niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 11 - Stracony

Jako, że ostatni rozdział był krótki wrzucam Wam już następny, który udało mi się spłodzić. Mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo zawiedzeni. 


   Mój tyłek... tak zajebiście boli... uh, dawno mnie tak drań nie przeleciał... naprawdę, naprawdę musiał to zrobić aż cztery razy?! Zaraz umrę... 
-Yuuki, wstawaj. -pociągnął mnie za roztargany warkocz.
-Chyba sobie jaja robisz, Panie... -wyjęczałem w poduszkę rozwalony w poprzek łóżka. 
Gówno mnie teraz cokolwiek obchodzi. Mogę nawet dostać porządne lanie, jestem znieczulony. Spać, SPAĆ! 
-Yuuki. -szturchnął mnie mocno za ramię. 
-Daj mi spokój... -wymamrotałem jeszcze ciszej. 
No co on chce...
-Hej, -obrócił mnie na plecy i odgarnął grzywkę z twarzy. -Naprawdę nie chcesz się wykąpać? -dotknął mojego ubrudzonego czekoladą brzucha.
-Wisi mi to... -jęknąłem zamykając oczy.
Wkurwiała mnie strasznie jego zadowolona mina. 
-Jak chcesz. -odpowiedział i wstał przeczesując swoje mokre włosy. 
A tak, dopiero wyszedł z pod prysznica... Niuchnąłem nosem wyczuwając jakiś ładny żel. Nie, nie mam sił. Spać. 
Co, dał mi spokój? Uchyliłem jedną powiekę by upewnić się, że będę mógł sobie spokojnie pospać. Czarnowłosy siedział przy tym potężnym biurku i właśnie otwierał laptopa. Huuuh? Internet? Wziął do rąk plik jakichś dokumentów i jakby wyczuwając moje spojrzenie odwrócił się w moją stronę. 
-Śpij póki możesz. -posłał mi jakiś taki nostalgiczny uśmiech i stracił zainteresowanie mną.
Ok... no to spać!

