kudły są wszędzie. Hmm, odgarnąć? A co jak się obudzi? Oj no, udławi się jeszcze swoimi włosami... Dobra! Delikatnie!
Odgarniając powoli jego grzywkę jak w moim wcześniejszym śnie, znalazłem  małą bliznę parę centymetrów nad lewa brwią. Huuh? Ciekawe skąd ją ma... ej! Śpij głupolu! Co ty robisz? Jeszcze cię tu o molestowanie oskarży jak się obudzi przypadkiem.
    Dając sobie spokój z jego włosami zacząłem szukać wygodniej pozycji by dalej móc spokojnie spać, niestety na moje nieszczęście najwygodniej było mi najbliżej jego klatki piersiowej. Uh! To przez niego! Niech zabiera te łapę z mojej tali!
No rany... spać, zmęczony... Odpuszczając, bo i tak przecież mężczyzna spał, położyłem się tak jak było mi wygodnie i z ciężkimi powiekami wróciłem do swojego błogiego spokoju w krainie Morfeusza.


Mam nadzieję, że nie było za nudnawo i z ochotą będziecie czekać na kolejną notkę, którą prorokuję o wiele wcześniej niż zwykle.

Yaoi snów i komentowania
Sabate

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 8 - Stracony

Macie tu ode mnie kolejny rozdział z zajebistej okazji! ^o^ Tak! Świętuję swoją piękną tróję z matmy na półrocze! Fuck yea!
No dobra... czytajcie już i zapraszam do komentowania. :3

Kurwa... kurwa, kurwa, kurwa!
No kurwa!
Siedziałem wkurwiony najbardziej jak się da na łóżku otulony kołdrą i wpatrywałem się w czarnowłosego na przekór mnie wesoło pląsającego po pomieszczeniu. Co prawda jego sypialnia to miejsce szczególne... nie! On się otwarcie ze mnie naigrawa!
Swobodnym krokiem podszedł do łóżka i położył się na brzuchu wyciągając małe kartonowe pudełeczko. Moment, karty?
-Zagraj ze mną Yuuki. -rzucił uśmiechając się i wyciągając karty z opakowania.
Odwróciłem głowę w bok, pff, jeszcze czego.
-Nie bądź taki... -przeturlał się jak dziecko w stronę gdzie patrzyłem.
Co jest z nim no!?
-Mało ci rozrywki? -burknąłem patrząc na niego.
-Cóż, albo grasz ze mną w karty albo pobawimy się po mojemu...
-Dobra! -wyrwałem mu karty klnąc na niego i na wszystko w moim zasięgu.
-Momencik... -ze śmiechem wyciągnął mi powoli karty z dłoni. -Zagramy w coś prostego tak, żebyś miał jakieś szanse. Po za tym, najpierw mały zakładzik...
-O co ci chodzi?
Doooobraaa... moja cierpliwość do niego się kończy.
-A o korzyści z partii, której chcę z tobą rozegrać. I proszę, nie bulwersuj się tak Yuuki. Chcę żebyś po prostu czuł się swobodnie ze mną i...
-Swobodnie? -przerwałem mu. -Swobodnie?! Wykorzystujesz mnie mówiąc, że to twoja robota, molestujesz, gwałcisz...
-Gwałcę? -teraz to on przerwał mi ze wzrokiem nie wznoszącym sprzeciwu. -Jakoś ostatnio nie oponowałeś... wręcz przeciwnie. Zresztą powtarzałem ci tyle razy, sam wybierasz sobie to, jak będę cię traktować.
-Grajmy już do cholery... -mruknąłem cicho. I tak nie wyciągnę nic z tej rozmowy.
-A więc zakład -zaczął z promiennym uśmiechem. O matko i córko! On ma tak wkurwiające wahania nastroju, że zaczynam współczuć jego psychiatrom. -Jeśli wygrasz przez trzy dni dam ci spokój i osobny pokój z łazienką, oraz z czym tam jeszcze będziesz chciał.
-Tydzień.
-Mam żyć tydzień w abstynencji? Ok, tydzień, ale nasza zabawa po tym tygodniu może ci się nie spodobać...
-Dobra trzy! -co za facet... -A jeśli przegram? -spojrzałem na niego z powątpieniem już przeczuwając, że to co usłyszę, może mi się nie spodobać.
-Gdy przegrasz... zrobisz wszystko co zechcę. -uśmiechnął się szeroko. -A jeśli będziesz się sprzeciwiać kara będzie okrutna i nie odpuszczę ci.
Cholera.
-Na pewno musimy grać? -podciągnąłem wyżej kołdrę do brody. Nie podoba mi się to, ani trochę. Nie gram jak ekspert!
-Nie wycofuj mi się tu teraz... Zagrajmy w Pana. Nie za trudna, nie za łatwa. -zaczął tasować wybrane już karty.
-Ok. -burknąłem cicho przyglądając się jak zwinnie tasuje karty.
Kiedy rozdał je chwyciłem szybko by sprawdzić rozdanie. Hmm... dobra, bywało lepiej... jeden as... rany...
-Gramy jedno rozdanie -powiedział to takim zdaniem jakby oblizywał truskawkę z czekolady i wyciągnął dziewiątkę kier kładąc ją na pościeli. -Już się nie mogę doczekać... -mrugnął do mnie zawadiacko na co skrzywiłem się i spojrzałem w swoje karty.
Ok... ha! Mam trzy dziewiątki! Wyciągnąłem je szybko z zadowoleniem. Jestem bliżej wygranej o trzy karty. Czarnowłosy uśmiechnął się z kpiną.
-Nie bądź siebie taki pewny... chyba naprawdę rzadko grałeś w karty.
Pff, wcale nie tak rzadko... Zerknąłem w swoje karty i zamurowało mnie. Miałem wszystkie dziesiątki i trzy walety, po za tym ten as, jeden król i dwie królowe... Co znaczy że mój właściciel ma o wiele mocniejsze karty...
Spojrzałem na niego, gdy z uśmiechem wykładał na moje dziewiątki waleta lubieżnie oblizując usta. Jak teraz go nie podbiorę to nie pozbędę się swoich dziesiątek!
-I jak Yuuki? Gotowy na moją wygraną? -zachichotał widząc moją skonsternowaną minę.
Zagryzłem wargi zbierając karty z wierzchu. Cholera, cholera!
-Teraz to pójdzie z górki... -mruknął pod nosem czarnowłosy jakby mnie tu nie było. On mnie dekoncentruje!
-Specjalnie to robisz? -warknąłem.
-Ależ nie mam pojęcia o czym ty mówisz... -uśmiechnął się z pogardą w oczach.
-Pff...
    Z chwili na chwilę liczba moich kart ledwo co malała, a z kolei karty czarnowłosego tragicznie znikały w moich oczach. Nie, nie, nie! -rozpaczliwie powtarzałem sobie w myślach. Nie mogę przegrać!
-Szykuj się słodziaku... -mruknął kładąc swoje trzy ostatnie karty. Asy.
Nawet nie zdążyłem zaoponować gdy mężczyzna wyrywając mi ściskane karty w mojej dłoni rozsypał je po łóżku i pchnięciem dłoni przewrócił mnie na plecy. Z chichotem zbliżył swoją rozbawioną twarz do mojej, z kolei skonsternowanej i raczej mało rozbawionej.
-Nie... czekaj! -położyłem mu dłonie na piersi starając się odepchnąć go ode mnie. -Przestań! -pociągnąłem go za włosy gdy zaczął bezczelnie dobierać się do mojej szyi.
Odchylił głowę mrużąc z niezadowoleniem oczy. Oj... chyba za mocno pociągnąłem.
-Myślałem, że masz dość honoru by chociaż dotrzymać warunki zakładu... Chyba myliłem się co do ciebie.
-Nie! Ja po prostu... -nie dokończyłem gdyż zasłonił mi usta dłonią.
-Skoro nawet krzta honoru nie siedzi w tobie, mam cię więc traktować jak nic niewarty przedmiot? -warknął złowrogo wyrywając swoje włosy z uścisku moich palców.
-Nie... -rozszerzyłem oczy na jego słowa. Niech tak o mnie nie myśli. -Przepraszam... Panie. -dodałem mamrocąc zza jego dłoni cichutko i wbijając wzrok w jego brzuch. Przepraszam.
    Znowu. Znowu to samo uczucie.
Podniosłem głowę w górę by popatrzeć w oczy czarnowłosego. Ma to samo spojrzenie. To okropne spojrzenie pokazujące obrzydzenie, wstręt i odrazę. Ileż razy obdarowywano mnie tym wzrokiem. Przerażające, boję się. On jest straszny. Czy znowu tak będzie? Będę traktowany jakbym nie miał najmniejszego znaczenia? Nawet niewolnicy coś są warci... Ale ja? Czy znowu tak będzie? Te wszystkie spojrzenia po śmierci ojca... sierota. Dziwaczna sierota. Pogarda w oczach rówieśników każdego dnia. Znowu.
-Yuuki...? -odezwał się nagle zabierając dłoń z moich ust.
Nie! Zacisnąłem mocno oczy by na niego nie patrzeć, boję się.
Położył mi nagle dłonie na ramionach. NIE! Niech mnie nie dotyka. Odepchnąłem go przekręcając się na brzuch by nie widział mojej twarzy.
-Zostaw mnie! -krzyknąłem niemal rozpaczliwie starając się podnieść i wyjść z łóżka.
Nie zniosę tego spojrzenia!
-Yuuki, do cholery! -złapał mnie za kostkę i przyciągnął do siebie. To zadziałało jak zapalnik. Zacząłem dziko szamotać się i wierzgać kończynami. Z całych sił krzyczałem o pomoc. Nikt? Nikt mi nie pomoże? Jestem niewart nawet przedłużenia mojego życia? Pomocy?
Gdy zakrył ponownie dłonią moje usta ugryzłem go w dłoń. Momentalnie dostałem mocno w policzek z otwartej dłoni. Tym tylko mężczyzna dolał oliwy do ognia. Zacząłem niekontrolowanie szlochać i łkać dalej starając się wyrwać. Płacz uniemożliwił mi normalne oddychanie, obraz mi się zamazywał. Uduszę się!
Po chwili czarnowłosemu udało się kolanem przytrzymać moje nogi, a ręce przygwoździć do łóżka na poziomie mojej głowy.
-O co ci chodzi!? -warknął pochylając się nad moją twarzą.
Ten jego ton... wcale nie pomogło. Zacząłem płakać i lamentować jak zbity pies. Tak mi źle. Tak przeraźliwie smutno. Boże. Czy naprawdę jestem niczym?
-Odpowiedz! -rzucił ostrzegająco.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Miał rozorany policzek, z którego pomału ciekła krew. Ja to zrobiłem? Dobrze, może mnie ukaże. Ja tu nic nie znaczę.
-Liczę do trzech i masz powiedzieć o co ci chodzi. -warknął przybliżając się jeszcze bardziej.
Tak mi źle... proszę niech to się już skończy.
-Raz...
Nie znałem matki... z ojcem się nie pożegnałem... Wszyscy mieli mnie gdzieś.
-Dwa! -wysyczał przez zęby.
Teraz mi już wszystko obojętnie. Może mnie zgwałcić, torturować, ale...
-Trzy. -niemal wyszeptał marszcząc brwi.
Nie! Stop! Nie może ściąć warkocza!
-Panie! -krzyknąłem nagle gry poderwał mnie do góry i jednym ruchem przekręcił tak, bym leżał na brzuchu.
Nie może tego zrobić! Boże!
-Przepraszam! Przepraszam, Panie! -zacząłem wyrywać się gdy przytrzymywał moją głowę.
Kiedy sięgnął do szafki nocnej złapałem mój warkocz i zwijając go zacisnąłem mocno w dłoniach.
-Palce też ci poobcinam jeśli nie puścisz. -syknął wykręcając moje ręce do góry i skuwając je kajdankami przez poręcz łóżka.
-Panie nie! Przepraszam! -w tym momencie znowu zacząłem skomleć i płakać.
-Żałosne... -mruknął cicho i jedną ręką złapał mój warkocz, a drugą przekręcił moją głowę w bok i przycisnął ją kolanem bym nie mógł nią ruszać. -Masz patrzeć. Jeśli zamkniesz oczy, pożałujesz.
-Przepraszam... Panie to nie tak! -jęknąłem starając się wyrwać z marnym skutkiem.
-A jak!? -warknął szarpiąc mój warkocz i podsunął go pod moją twarz.
Zalśniło mi tylko ostrze noża przed oczami i patrzyłem z niedowierzaniem, szeroko otwartymi oczami jak około trzydzieści centymetrów mojego warkocza opada na pościel.
    Kiedy czarnowłosy zdjął kolano z mojej głowy i odsunął się by rozkuć mi ręce zastygłem w bezruchu. Wpatrywałem się tylko z otwartymi ustami w część warkocza, która już do mnie nie należała.
-Więc jak to miało być? Hm? -ledwo co dosłyszałem jego słowa zabarwione kpiącym tonem.
Kiedy poczułem, że mam wolne ręce chwyciłem obcięte włosy i przyciskając je do piersi zwinąłem się w kłębek. Potrzebuję teraz chwili rozpaczy tylko dla siebie. Spokojnie. Pozbieram się zaraz.