* * *

Wyrywając mnie ze snu bez koszmarów i bez zmartwień mężczyzna musiał się nieźle natrudzić. 
-Yuuki, cholera, bo cię zaraz wrzucę do pełnej wanny. 
-Wstaję... -mruknąłem cichutko starając się otworzyć oczy.
-Yuuki! -złapał mnie za barki i usadził do pionu.- Piętnaście godzin snu ci wystarczy! 
-No już, już... -otworzyłem leniwie oczy i przetarłem je ziewając beztrosko czarnowłosemu w twarz. 
-Pospiesz się, nie mamy czasu. 
E? Jak to nie mamy czasu?
-Dalej wstawaj, musisz się ogarnąć. 
-Jak to...? -spojrzałem na niego nie rozumiejąc o co mu chodzi.  
Z westchnieniem złapał mnie pod pachami i ściągnął z łóżka stawiając na podłodze. Skrzywiłem się momentalnie i chwyciłem go za przedramiona z głuchym jękiem. Kur... jak boli. 
-A, no tak... -zreflektował się jakby nie pamiętał wcześniej, jak mnie wydupczył parę godzin temu. 
Podniósł mnie znowu tym razem ostrożniej i zaniósł do łazienki. Postawił mnie pod prysznicem i podniósł palcem moją twarz w górę.
-Wykąp się porządnie, za dziesięć minut wracam. -rozczochrał mi włosy i zniknął z łazienki. 
Uuh, no ok. Rozejrzałem się po kabinie prysznicowej i odkręciłem sobie ciepły, delikatny natrysk. Ooooh, jak miło... Rozplotłem swój roztargany warkocz i nałożyłem trochę jakiegoś szamponu na mokre włosy. 
Wmasowując powoli pianę w skórę głowy prawie odpłynąłem. Dopiero gdy niebezpiecznie zacząłem przechylać się na jedną stronę wróciłem do rzeczywistości. Spłukałem włosy i rozejrzałem się za jakimś żelem. Chwyciłem podłużną, brązową tubkę i gdy tylko ją otworzyłem do mojego nosa doleciał już tak bardzo znajomy mi zapach. Ta korzenna nuta, którą zawsze pachniał czarnowłosy. Ma chyba dobry gust, ten zapach bardzo relaksował. 
Wycisnąłem trochę żelu na ręką i odetchnąłem głęboko gdy zacząłem rozprowadzać go na swojej skórze. Dawał lekkie uczucie schłodzenia niczym maść na zbolałe mięśnie. Cholera, jak to odpręża. 
    Umyłem się dokładnie zmywając z siebie resztki czekolady i wyszedłem z pod prysznica rozglądając się za ręcznikiem. W tym samym momencie do łazienki wrócił mężczyzna niosąc w rękach puchaty, biały ręcznik i jakieś rzeczy, które odłożył na blat obok umywalki. 
-Już czyściutki? -uśmiechnął się klękając na jedno kolano i opatulając mnie ręcznikiem. 
Wydaje mi się, czy on aby nie jest dzisiaj jakiś dziwny? 
-Ta, ale boli nadal. -skrzywiłem się, gdy wycierał moje pośladki. 
-Wybacz. -przejechał kciukiem po moim policzku i wstał. 
Podszedł do szafek i wyciągnął jakiś balsam. Wrócił do mnie i ściągnął ze mnie ręcznik. 
-Pamiętasz jak wspominałem wcześniej o pewnej wycieczce? -zapytał otwierając pachnące smarowidełko. 
-Aha... -kiwnąłem powoli przytakując.
Na bank jest dzisiaj jakiś dziwny. Coś niedobrego wyczuwa mój radar...
-To dzisiaj. -uśmiechnął się pokrzepiająco.
Cholera. 
Stałem jak słup soli nie zważając na nic. Nie przeszkadzało mi nawet, że mężczyzna smaruje mnie tym balsamem dosłownie wszędzie. Przez moją głowę wciągu tej jednej chwili przeleciało tysiące myśli. 
-Yuuki? -odezwał się po chwili. 
-Po... po co... i gdzie...? 
Jego zachowanie za bardzo mi nie pasowało. To nie będzie nic fajnego... Będzie źle. 
Spojrzałem na niego prawdopodobnie wzrokiem przepełnionym strachem bo widząc moją minę jego twarz stężała. Zamknął na moment oczy i z westchnieniem podniósł się tylko.
Hej... chcę odpowiedzi!
Zabrał z szafki ubrania które przyniósł ze sobą i podał mi je. 
-Załóż to. -mruknął nie patrząc mi w oczy.
Przechwyciłem od niego rzeczy i ubrałem bez protestów to co kazał. Nie przeszkadzało mi nawet to, że znowu nie dostałem bielizny, a ubraniem były tylko krótkie, czarne, skórzane spodenki oraz brązowa, szeroka bluzka opadająca na jedno ramię, a drugie odsłaniająca. 
Czarnowłosy podszedł do mnie z suszarką oraz szczotką i zaczął suszyć, jednocześnie rozczesując mi włosy. 
Boję się. Przeraża mnie jego zachowanie. Nie robi niby niczego nadzwyczajnego, ale w każdym jego ruchu, w każdym muśnięciu wyczuwam smutek. I.... tęsknotę? 
-Dokąd się wybieramy? -zapytałem unosząc głowę i szukając jego spojrzenia. Miałem wrażenie, że specjalnie unika patrzenia mi w oczy. No cholera! 
    Gdy już wysuszył moje włosy stanął za mną i zaczął powoli zaplatać mi kłosa. Specjalnie go robi zamiast zwykłego warkocza? Bo plecie się go dłużej? 
Rani mnie jego zachowanie... Dlaczego niczego mi nie wyjaśni? 
-Panie...? Odpowiesz mi na pytania? -zapytałem cicho.
-Wszystko w swoim czasie. -odpowiedział równie cicho i dokończył plecenie warkocza. -Musimy już iść. 
Złapał mnie za dłoń i wyprowadził z łazienki. 
    W sypialni dał mi czarne conversy i otworzył szafę. Gdy ja zakładałem trampki on ubierał się w schludnie skrojony garnitur, ten sam, który miał na sobie, gdy zobaczyłem go po raz pierwszy. 
-Czarna czy biała? -zapytał wyciągając różne koszule. 
-Czarna... 
Pyta mnie o zdanie? Jak małżeństwo. 
Gdy założył wskazaną przeze mnie koszulę wyciągnął z szafy cały zestaw krawatów. 
-Który?
-Nie wiem... żaden?
-Ok. -uśmiechnął się lekko i schował krawaty z powrotem do szafy.
-Dlaczego ty jesteś tak wystrojony, a ja mam na sobie norm... -no może nienormalne -zwykłe ciuchy? 
-Naprawdę lepiej będzie jak dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
Położył rękę na moim ramieniu i powoli odgarnął mi za ucho zbłąkany kosmyk. Palcami uniósł moją twarz za podbródek do góry zmuszając abym spojrzał na niego. Cholera, dlaczego jego oczy muszą w tym momencie wyrażać tak wiele? 
Chce mi się płakać przez te dziwne, niewypowiedziane słowa które zawisły miedzy nami. Nie, jego spojrzenie mówi mi wszystko.
-Panie... -wbrew zamierzeniom głos załamał mi się i musiałem zacisnąć oczy by łzy nie ujrzały światła dziennego. 
Kiedy poczułem jego usta na swoich wargach zarzuciłem mu od razu ramiona na szyję. Przygarnął mnie niemal rozpaczliwie do siebie i zachłannie zaczął obcałowywać moje usta. 
Nie musi mi już niczego wyjaśniać. Już wszystko wiem. Ten pocałunek mówi mi aż za dużo. To koniec. Sprzeda mnie.
Gdy nasze języki splotły się razem rozpłakałem się. To było tak czułe... jeszcze nigdy tak mnie nie całował. Każdym ruchem, każdym muśnięciem dawał mi do zrozumienia, że w tym momencie jednocześnie mnie pożąda i...  mnie... To iluzja? 
Kiedy odsunął się na moment by zaczerpnąć powietrze, kiedy pękła cienka nić śliny między nami załamałem się i rzuciłem na jego pierś. 
-Panie...! -załkałem. -Nie chcę... nie chcę nigdzie! 
-Yuuki... -pogładził mnie po włosach.
-Proszę cię... -zaszlochałem w jego koszulę. -Proszę cię, Panie! -krzyknąłem rozpaczliwie.
-Yuuki pozbieraj się... -złapał w obie dłonie moją twarz.
-Nie! Panie! -wyrwałem się z jego uścisku zasłaniając głowę rękoma. -Nie chcę! Proszę! Proszę!!! -krzyczałem coraz głośniej.
Czy on nie ma serca? Czy on specjalnie daje mi do zrozumienia, że darzy mnie głębszym uczuciem żebym się załamał? Kurwa! 
-Yuuki! -złapał mnie w nadgarstkach. -Yuuki uspokój się! 
Łkając oparłem się czołem o jego pierś. 
To koniec.
-Już się nie mogę wycofać, zrozum to... Ja... -dlaczego on mi się tłumaczy? I tak zrobi co będzie chciał.
Jego twarz przybrała nagle twardego, nie znoszącego sprzeciwu wyrazu. 
-To moja praca, mówiłem ci, że i tak trafisz gdzie indziej. Ogarnij się, musimy już iść. 
Odsunąłem się powoli od jego torsu. Ach... więc tak. 
Jestem już stracony. 
To koniec.
-Chodź. -chwycił moją dłoń i wyprowadził z sypialni. 