* * *


-Cholera, będę cię karmić siłą! To już prawie trzydzieści godzin!
Znowu szarpnięcie.
-Yuuki!
Niech będzie trochę ciszej... głowa mnie zaczyna od niego boleć.
-Same z tobą problemy! -No tak, jestem bezużyteczny, nic nie warty.
Na jego słowa znowu z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Ja tak nie mogę...
-Panie... -wychrypiałem cicho rozchylając mocniej powieki.
-No proszę, więc jednak nie zapomniałeś jak posługiwać się językiem! -zadrwił.
To nic, i tak może robić ze mną co chce... niech drwi ze mnie, nie mogę mu zabronić.
-Oczy... pieką mnie już. -jęknąłem cichutko.
Westchnął tylko i znowu podniósł mnie bym usiadł prosto. Zmęczony jestem.
-A palce nie? -rzucił już łagodniejszym tonem i spojrzał na moje zaciśnięte dłonie na resztkach warkocza. -Yuuki, nie możesz żyć przeszłością, to ci nic nie pomoże, szczególnie w twojej sytuacji.
I on mi to mówi?
-Przepraszam. -zakwiliłem.
Westchnął przekrzywiając na moment głowę w bok.
-Przestań się już mazać. Rozumiem, że nie tak planowałeś swoje życie ale los nie jest łaskawy. -mruknął biorąc z szafki talerz z kanapkami. -Zjedz coś w końcu.
-Nie chcę... -jęknąłem zamykając oczy.
-Zjesz i dam ci spokój. -wcisnął mi w dłoń talerz i wstał.
Podszedł do komody i ściągnął z niej butelkę z wodą wraz z wysoką, prostą szklanką i podał mi.
Posłusznie, w poszukiwaniu spokoju, zacząłem przeżuwać kanapkę, co kęs oglądając ją i obracając na wszystkie strony. Mężczyzna widząc moje poczynania westchnął tylko i pokręcił z dezaprobatą głową.
Usiadł obok mnie na łóżku i podpierając głowę na dłoni czekał spokojnie aż zjem chociaż jedną kanapkę.
-Jeszcze tylko szklanka wody... -mruknął unosząc palcem szklankę, którą trzymałem w dłoni. -No Yuuki, do dna. -uśmiechnął się zachęcająco.
Ok... jego zmiany nastroju nadal mnie nie bawią, ale co ja tam mogę wiedzieć. Wszystko mi jedno.
    Gdy zrobiłem jak chciał odebrał mi talerz i pustą szklankę po czym odstawił z powrotem na komodę. Chwycił mnie nagle pod pachami i unosząc umościł na środku łóżka opatulając kołdrą. Hmm, więc to ten obiecany spokój? Spojrzałem na niego obojętnym wzrokiem kiedy wyciągał z szafki gumkę do włosów i grzebień. Po co mu...
-Roztargałeś się nieco. -wyjaśnił widząc mój pytający wzrok i usiadł za mną,
Faktycznie włosy rozsypały mi się... boże, jakie one krótkie.
Spoglądając na swoje włosy łzy momentalnie napłynęły mi do oczu. Moje włosy... mamo!
-Przestań rozpaczać. -rzucił mężczyzna czując moje drżące ramiona. -To nic nie zmieni. -dodał ciszej i zaczął powoli od końcówek rozczesywać moje włosy.
Siedziałem cicho ze łzami swobodnie spływającymi po policzkach lecz nie szlochałem. Korzystając z chwili, że czarnowłosy widzi tylko moje plecy cierpiałem sobie cicho. Kiedy ten zapas łez mi się skończy?
    Gdy poczułem, że schludnie zapleciony warkocz opada mi na plecy jęknąłem cicho. Teraz sięgał tylko do łopatek. Czarnowłosy chwycił mnie za boki i odwrócił do siebie twarzą. Widząc mój wyraz twarzy i łzy niechcące przestać lecieć zamknął na moment oczy. Kiedy je otworzył jego wyraz twarzy dziwnie się zmienił.
-Powiedz o co wcześniej chodziło. Postaram się zapobiec by coś takiego nie powtórzyło się w przyszłości.
Wstrzymałem na moment oddech przypatrując się jego twarzy. Odznaczała się w niej... bezsilność?
-Panie, ja... -opuściłem głowę zamykając oczy.
Gdzie moja siła? Gdzie chęć postawienia się i duma? Zniszczył mnie...?
Wypuściłem powoli powietrze z płuc i uniosłem głowę. Skoro chcesz wiedzieć.
-Powiedziałeś, że jestem nic nie wartym przedmiotem... i... i patrzyłeś na mnie jakbym nic nie znaczył... nic... ani trochę... jak przedmiot... żałosny... -przycisnąłem dłonie do twarzy chcąc zatamować kolejną falę rozpaczy.
Boże! Jestem beznadziejny! Co on teraz o mnie myśli? Że jestem słaby? Żeby tylko, jestem godny pożałowania, nędzny i słaby.
    Kiedy ręką czarnowłosego spoczęła na moich plecach zostałem nagle przyciśnięty do jego piersi.
-Nie myślę tak. -mruknął cicho odchylając w górę moją głowę i scałowując moje słone łzy.
Zamknąłem oczy. Doprawdy? Ale wtedy jego spojrzenie... A może wyolbrzymiam...
-Nie płacz już Yuuki. -pogładził wierzchem dłoni moją twarz i pochylił się by przycisnąć swoje usta do moich.
Nie! Ja nie mogę teraz!
Jęknąłem odwracając głowę w bok i odsuwając swoje usta od jego.
-Panie nie...
Chwycił moją twarz w dwie dłonie i nakierował na swoje spojrzenie.
-O nie Yuuki, nie będę ci pobłażać. -mruknął cicho, a moje spojrzenie natrafiło na zadrapanie na jego policzku. No tak...
Dobrze. To koniec. Od tej chwili będę posłuszny. Nie zniosę kolejnej utraty włosów... nie mogę. Umrę z żałości. Kiwnąłem lekko głową i spojrzałem prosto w jego oczy. Koniec z dawnym mną. Witaj uległy Yuuki.
Przysunąłem się nieco bliżej czarnowłosego i spojrzałem mu prosto w twarz. On widząc zmianę we mnie uśmiechnął się lekko i przyciągnął z powrotem do pocałunku.
-Dobrze Yuuki, o to mi chodziło.
Złapał mnie za biodra i podniósł sadzając sobie na kolana. Zapalczywie naparł na moje wargi i rozwarł je swoimi. Jego dłonie momentalnie zacisnęły się na moich pośladkach wywołując u mnie rozpaczliwy jęk.
-Wybacz, ale trochę czasu minęło. -zamruczał wesoło zatapiając twarz w mojej szyi i drażniąc skórę zębami.
Zacisnąłem palce na jego ramionach i jęknąłem cicho.
-Panie... zrób to szybko. -odsunął twarz od mojej szyi i spojrzał na mnie podejrzliwie. -Chcę już spać. -wyjaśniłem cicho.
Kiwnął lekko głową i popchnął mnie bym leżał na plecach. Sięgnął do szafki nocnej i wydobył z niej buteleczkę lubrykantu kładąc obok moich nóg. Wrócił do mojej twarzy muskając lekko usta i zjechał od razu na szyję, obojczyki podgryzając je i ssąc lekko. Dłonie uporczywie zaczęły gładzić moje uda i podbrzusze. Zamknąłem po chwili oczy. Jeśli będę czerpać z tego korzyść szybciej się to skończy...
-Nie zasypiaj. -zamruczał gryząc nagle mój sutek.
-Nie śpię... -jęknąłem otwierając oczy i napotykając jego rozbawiony wzrok.
Ppoczułem jak jego palce oplatają delikatnie moje budzące się do życia przyrodzenie i rozwarłem lekko wargi. Och...
Zostałem uraczony perlistym śmiechem i po chwili czarnowłosy ustami zaczął zjeżdżać coraz niżej. Szybciej.
Jęknąłem cicho gdy cmoknął główkę mojego penisa. Czy on musi być tak delikatny w tym momencie? Nie mam ochoty na to...
Nagle uniósł moje nogi i położył je sobie zgięte na ramionach. Uch...
Odkorkował buteleczkę z lubrykantem i nawilżył dość obficie swoje dwa palce. Niech się pospieszy w końcu...
-No to jedziemy... -zaśmiał się i dość ostro wepchnął do końca jeden palec.
-Ach! -zacisnąłem mocno oczy.
-Tylko teraz nie marudź, sam chciałeś szybko.
Pokiwałem twierdząco głową nie otwierając oczu. No dobrze... niech się pospieszy.
    Gdy już rozciągnął mnie odpowiednio pocałował mnie przelotnie w czubek nosa i wszedł dość niespiesznie we mnie, powoli lecz do końca. Z jękiem napiąłem wszystkie mięśnie powoli przyzwyczajając się do uczucia wypełnienia. O rany... Zaczął miarowymi ruchami posuwać mój tyłek z każdym pchnięciem znacznie przyspieszając. Co jakiś czas wchodził we mnie pod innym kontem wywołując u mnie dziwne konwulsje i jęki. Złapał moją nogę i zaczął podgryzać udo. Jednak już po chwili jego twarz wyrażała coraz większą błogość i podniecenie. Paroma ostatnimi, ostrzejszymi ruchami zakończył sprawę i z pomrukiem doszedł we mnie. Uh... ale ja jeszcze nie...
Podniósł na mnie wzrok i pokręcił lekko głową.
-Oj Yuuki... -mruknął i wyszedł ze mnie.
Oplótł dłonią moje przyrodzenie i paroma mocnymi ruchami doprowadził mnie do szczytu.
-Cóż, jest późno, chodźmy spać. -położył się obok mnie oblizując palce z mojego nasienia.
Oplótł mnie swoimi ramionami i przyciągnął do klatki piersiowej. Dobrze... spać. Mimo wszystko...  nadal mi cholernie smutno, wybacz mi mamo.