Sabate

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 10 - Stracony

A więc zapraszam w końcu na kolejny rozdział Straconego, nie przedłużam, zapraszam do czytania. 

-Ał! -podskoczyłem na krześle wypuszczając widelec z ręki. Znowu oberwałem po dłoni. -Tym razem za co? -oburzony zwróciłem się w stronę czarnowłosego.
Siedzieliśmy w wielkim, pysznym salonie z długim stołem zasłanym nieskazitelnie białym obrusem i z podanym obiadem. Wszytko było by świetnie, gdyby to nie była jakaś głupia lekcja manier, a przy moim talerzu nie stały by trzy kieliszki i przeróżne widelce, każdy w innym rozmiarze.
-Ile razy mam ci powtarzać? To jest widelec do ryby. Czy my do cholery jemy rybę?
Spojrzałem na czarnowłosego jak na idiotę. Widelec to kurna widelec!
-Nieee... -wziąłem wdech. -Jemy przystawkę...? -odpowiedziałem z wahaniem.
-Doprawdy? -prychnął zabierając widelec i odkładając go na miejsce. -Pamiętaj, od zewnętrznej strony sięgaj po sztućce, najwyższy kieliszek do szampana, niższy do białego wina, szerszy do czerwonego, a... słuchasz mnie?!
-Tak! -oderwałem wzrok od wielkiego żyrandola wiszącego nad nami. Sam muszę przyznać, ze gra świateł w jego kryształach dawała niesamowite efekty. -Szeroki do szampana, najwyższy do... eee... nie...? -zapytałem widząc minę mężczyzny. -Uh... na co mi to? To jest trudne, jestem głodny, nie możemy zjeść normalnie? -spojrzałem z tęsknotą na suto zastawiony stół.
-Staram się nauczyć cię jeść normalnie! -burknął łapiąc palcami mostek nosa i przymykając na moment oczy. -Moi podopieczni to nie tylko worki na spermę, zrozum to w końcu. Cenię sobie jakość produktu. -prychnąłem na jego słowa.
-Produktu?! Nie mów tak o mnie! Też mam swoje prawa, uczu...
-Prawo cię olało... -przerwał mi wypowiedź. -Według aktu własności jesteś przedmiotem, podziękuj moim prawnikom. Po za tym, jeszcze lepiej się składa, że to ja jestem w posiadaniu owego aktu... -przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko ujmując w dłoń kieliszek z czerwonym winem. -Jeśli chcesz, by twój słodki tyłeczek był tylko pieprzony bez ludzkiego szacunku proszę bardzo, sprzedam cię jakiemuś podstarzałemu zbokowi, tacy to się nigdy nie nudzą, coraz to nowe pomysły mają....
-Nie chcę! -pisnąłem pochylając głowę.
Ostatnio strasznie często przypomina mi, że jestem na sprzedaż, cholera! Mój czas się kończy?
-Oj Yuuki... -westchnął odsuwając twarz od mojej i opierając się o swoje krzesło. -Niech będzie... Ostatni raz ci odpuszczam, jedz już.
Z uśmiechem niemal rzuciłem się na pięknie pachnące mięsko z sosikiem i różnym dodatkami. Gdyby nie było tu czarnowłosego równie dobrze mógłbym jeść rękami ale chyba lepiej już go nie drażnić... W końcu ostatnio zaczęło się troszkę lepiej układać. Co prawda nadal zmusza mnie do robienia "tych" rzeczy ale nie jest już tak źle... Mam wrażenie, że stara się pomóc mi powoli oswoić się z myślą, że trafię gdzie indziej... Czasami czuję jakby miał wyrzuty sumienia, że mnie ciut za dobrze traktuje. Kto wie jak będzie mi tam, gdzie później trafię...
-Hej... wracaj do mnie. -wyrwał mnie nagle z zamyślenia jego głos, gdy przed nosem mignął mi mój talerz. Oh, to ta młoda dziewczyna... służąca czy coś... -Miałbyś ochotę na deser? -zapytał mnie po chwili.
-Oczywiście. -ożywiłem się i wyprostowałem na krześle.
Co prawda najadłem się nieźle ale jeśli deser ma być równie smaczny to zjadłbym nawet dwa.
Czarnowłosy kiwnął nieznacznie głową dziewczynie po czym ta pospiesznie wyszła z pomieszczenia i już po chwili wróciła stawiając przede mną wielki pucharek lodów, obok dwie miseczki, jedną z ślicznymi, dużymi truskawkami, a drugą z płynną czekoladą i ulotniła się od razu z salonu.
O mój boziu.... Pychota!
Chwyciłem łyżeczkę  i przyjrzałem się deserowi. Czekoladowe i truskawkowe! O, i chyba jeszcze widzę śmietankowe...
    Gdy już z cieknącą mi z ust śliną miałem zatopić łyżeczkę w lodach nagle pucharek zniknął mi z oczu. Co jest do cholery...
Czarnowłosy wyciągnął mi łyżeczkę z dłoni i sam wziął pierwszą porcję do ust wylizując ją wyuzdanie.
-Umm... pyszne. -spojrzał na mnie oblizując lubieżnie łyżeczkę. -Chciałbyś spróbować? -uniósł znacząco brwi.
Nie mam pojęcia co zrobiłem by w tamtym momencie usiedzieć spokojnie na krześle. Cholernie się we mnie zagrzało. No co za podlec!
Przełknąłem ślinę przymykając na moment oczy. Wdech i wydech... on się tylko droczy. Huh, a może by tak ciągnąć jego grę?  Otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się do niego najbardziej uroczo jak tylko potrafiłem.
-Czy mógłbym zlizać tę odrobinkę lodów która została na twojej wardze, Panie?
Przez chwilę wpatrywał się we mnie jakby analizował właśnie to co powiedziałem. Ku mojemu skonsternowaniu roześmiał się tylko perliście.
-Niestety za długo ze mną jesteś, nie przejdzie to. -rozczochrał mi włosy i spałaszował kolejną łyżeczkę lodów.
Uh! Rany! No dlaczego się nie dał złapać?
-Chociaż, powiem ci Yuuki szczerze, przez pierwsze parę sekund myślałem że masz coś konkretnego na myśli. Niestety za często coś kombinujesz. -wzruszył jakby przepraszająco ramionami. -Cóż, jak trafi cię się nowy, nieco naiwny właściciel.... rób co chcesz, ale nie ze mną te twoje nie udane sztuczki.
Prychnąłem odwracając głowę w bok i splotłem ramiona na piersi.
-Zresztą... chodź tu do mnie. Przez ciebie nabrałem ochoty... -zostałem nagle wbrew mojemu protestowi uniesiony i usadzony na jego kolanach przodem do niego.
No nie! Sam go sprowokowałem?!
Uśmiechnął się do mnie figlarnie i wsunął rękę pod T-shirt, który w ramach jego dobrotliwej litości dostałem od niego wraz z spodenkami.
-Panie! A deser? -starałem się jakoś wykręcić.
Jemu ochota musi nachodzić wszędzie i niespodziewanie? Nie nudzi mu się już to?! Bo mnie jak najbardziej tak!
-Właśnie zamierzam go skonsumować... -mruknął pochylając się i przejeżdżając językiem po mojej piersi.
Odchyliłem się gwałtownie przez co uderzyłem plecami w krawędź stołu. Jęknąłem cicho i wyciągnąłem ręce do tyłu zapierając się nimi o stół.
-Musimy tutaj? -zaprotestowałem patrząc na niego błagalnie.
-Jest w sam raz... nie ma potrzeby się przenosić.
-Ale... ale ona może wrócić! -chwyciłem się pierwszego lepszego argumentu myśląc o służącej.
-Nina? Dobrze wie, że ma tu nie wracać przez najbliższe dwie godziny.
Dwie godziny?! Co on planuje?!
-To... To nie wygodnie tutaj!
-Mów za siebie.... -odpowiedział machinalnie podciągając mi wyżej bluzkę.
-Będę krzyczeć!
-Zaknebluję cię. -odpowiedział wzruszając ramionami i zdjął mi T-shirt przez głowę odrzucając go gdzieś na bok.
-Panie... -jęknąłem -To się powinno robić w łóżku. -podsunąłem z płaczliwy już tonem.
Zaśmiał się tylko i przybliżył swoją twarz do mojej kładąc dłonie na moich biodrach.
-Seks powinno uprawiać się tam, gdzie się ma ochotę.
Podsunął sobie bliżej miseczki z truskawkami i czekoladą. Chwycił jeden owoc w palce i umoczył do połowy w czekoladzie.
-Powiedz "am". -uśmiechnął się podsuwając mi truskawkę do ust.
Zmrużyłem oczy i nawet nie drgnąłem.
Czarnowłosy widząc moje zgorszenie odgryzł kawałek truskawki i przytrzymując go między zębami przycisnął nagle dłonią moją twarz do pocałunku.
Drań! Zmuszony przechwyciłem kawałek owocu i połknąłem go szybko.
-Och, żebyś inne rzeczy tak szybko połykał... -rzucił mężczyzna niby to od niechcenia.
-Panie! -żachnąłem czując że robię się czerwony jak te dorodne truskawy.
Starł mi kciukiem czekoladę z kącika ust.
-Smakowała? -podsunął mi bliżej nadgryzioną truskawkę. -No to "am"...