Wybaczcie za błędy... wiem, że są tam jakieś dlatego uprzedzam...
Hmm... jakieś takie długie mi te rozdziały wychodzą czy mi się tylko wydaje...? Po za tym wolicie dłuższe notki rzadziej, czy krótsze częściej? Jak to jest z wami?

wtorek, 24 grudnia 2013

Skazaniec

Wybaczcie, że tak długo nic nie dodawałam, choć obiecałam. 
Ale za to macie tu ode mnie prezent ^^ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
No i wybaczcie za jakiekolwiek błędy, niejasności i to, że jakieś szczegóły mogą się nie zgadzać... pisałam to małymi fragmentami przez kupę dni.......


    To twoja wina. Przez ciebie nie mogłem spać w nocy, nie mogłem pozbyć się obrazu twojej twarzy z moich myśli. Za bardzo wryłeś się w moją psychikę. Przez ciebie prawie wylali mnie z pracy. Trzęsły mi się ręce, psułem wszytko, nie mogłem się skoncentrować. Co chwilę słyszałem twój karcący i wyśmiewający mnie głos. To z twojej winy prawie wpadłem pod samochód, wydawało mi się, że stoisz na drugim końcu. Przez ciebie nie mogę wyrzucić z mojej głowy twojej osoby. Twoja wina. 
    Oh... nie! Nie! Przepraszam, wybacz mi! Nawet nie mogę zrozumieć jak mogłem cię tak za wszystko obwiniać! Wybacz! Przecież to nie twoja wina... Moja... to ja! Ja jestem niegrzeczny! Ile razy, gdy tylko słyszałem cię w myślach, widziałem cię za oknem... ah, ile razy miałem ochotę pójść do łazienki i ulżyć sobie mając twój obraz w głowie. Ale nie mogę. Zabroniłeś mi. Widzisz? Umiem być jednak grzeczny. Bądź ze mnie dumny... proszę. 
    To już dziś. Z niecierpliwością przekręcam klucz w zamku do mojego mieszkania z chaosem w środku. Zrzucam z siebie pospiesznie spocone ubrania i wręcz biegnę pod prysznic. Przepraszam, znowu o tobie myślałem gdy wodziłem rękami po moim ciele rozsmarowując żel pod prysznic. Ale to nie to samo co twoje dłonie, te palące lecz delikatne, drażniące się ze mną przy każdym zetknięciu z moją skórą. Jesteś okropny! Oh, przepraszam... moja dłoń zbyt zapędza się ku dołowi. Przecież zabroniłeś... nie chcę być niegrzeczny. Dla ciebie. Bądź ze mnie dumny. Zabieram dłoń i wychodzę z kąpieli. Wycieram się i nagi idę do sypialni. Naciągam na siebie czarne, podarte jeansy, nie zakładam bielizny. Taki mały prezent dla ciebie. Ucieszysz się? A może jednak powinienem ją założyć. Może pomyślisz, że jestem niewyżyty i ukarasz mnie... Nie, nie założę jej. Wkładam na siebie starą już koszulkę z Evanescene, niedługo i tak się jej pozbędę. W pośpiechu podsuszam mokre włosy i tylko roztrzepuję je. Wiem, że lubisz jak są w nieładzie. Dlatego je zapuszczam, dla ciebie. Chcę ci się podobać, czy to coś złego? Lubisz mnie takiego prawda? Roztrzepanego, w nieładzie? Powiedz, że tak, proszę, powiedz...!
   Stoję przed drzwiami do swojego mieszkania i wpatruję się w zniszczone glany. Jest za wcześnie, zbyt się pospieszyłem... Ale ja tak bardzo nie mogę się doczekać żeby cię zobaczyć! Dlaczego nie mogę przyjść wcześniej, tak bardzo chce...
Wkładam buty i nie spiesząc się wychodzę. Gdy staję przed budynkiem rozglądam się, może gdzieś cię zobaczę? Było by cudownie. Jednak nigdzie cię nie widzę, no tak. Po co miałbyś kręcić się w mojej okolicy? No po co?
Idę do pobliskiego parku, zaczyna się już ściemniać. Jeszcze trochę... Wybieram sobie najbardziej odsuniętą na uboczu ławkę i wyciągając z kieszeni paczkę fajek siadam na niej. Hmm, nie lubisz jak palę, mimo że sam to robisz. Niesprawiedliwe, ale ty wiesz o tym, prawda?
Z zadowoleniem zaciągam się dymem i uśmiecham się do siebie gdy wiatr wieje mi w oczy zwiewając zapach papierosów w moją stronę. Nie możesz zabronić mi czegoś takiego. A może jednak możesz... Nieważne.
Dopalam spokojnie papierosa i wzdycham rzucając pod nogi peta. Przydeptuję go z ociąganiem i przyglądam się resztką. Też tak robisz... niszczysz mnie z taką łatwością, nie sprawi ci to żadnych problemów. A jednak tak ciągnie mnie do ciebie... chyba mam w głowie kisiel zamiast mózgu, może to przez ciebie?
    Biegnę przez park biorąc z trudem hausty powietrza. Przez ciebie! Tak się zamyśliłem, że zaraz się spóźnię! Do ciebie! Jak ja mogę zrobić coś takiego?!
Wpadam na twoją ulicę o mało nie lądując pod kołami samochodu. Biegnę dalej pozostawiając za sobą klnącego na mnie kierowcę i biegnę w kierunku wieżowca z apartamentami. No tak, przecież nie będziesz mieszkał w jakichś slamsach, dla ciebie luksus i wygoda to podstawa. Wpadam na twoją klatkę zdyszany i wbiegam do windy, która alleluja, była na dole. Już jestem spóźniony... Przepraszam! Wciskam numer ostatniego piętra i gdy drzwi windy zamykają się osuwam się po lustrze w środku biegnącym przez całą ścianę. Mam parę sekund... odwracam się do tyłu i spoglądam na swoją lekko zarumienioną twarz i straszny nieład na głowie, mimo że naprawdę jestem rozczochrany nie poprawiam nic, zostawiam tak jak jest.
   Gdy winda staje na twoim piętrze wybiegam z niej przeciskając się szybko przez jeszcze nie do końca otwarte drzwi i biegnę pod twój apartament. Staję przy drzwiach i z głębokim wdechem naciskam przycisk od dzwonka. Wstrzymując powietrze w płucach czekam aż mi otworzysz. Gdy drzwi się odchylają i po chwili widzę ciebie zastygam w bezruchu z zachwytu. Ach, jak dawno cię nie widziałem... Zachłannie wpatruję się w ciebie, w twoją wysoką, smukłą sylwetkę, twoje kuszące ubranie i to co jest pod nim... czarne spodnie i rozpięta koszula w tym samym kolorze. Mam ochotę przylgnąć do twojego wyrzeźbionego torsu i nie odkleić się już nigdy. Sunę wzrokiem w górę i dostrzegam, że zza twoich ciemnych, kasztanowych loków spoglądają na mnie twoje czekoladowe oczy. Gdyby nie fakt, że wyraźnie jesteś zły, rozpłynąłbym się prawdopodobnie w twoim spojrzeniu.
Otwierasz drzwi na oścież i bez słowa odwracasz się podążając w głąb mieszkania. No tak, spóźniłem się, naprawdę nie chciałem...
Wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi. Zdejmuję szybko glany i rzucam obok nich kurtkę,  znoszoną, czarną skórę. Stoję i czekam. Czekam na twoje przyzwolenie. Mam wrażenie, że zaraz eksploduję ze szczęścia. W końcu mogę się tobą nacieszyć!
Roznoszony przez pragnienie ciebie stoję i czekam na twoją komendę. Nagle wyłaniasz się z głębi mieszkania z kieliszkiem wina w dłoni i niemalże niezauważalnym skinieniem głowy zapraszasz mnie. W pośpiechu podążam za tobą wchodząc do pięknego salonu, czerń i biel, czego innego można się po tobie spodziewać? Przechodzisz niespiesznie do swojej sypialni całkowicie mnie ignorując. Nieważne... i tak zależy mi tylko na tobie!
Pomieszczenie jak zwykle zachwyca mnie klimatem. Tu w odróżnieniu do salonu plasują się ciemnoczerwone akcenty i przede wszystkim główny punkt programu: wielkie... to już nie jest łóżko, to po prostu zabytkowe łoże z ciemnego drewna z czarną, aksamitną pościelą. Ileż wspomnień od razu wraca...
-Radość cię roznosi. -nagle rozległ się jego dźwięczny głęboki głos, który tak uwielbiam.
Spojrzałem na niego, siedział wygodnie w fotelu sącząc wino z kieliszka z tą jego prowokującą miną.
-Powinieneś być skruszony, spóźniłeś się. Marnujesz mój czas.
Widząc jego minę niemal automatycznie klękam w miejscu gdzie stałem.
-Wybacz Panie. -mówię z udawaną skruchą w głosie.
Tak! Tak, tak tak! Panie! Jesteś MOIM Panem! Niczyim więcej!
Machasz na mnie ręką bym podszedł bliżej co czynię od razu, oczywiście na czworakach. Siadam przy twoich nogach i spoglądam na ciebie w wyczekiwaniu.
-Powinieneś się cieszyć, gdybym nie miał dzisiaj dobrego humoru ukarał bym cię dość boleśnie. -Ach! Dlaczego gdy mówisz, twój głos przeobraża się w to cholernie seksowne mruczenie?! Oszaleję.
-Dziękuję Panie... -mówię cicho.
A kto powiedział, że nie chcę być karanym...?
Kładę głowę na twoim udzie lecz strącasz ją z surowym spojrzeniem. No tak, mimo wszystko spóźniłem się, marnuję twój czas.
-Rozbieraj się. -słyszę komendę, którą oczywiście zamierzam spełnić. -Powoli. -dopowiadasz widząc jak rzucam się do swojego paska od spodni.
Przełykam ślinę i wstaję. Dobrze... Zdejmuję powoli przez głowę koszulkę i rzucam ją gdzieś w kąt. Dopiero gdy ta leży już spokojnie stopami ściągam skarpetki i odtrącam je gdzieś na bok. Nie patrzę na ciebie, wpatruję się w jakiś skrawek ciemnych paneli i wracam dłońmi do paska od spodni. Rozpinam sprzączkę i powoli odpinam guzik, potem zamek. Gdy spodnie spadają na podłogę Podnoszę lekko wzrok i spoglądam nie ciebie. Najwyraźniej na razie jesteś zadowolony ze mnie. Zrzucam już trochę szybciej bieliznę i staję prosto wracając do maltretowania wzrokiem paneli.
Po minucie ciszy słyszę twój głos.
-Podejdź do mnie.
Odkładasz pusty kieliszek na szafkę obok naruszonej butelki wina i czekasz na mnie, gdy podchodzę łapiesz w biodrach i sadzasz na kolanach. Siedzę sztywno zaciskając zęby. Boże... mam ochotę wczepić się w twój tors i nie puszczać... w szczególności gdy twoja klata wystaje zza, prawdopodobnie specjalnie, rozpiętej koszuli. Chcę ciebie.
-Więc... -zaczynasz -na co mam dzisiaj ochotę? -mruczysz cicho.
Na mnie?! Powiedz że na mnie!
Nagle marszczysz lekko brwi i przysuwasz mnie do swojej twarzy. Pociągasz nosem i odsuwasz od siebie. Wpatrujesz się we mnie z coraz bardziej niezadowoloną miną. Spychasz mnie po chwili ze swoich kolan a ja już wiem co wyczułeś. No tak, w sumie z tej euforii zapomniałem. Więc jednak mnie ukarzesz.
Patrzę na ciebie z wyczekiwaniem lecz twój wzrok skierowany jest gdzieś w bok. O co ci chodzi? Nagle spoglądasz na mnie ze złością w oczach.
-Czego tu jeszcze chcesz? Wynoś się.
Prze parę pierwszych sekund analizuję twoje słowa. O co ci...?
Gdy dociera do mnie sens twoich słów wmurowuje mnie w podłogę. Nie.... nie nie! To nie może tak być!
Nagle wstajesz a ja rzucam się do twoich nóg jak małe dziecko i trzymam najmocniej jak mogę. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Z tak głupiego powodu? Bo mój Pan chce mnie wyrzucić? Nie, bo jasno dałeś mi do zrozumienia, że mnie nie chcesz. Mój najgorszy koszmar właśnie się ziścił.
-Azusa. -gdy słyszę swoje imię wypowiadane przez ciebie automatycznie unoszę głowę i wpatruję się w ciebie zapłakanymi oczami. Rzadko zwracasz się do mnie używając mojego imienia.
Jestem żałosny. Nagi, zapłakany i roztrzęsiony trzymam się kurczowo twoich nóg jakbym miał pięć lat. To właśnie widzisz?  Gdzie podziałem się prawdziwy ja? Cięty język, wyrachowany egoista. Gdzie to wszystko się podziało?
-Puść mnie. -mówisz cicho a ja tylko mocniej zaciskam palce na materiale twoich spodni.
Ale tego bardzo nie lubisz. Nie posłuszeństwa. To właśnie przez to kazałeś mi wyjść. Proste "Nie pal więcej", oczywiście musiałem zapalić, przed spotkaniem z tobą na dodatek.
No tak, więc jednak stary ja nadal jest obecny. Mimo że lecę do ciebie na każde zawołanie nie chcę ci pokazać jak całkowicie jestem ci oddany. Musi przedzierać się mój egoizm. Nie masz całkowitej władzy nade mną. To właśnie chcę ci udowodnić.
Ale ty to już wszystko doskonale wiesz. Widzę to właśnie w twoim spojrzeniu. Spojrzeniu które mówi, że może sobie przywłaszczyć i zapanować nad każdym fragmentem mojego ciała, a nawet umysłu. I zaraz mi to udowodnisz.
Łapiesz mnie za nadgarstek i pociągasz mocnym szarpnięciem w górę, popychasz w stronę łóżka i już po chwili leżę na brzuchu z rękami wyciągniętymi i przywiązanymi do ramy łóżka, z wypiętym tyłkiem. W dodatku przy moich stopach zamocowałeś jakiś cholerny drążek przez co nie mogę złączyć nóg dając ci niezłe pole do popisu.
To co? Teraz mnie podręczysz tak? Spoglądam na ciebie zły z czerwonymi od płaczu oczami, a ty tylko zdegustowany odwracasz wzrok i siadasz na skraju łóżka. Odgarniasz z twarzy włosy i spoglądasz po chwili na mnie.
-Nadal nie rozumiesz? -pytasz rozczarowanym wzrokiem. -To będzie twoja prawdziwa kara.