Posłusznie wziąłem ją do ust i "niechcący" ugryzłem go w opuszek palca.
-Tak chcesz pogrywać? -mruknął przejeżdżając dłonią po mojej klatce piersiowej w dół.
-Uh... nie. Możemy sobie już stąd iść?
-Uh, nie. -rzucił przedrzeźniając mnie.
Dłoń która spoczywał na moim udzie zaczęła powoli odpinać zamek przy moich spodenkach.
-Panie...
-Co znowu? -spojrzał na mnie nieco już podirytowany.
-Ja nie mam ochoty, za często to robimy.
-Nie masz nic do gadania, lepiej się w końcu przyzwyczaj. -rozpiął do końca moje spodenki i unosząc mnie zsunął je z moich bioder po czym znowu usadził na swoich kolanach.
Świetnie, znowu jestem nagi!
    Gdy niespodziewanie przygryzł dość mocno mój sutek pisnąłem zdezorientowany i przypadkiem wsadziłem palce w miseczkę z czekoladą. Spłoszony cofnąłem dłoń i na moje cholerne nieszczęście położyłem ją na obojczyku czarnowłosego brudząc jego koszulę i szyję.
Spojrzał na swoją koszulę i po chwili przeniósł wzrok na mnie. Ku mojemu zdziwieniu uśmiechnął się tylko zalotnie i zaczął ściągać koszulę. Uh!
-Teraz to zliż. -wskazał na swoją brudną szyję.
Chyba sobie ze mnie żartuje! Przecież... yh! Jak to "zlizać"?!
-A teraz ty... Nie licz na to, ze zawsze będziesz zaspokajamy. Tylko u mnie takie ulgi Yuuki.
Ze zmarszczonymi brwiami przybliżyłem się do jego szyi i sapnąłem głośno. W sumie ma rację, nie wiem co będę musiał robić u kogoś innego... Rany, to dołujące, ostatnio większość myśli i rzeczy krąży wokół "gdzie trafię, do kogo?" Już kogoś znalazł chętnego? Jak to w ogóle się odbywa? Co mnie czeka?
-No dalej, nie będę czekał wieczność...-popędził mnie.
-Nie wiesz o co mi chodzi? -ze złośliwym uśmieszkiem chwycił moją dłoń i zlizując oraz ssąc pozbył się caluśkiej czekolady.
Oparłem dłonie o jego brzuch i spojrzałem na plamę czekolady na jego szyi. Uh, im szybciej to zrobię tym lepiej.
Wysunąłem lekko język i dotknąłem powoli czekolady. Huh, no dobra.... To tylko czekolada. Zlizałem ją pospiesznie z zamkniętymi oczami i gdy upewniłem się że nic nie zostało odsunąłem się od mężczyzny wycierając ręką twarz. Uh!
-Yuuki.... Zero czułości i namiętności... Musisz być taki nijaki? Przyłóż się trochę do tego. -skomentował i ubrudził swoje palce w czekoladzie po czym ponownie pobrudził swoją szyje.
-Potraktuj to jak kolejną lekcję. No, przyłóż się trochę do tego. -mruknął kładąc dłonie na moich plecach.
Serio....? Może niech cały się w tej czekoladzie usmaruje? Albo od razu w niej utopi!
Z grymasem pochyliłem się i zacząłem znowu pospiesznie zlizywać czekoladę.
-Nie tak szybko, wolniej. -skarcił mnie. -Hmm, jakby ci to wytłumaczyć żebyś się nie zraził... po prostu baw się Yuuki. Rysuj sobie wzory, zataczaj kółka, wolniej, szybciej, ssij lekko.
Łatwo mu powiedzieć... zrób to, zrób tamto... Zamknąłem oczy i z westchnieniem z powrotem przybliżyłem się do jego szyi. No dobra, eee... do dzieła...?
Liznąłem powoli czekoladę parę razy po czym przekrzywiłem głowę w bok by zlizywać dalej pod innym kątem. Ok, nie jest źle... Skrobnąłem zębami ciut słodyczy i robiąc slalomy pozbyłem się reszty. No!
Odsunąłem się zadowolony i spojrzałem na czarnowłosego. I jak było?
-Teraz mam ochotę na więcej. -mruknął i ni stąd, ni zowąd wpił się zachłannie w moje usta dociskając mnie do krawędzi stołu.
Dobra, tego się nie spodziewałem.
By nie spaść z jego kolan chwyciłem odruchowo za jego ramiona. Mężczyzna musiał opacznie zrozumieć ten ruch, ponieważ położył jedną dłoń na moich łopatkach i przysunął mnie bliżej swojego torsu. Jego język rozwarł moje wargi i wdarł się do środka zachęcająco drażniąc mój język w geście "zaproszenia do zabawy".
Odrywając się od jego ust w poszukiwaniu oddechu sapnąłem głośno opuszczając głowę. Uh, nigdy mu się to nie znudzi?
-Yuuki... -uniósł na powrót palcem moją twarz do góry i przyjrzał mi się uważnie.
Odwróciłem po chwili głowę w bok, nie lubię jak mi się tak przygląda. Mam wrażenie, że wszystko wie na mój temat.
-Hej... -zwrócił na siebie moją uwagę i muskając moją wargę zjechał po linii mojej żuchwy ustami i przygryzł lekko szyję, wywołując u mnie nadal nieco dziwne dla mnie dreszcze.
-Panie... nie mam ochoty... -zje mnie za to?
-A czy kiedykolwiek miałeś? -mruknął nie przerywając wędrówki ustami wzdłuż mojego obojczyka.
Nagle złapał mnie mocno za biodra i uniósł sadzając na stole. Dzięki temu byłem wyżej od niego.
-Co powiesz na kolejny deser? -mruknął umaczając palce w czekoladzie. -Tu będzie pięknie.... -musnął moją klatkę piersiową.
Zadrżałem ponownie od zimna czekolady.
-I tu... -dotknął prawego sutka na co wciągnąłem ze świstem powietrze. -...tu też. -lewego też oczywiście nie mógł pominąć.
O nie, nie, nie! Nie więcej! Będzie się przecież tego pozbywać! Boziuuuu,jego usta... wszędzie! Cholera!
Przejechał palcami od czekolady wzdłuż całego mojego tułowia docierając do podbrzusza. Odruchowo zacisnąłem uda.
-No nie... -cmoknął z dezaprobatą. -Nie ma tak.... -rozwarł moje nogi i resztką czekolady polał moje przyrodzenie. UH!
-Panie... nie nie nie nie! -złapałem go za włosy gdy pochylił się by dosięgnąć ustami mojego penisa.
-Daj spokój Yuuki, mi już stoi, pora na ciebie. -puścił mi oczko na co zarumieniłem się jak burak i pisnąłem kiedy chwycił pewnie moją dumę.
-Panie, proszę...
-Oszczędzaj głosik na później, mam zamiar wydobyć z ciebie ciekawe dźwięki. -potarł kciukiem główkę i chuchnął na nią.
Wygiąłem się do tyłu i chwyciłem mocno stół za krawędzie żeby nie zlecieć.
-Jakiś ty wrażliwy. -zadrwił ze mnie przelotnie spoglądając mi w oczy z tym swoim kpiącym uśmieszkiem. -Hm, pozbądźmy się w końcu tej czekolady.
Cały czas masując moje przyrodzenie językiem zlizywał czekoladę z mojej piersi, oczywiście zachłannie przygryzając sutki dość boleśnie dla mnie.
-Ał... -syknąłem cicho gdy przejechał zębami po czekoladowym wzorze zostawiając różowy ślad.
Z chichotem dobrał się do mojego penisa już od razu robiąc....yh....ok, dla mnie to był atak!
-Panie! -krzyknąłem łapiąc go za ramiona chcąc odciągnąć na moment. -Aaa.... zwolnij!
Oczywiście na przekór zrobił wręcz odwrotnie. Miałem wrażenie jakby jego język się rozdwoił... i jeszcze to doprowadzające do szału ssanie... O mój boziu, co za uczucie!
Zaryłem głową w jego ramię zaciskając mocno palce na jego ramionach. Zaraz przez niego dojdę!
-Pa-anie! -krzyknąłem raz jeszcze gdy zrobił ustami coś, czego nie można opisać nawet słowami.
Nie minęła minuta jak opadając całkowicie na czarnowłosego doszedłem mu na szyję i z błogim jękiem puściłem jego ramiona. Najwyżej zlecę....
-Łohoho... pobiłem rekord? Ile to było? Minuta trzydzieści? -zachichotał łapiąc mnie pod boki i sadzając sobie z powrotem na kolanach. -Po za tym... -zebrał trochę mojego nasienia i oblizał je patrząc mi prosto w oczy.
Co za cholerny perwers!
-Ciekawy smak z czekoladą. -cmoknął mnie w czubek głowy i pogładził po plecach.
Zamknąłem oczy i odetchnąłem z ulgą. Strasznie mnie to zmęczyło, ale przynajmniej mnie nie męczył dwie godziny.
-Panie... -jęknąłem cicho. -Nie rób tak więcej... nie było fajnie.
-Śmiem wątpić. -mruknął wycierając resztki nasienia ze swojej szyi. -Yuuki, mamy problem.
Nie wiedząc o co mu chodzi łaskawie uniosłem głowę i spojrzałem na niego.
-Taaak? -Jaki, Panie?
Chwycił moją dłoń i nagle położył na swoim kroczu. Wyczuwając jego stojącą męskość cofnąłem gwałtownie dłoń i wzdrygnąłem się.
Zachichotał tylko na moją reakcję i uniósł moją twarz.
-Ale już nie tutaj. -wstał ze mną na rękach i ruszył w stronę sypialni.
Ratunku!