Mówisz to takim głosem, że zaczynam się powoli martwić o siebie. Przecież wiele razy już mnie karałeś... O co ci chodzi?
Widząc moje zdezorientowanie wstajesz i podchodzisz do "magicznej komody". Odwracam głowę od ciebie i zamykam oczy. Doigrałem się?
Czuję jakiś dziwny ucisk w klatce piersiowej. No tak, przecież jestem tylko zabawką, twoim psem, nie mam prawa oczekiwać od ciebie czegoś więcej. Głupi ja... Po co te wszystkie złudne nadzieje?
Wzdrygam się nagle gdy czuję oddech na karku, nie zauważyłem nawet kiedy podszedłeś do mnie. Odgarniasz mi powoli włosy i gładzisz moją szyję.
-I po co to wszystko? -mruczysz cicho na co tylko mocniej zaciskam oczy.
Nie chcę słuchać twoich karcących słów. Zrób co musisz i po prostu sobie pójdę.
Twoje palce suną w dół wzdłuż kręgosłupa i mimowolnie wyginam się mocniej czując delikatny dreszczyk.
Słyszę charakterystyczne kliknięcie otwieranej buteleczki z lubrykantem. Lekko muskasz palcami moje wejście lecz po chwili zabierasz je. Nie dajesz mi czasu na zbędne zastanawianie się bo nagle wyrywasz z mojego gardła krzyk. Rzucam się na marne starając się uwolnić czując przeraźliwe rozdzieranie. Przecież tak dawno nie byłem u ciebie, a ty ładujesz na pierwszy ogień do mojego tyłka taką wielką rzecz?
-Panie! -jęczę wykręcając głowę by na ciebie spojrzeć. Przyciskasz tylko dłonią moją twarz do pościeli i szybkim ruchem wpychasz głębiej owe cholerstwo. Gdy zaczynasz posuwać mój tyłek tym czymś jęczę głucho w poduszkę. To zdecydowanie mi się nie podoba.
Kiedy rozciągasz mnie na tyle że zabawka gładko wchodzi wyciągasz ją i odrzucasz gdzieś na bok. Gdy spoglądam na ciebie nagle ostro policzkujesz mnie otwartą dłonią.
-Za co?! -krzyczę patrząc na ciebie niezrozumiale, lecz ty tylko ponownie mnie uderzasz.
Koniec! Wybacz Panie! Ale co ty sobie do cholery wyobrażasz?!
-Rozwiąż mnie! -posyłam ci wyzywające spojrzenie. -Rozwiąż, słyszysz?!
Patrzysz na mnie tylko z kpiącym uśmiechem. Z niedowierzaniem i strachem w oczach patrzę jak smarujesz swoją dłoń lubrykantem. Gdy zbliżasz ją do mojego wejścia chcę uciec, cofnąć biodra jak najdalej mogę lecz twoje mistrzowskie unieruchamianie mnie jest idealne. Twoje trzy palce wchodzące z małym oporem to nic w porównaniu gdy od razu zaczynasz wpychać całą dłoń. Krzyczę przeraźliwe w pościel z bólu. Przecież dawno nie uprawialiśmy seksu, dobrze o tym wiesz!
-Panie...! -skomlę chlipiąc w poduszkę gdy czują twoją dłoń coraz głębiej.
Nagle wyciągasz ją lecz nie na długo jest mi cieszyć się ulgą. Podchodzisz do szafki i zabierasz z niej półpełną butelkę wina. Co?
-Może napiłbyś się ze mną, co Azusa? -nie poznaję cię Panie, ten szyderczy ton to nie ty.
Otwartą szyjkę butelki wsuwasz w moje wejście, a ja piszczę gdy wino wlewa się do mojego wnętrza. Kręcę biodrami chcąc uciec. Za dużo! Czując jak coraz więcej cieszy wypełnia mnie w środku,  szlocham błagając byś wyciągnął butelkę.
-Panie, proszę... Wyciągnij proszę!
Ty tylko cmokasz  z rozbawieniem i wpychasz butelkę mocniej tak, że wchodzi do połowy.
Jest mi nie dobrze...  Początkowe podniecenie na twój widok dawno już przeszło, Czuję odrazę...okropne uczucie. To nie tak zawsze wyglądało... co się z tobą dzieje?
Upewniasz się, że butelką nie wyleci ze mnie i z zadowoleniem spoglądasz na mnie z pogardą.
-Panie... -kwilę cicho lecz policzkujesz mnie znowu.
-Zamknij się suko!
Bierzesz do ręki jakiś mały przedmiot lecz nie potrafię określić co. Muskasz palcami moje podbrzusze lecz po chwili zaciskasz boleśnie palce na moim członku.
-Co jest? Nie podoba ci się? -znowu mnie uderzasz. -Powinien stać na baczność! Zero wdzięczności! Jesteś prawdziwą kurwą!
Twoje słowa bolą. Wiesz o tym?
Szybkimi ruchami stawiasz mojego penisa lecz trochę ci to zajmuje. Gdy czuję już nieznośne pulsowanie u nasady mojego przyrodzenia zaciskasz metalową obręcz. Ach, więc to był ten mały przedmiot...
Mimo założonej obręczy, która uniemożliwi mi dojście dalej stymulujesz mojego członka. Chcesz mnie doprowadzić do załamania?
Gdy poruszam lekko biodrami nieznośny ucisk cieczy w moim wnętrzu daje o sobie znać. Brzuch zaczyna mnie boleć, nadal jest mi niedobrze, do tego ty... Dlaczego się tak zachowujesz? Nie rozumiem... Chcę znaleźć w twoich oczach odpowiedź lecz ponownie uderzasz mnie w twarz.
-Pozwoliłem patrzeć, psie?
Przekręcam głowę w bok by na ciebie nie patrzeć.
-Dobra, dosyć tego... -mruczysz cicho i pochylasz się by wyciągnąć ze mnie butelkę i rozpiąć moje nogi.
Co? Uwalniasz mnie? Gdy moich nóg i rąk nie krepuje żadne cholerstwo, chcę się podnieść lecz bardzo skutecznie uniemożliwia mi to butelka wina. Uh... Krzywię się czując mocny napór cieczy na moje mięśnie. Nagle szarpiesz mnie za ramię przysuwając do siebie i po chwili podnosisz, po czym jak worek ziemniaków przerzucasz mnie sobie przez ramię. W oczach pojawiają mi się łzy, twoje ramię naciska nieprzyjemnie na mój obolały brzuch. Dość.
    Kiedy wchodzisz do łazienki zaczynam się coraz bardziej obawiać. Jestem niemal na skraju załamania.
Sadzasz mnie na toalecie i uśmiechasz się do mnie kpiąco. Chyba sobie żartujesz... Przyznam, że z chęcią pozbyłbym się zalegającego we mnie wina, ale nie przy nim, niech chociaż wyjdzie.
-Na co czekasz? -ponagla mnie z szyderczą nutą w głosie. -Mam ci pomóc?
-Panie... -skomlę. Upokarzające, stoczyłem się na samo dno. -Proszę, wyjdź...
-Chyba się przesłyszałem. -odpowiadasz ostro.
-Ale ja... Panie, nie mogę przy tobie, proszę... -po moich policzkach lecą już swobodnie łzy.
-Brzydzisz się mną? Nie odpowiadam ci? -rzucasz cierpko i podchodzisz w moim kierunku. -Odpowiadaj! -Chwytasz mnie i przyciskasz do ściany. Twoja ręką zjeżdża w dół i zaciska się na moim członku wywołując mój jęk bólu. -Nie podoba ci się coś?! -naciskasz na mój brzuch dłonią, moje mięśnie pod naporem ustępują i w pomieszczeniu rozlega się chlupot wina wylatującego ze mnie.
Szlocham cicho pozwalając by wszystko ze mnie wyciekło i zamykam oczy, ty zaś stoisz triumfalnie nade mną i podziwiasz.  Bawi cię to?
Chwytasz mnie po chwili za rękę i ciągniesz do siebie, policzkujesz i prychasz.
-Powinieneś podziękować. -warczysz mi w twarz.
Nie mam za co. Nie podnoszę nawet wzroku, to nie ty.
-Suko... pożałujesz jeszcze tego. -syczysz mi do ucha i wyciągasz do sypialni.
Rzucasz mnie brutalnie na łóżko i z zadowoleniem pochylasz nade mną. Widząc twoją przerażającą minę zaciskam mocno oczy. Nie chcę na to patrzeć.
Słyszę twoje zirytowane sapnięcie, chwytasz mnie i przekręcasz na brzuch. Ciche rozpinanie zamka od spodni, unosisz moje biodra i wchodzi we mnie bez żadnego ostrzeżenia. Cóż, przynajmniej jestem rozciągnięty...
Gdy ty dość ostro posuwasz mój tyłek ja leżę z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi pięściami na pościeli. Mam dość, naprawdę, nawet nie masz pojęcia jak w tym momencie bardzo żałuję, że tu dzisiaj przyszedłem. Co ty chcesz tym osiągnąć? Nastraszyć mnie? To boli, nie tyle co fizycznie, a psychicznie. Byłeś zawsze taki szarmancki, taktowny, dbałeś bardziej o moją przyjemność niż swoją, gdzie się podziałeś, Panie? Nie poznaję tego nadzwyczaj prostackiego zachowania. Nie poznaję cię.
    Nawet nie zauważam kiedy dochodzisz. Sprawiło ci to w ogóle przyjemność? Takie chamskie upokarzanie mnie? Gdy odchodzisz ode mnie i znikasz w łazience staram się podnieść. Powoli siadam krzywiąc się z bólu, tak, chyba mnie troszkę uszkodziłeś. Ale to nic, już sobie idę. Zaraz zniknę. Na trzęsących nogach dochodzę do drzwi sypialni gdy nagle twoja dłoń oplata się wokół mojego nadgsrtka i przyciąga do ciebie.
-Przepraszam! -krzyczę od razu bojąc się, że znowu przyjdzie ci do głowy jakiś okropny pomysł. -Myślałem, że mogę już odejść... Panie... -to na pewno mój pan?
-Azusa. -szepczesz tylko spokojnie i mocno oplatasz mnie sowimi ramionami.
Unosisz ostrożnie i kierujesz się ze mną w stronę łóżka.
Ok. Teraz to nie rozumiem już twojego zachowania. Chcesz mnie znowu na jakiś wyszukany sposób upokorzyć?
Odchylasz kołdrę i kładziesz mnie delikatnie. Wsuwasz się obok mnie i nakrywasz nas kołdrą. Jak zahipnotyzowany wpatruję się w sufit bojąc cokolwiek zrobić. Panie? Wytłumacz?
Znowu chce mi się płakać. Nie rozumiem, nie rozumiem już nic do cholery!
-Azusa. -powtarzasz spokojnie i przygarniasz mnie mocno przyciskając do swojej klatki piersiowej.
Gdy zaciągam się twoim zapachem wybucham płaczem. Ten kojący tors, ten zapach. Chcę wiedzieć co się dzieje. Ale mam dość, jestem wyczerpany.
-Panie... -jęczę w twoją pierś. -Ja...
-Mów, mów. -gładzisz uspokajająco moje włosy.
-Panie... -na ten gest zanoszę się mocnym szlochem. -Ja naprawdę jestem zdezorientowany... Przecież ok... -pociągam głośno nosem -Karałeś mnie, wiązałeś, ale nie tak... Nie tak... Nagrodą było kiedy pozwalałeś mi dotykać siebie, delektować się tobą, twoim ciałem i sprawiać ci przyjemność. A teraz było inaczej, było okropnie.. Panie proszę cię, powiedz mi o co ci chodzi... Błagam! -niemal wyję błagając o wyjaśnienie.
- Nadal nie wiesz? Twoja postawa... Chciałeś mi udowodnić, że nie mam władzy nad tobą, że to ty zawsze panujesz nad sytuacją, ty jesteś panem, to nie tak. Myślisz, że nie potrafię nad tobą panować? Spójrz na siebie. Co z tobą zrobiłem? Wystarczyło bym gorzej cię potraktował. Czyżbyś uzależnił się ode mnie? -uśmiechasz się pokrzepiająco i czule po czym cmokasz moje czoło. -Niech do ciebie w końcu dotrze, że jesteś moją własnością.
"Jego własnością" to słowo pobrzmiewa mi w głowie i nie mogę się uspokoić.
-Azusa, nie przeproszę cię, ale jestem winien ci orgazm. -uśmiechasz się znowu i ocierając mi łzy z policzków zsuwasz się w dół pod kołdrę. Gdy nagle czuję twój język na moim przyrodzeniu momentalnie o wszystkim zapominam. Boże... Czuję jak powoli zataczasz kółka na mojej prężącej się męskości, długie przeciągnięcie po trzonie i już czuję twoje usta. Zaciskam mocno dłonie na poduszce. Oh...
-Panie... -jęczę zaciskając palce u stóp.
Twój język, twoje usta... czysta rozkosz. To cudowne... nawet nie wiesz co dla mnie to oznaczasz... Robisz mi dobrze swoimi ustami... ty! Nie ja tobie.
Gdy wyczuwasz, że mój koniec juz bliski zdejmujesz strasznie przeszkadzającą mi obręcz i lekko przygryzasz moją główkę. Wyginając się w łuk z jękiem dochodzę ci na usta i szyję. Kiedy rozkoszne skurcze mijają i rozluźniają się moje mięśnie wynurzasz się z pod kołdry z szelmowskim uśmieszkiem. Zadziornie oblizujesz usta.
-Mniam -mruczysz zalotnie i przyciągasz sobie moją twarz wpijając się w moje usta.
-Panie... -szepczę... -Pozwól mi cię dotknąć...
Kiwasz głowę i kładziesz się spokojnie na plecach z rękami pod głową. Dobrze wiesz, że to uwielbiam, badać twoje ciało.
Ostrożnie kładę głowę na twojej piersi i zamykam oczy. Tak, twoje serce bije, twoje cudowne serce. Wyciągam dłoń do twojej twarzy i ścieram z niej moje nasienie. Zamykam oczy i błądzę palcami po twoim torsie, ramionach. Jesteś taki doskonały, pięknie wyrzeźbiony i piękny. Widzisz? Nawet już zapominam co dzisiaj mi zrobiłeś. Jesteś cudowny. Nie mam cię dość.
-Azusa. -zwracasz na siebie moją uwage i podciągasz do góry.
Odnajdujesz moje usta i zamykasz w kleszczowym uścisku ramiona. Nie bój się Panie, i tak się nigdzie w tym momencie nie wybieram.
    Ale czy przyjdę następnym razem? Będę mieć odwagę wrócić tu jeszcze? Nie umiem żyć bez ciebie, jakkolwiek duża odległość, odstep czasu miałby nas dzielić... Ja nie wytrzymam bez ciebie. Nie wytrzymam. Potrzebuję cię. Nie ty mnie. To ty mnie obdarowujesz. Prawda jest taka, że sam rwę się do ciebie. Jestem twoją własnością. A może jednak nie przyjdę więcej...
Co ja się oszukuję...
I tak wrócę. Jestem skazany na ciebie.