A tak żeby Wam zaostrzyć apetyt na więcej zostawiam ten rozdział w takim momencie. ^o^ Nie zabijecie mnie za to, prawda?

Czekoladowych, yaoistycznych 
Sabate

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Gomen again...

Chciałabym od razu Was przeprosić za moją nieobecność i brak nowych rozdziałów. Niestety troszkę mnie w tym wariatkowie przetrzymali ^ ^. 
Jednocześnie chciałabym podziękować kumplowi, że znalazł mojego bloga i zamieścił w komentarzu info dla Was. Bałam się, że pomyślicie sobie że porzuciłam bloga. Nie pomyśleliście tak... prawda? O nie, na pewno bym poinformowała. Yh, dlaczego jak mam ochotę i wenę do pisania zawsze mi coś przeszkodzi... to frustrujące ;< Gdyby nie moja nieobecność już by tu z trzy, cztery rozdziały nowe były... To naprawdę mnie irytuje q.q
No ale dość tu moich żali! Przynajmniej miałam wiele czasu do przemyśleń nad Straconym i z co najmniej dwóch kolejnych rozdziałów powinniście (czyt. macie) być zadowoleni. Po za tym, zastanawiałam się czy w każdej notce muszą być sceny 18+... co prawda nie mam zamiaru ciągnąc tego opowiadania w nieskończoność ale zawsze coś innego chyba mile widziane przez Was? Tak? Hmm, w końcu to blog yaoi i nie po to tu zaglądacie... >.> czyż nie?  
Oki oki, nie zamęczam już moimi wywodami tych, którzy to przeczytają.