Uf... nareszcie. Dużo tego wyszło... bardzo jak na moje standardy...  Wybaczcie mi jednak, że tak bez ładu i składu... pisałam to małymi fragmentami przez wiele dni... No cóż, podobało się? Więcej one-shotów? *nadal z rozwojem opowiadania ciężko jej idzie* ^,^"
A przy okazji chcę wam złożyć najlepsze życzenia, ciepłych świat i zabójczego sylwestra, niech was Mikołaj nie wydyma, a jeśli będzie przystojny to niech wam się przyśni (Tak, tak, wiem wy moje zboczki co wam się tak w głowach wykluwa ^o^)

Wesołych, yaoistycznych
życzy Sabate

niedziela, 8 grudnia 2013

Gomen...

Na wstępie uspokajam, że blog zawieszony nie jest i w najbliższym czasie coś takiego się nie wydarzy. Notek nie ma nieco z mojej winy... mam niezłe urwanie głowy i z rozdziałami mi nie idzie... Jednak od razu mówię, że pomysły są, lecz gdy zaczynam pisać rozdziały nie mogę ich skończyć. W wolnej chwili postaram się skupić na dokończeniu czegoś by wkrótce wstawić tu coś co choć na chwilę zaspokoiło by wasze yaoistyczne zapotrzebowanie.
Mam nadzieję, że jeszcze tu zajrzycie.
Sabate