Miłych, yaoistycznych
Sabate

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 9 - Stracony

Nawet nie macie pojęcia jaką mi radość sprawiliście ostatnimi komentarzami. Ale Josna niestety, jestem głupia i nic tego nie zmieni xD
Możecie być z siebie dumni bo dzięki Wam tak szybko wstawiam kolejny rozdział. Uwierzcie, że chociaż jedno zdanie od czytelników potrafi kopnąć w tyłek i zmusić do dokończenia notki. 
Również w wolnej chwili (wracam do szkoły, zaległości itd, wszyscy to znamy) obiecuję odwiedzić blogi na których już pozostawiałam swój ślad. Mam nadzieję, że wiele ciekawego wydarzyło się w fabułach blogów, które czytuję. 
So, miłego ;3


-Yuuki. -rozbrzmiał gdzieś głos mężczyzny, który ledwie co do mnie docierał.
Jak w amoku wygiąłem moje ciało w łuk i zacisnąłem mocniej dłonie na pościeli. Czarnowłosy wplótł swoje palce w moje ręce odrywając je od materiału i polizał moją linię szczęki po czym zjechał na szyję przygryzając ją lekko. 
-Mam zamiar poprawić ci humor. -szepnął mi do ucha.
Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, gdy mężczyzna pieścił moją skórę.
-Hmmm? -jęknąłem cicho chyba nie za bardzo rozumiejąc co ma na myśli.
Nie przestając zachłannie całować mojego ucha zjechał dłonią na moją klatkę piersiową i z początku delikatnie zaczął pieścić moje sutki by po chwili ustami zacząć je niemal dręczyć.
-Powiedziałem, że chcę cię rozerwać...
Poczułem jak robi mi się nieznośnie gorąco i uchyliłem lekko powieki.
-Dosłownie czy w przenośni? -jęknąłem próbując napotkać jego twarz. 
Przejechał językiem po mojej nagiej piersi i zachichotał cicho.
-Gdybym cię teraz zbyt uszkodził później nie było by zabawy. 
Zacisnąłem na powrót mocno oczy. Uuh, on znowu swoje. 
Wsunął nagle dłonie pod moje pośladki na co z piskiem podskoczyłem lekko łapiąc jego ramiona. W odpowiedzi zostałem uraczony tylko perlistym śmiechem i znowu mężczyzna ochoczo maltretował moją klatkę piersiową. 
-Uhh...-jęknąłem znowu odchylając mocno głowę do tyłu gdy język czarnowłosego znajdował się coraz niżej... i niżej...
-Wciąż niezaspokojony? -musnął ustami czubek mojego, już od dawna w gotowości, penisa i podniósł się wyżej by spojrzeć mi w twarz.
-Nie...
"Nie"? Tylko na tyle mnie stać? Gdzie ten opór? Zresztą, czy w tej chwili jest mi on potrzebny? Czy nie mogę się po prostu cieszyć chwilą? Dlaczegóż by nie?
    Pisnąłem cicho gdy zaatakował zębami moją szyję z rozbawieniem całując i przygryzając skórę. Powoli rozluźniłem zaciśnięte dłonie, które trzymałem na ramionach mężczyzny i przesunąłem je delikatnie w dół jego rąk chcąc umieścić je na jego plecach lecz niekontrolowanie zacisnąłem nagle palce na jego przedramionach, ponieważ uniósł zbyt gwałtownie głowę. Spoglądał podejrzliwym wzrokiem na mnie co chwila spoglądając na moje dłonie. Gdy speszony zabrałem je w końcu, uśmiechnął się delikatnie.
-Czy to był jakiś czuł gest, skierowany w moim kierunku, czy tylko mam zwidy? -uraczył mnie rzędem swoich białych ząbków.
Wbiłem tylko bok twarzy w poduszkę przymykając oczy. Oto moja odpowiedź.
Ze śmiechem zanurkował głową z powrotem by dość ostro zacząć ssać i przygryzać moje już umęczone sutki. O boziu...
Przycisnąłem dłoń do twarzy by niekontrolowane sapnięcia i ciche jęki nie dochodziły do czarnowłosego.
-Nie rób tak Yuuki, nie zasłaniaj się. -zabrał dłoń z mojej twarzy i przybliżył ją do swoich ust całując.
Wpatrywałem się w niego jak zahipnotyzowany i wyciągnąłem dłoń w kierunku jego włosów. Gdzieś w połowie drogi zawahałem się, lecz mężczyzną widząc co chcę zrobić przymknął oczy z lekkim uśmiechem na twarzy. Umm, ok, przynajmniej jego oczy nie wiercą mi dziury w głowie.
Niepewnie musnąłem palcami jego przydługą, czarną grzywkę i odgarnąłem ją z czoła. Nagle otworzył oczy i spoglądając tym cholernie głębokim spojrzeniem wpił się zaborczo w moje usta. Szlak by delikatność.
Dłońmi zjechał po moim korpusie i niebezpiecznie zaczął wodzić nimi po biodrach wyrywając z moich ust sapnięcia.
-Yuuki, chcę cię tu i teraz. -mruknął ciągnąc zębami moją dolną wargę.
-Nie wybieram się nigdzie... -odpowiedziałem, cicho unikając jego spojrzenia.
-I tak bym nie pozwolił... -zamruczał ze śmiechem unosząc moje biodra i wsuwając pod nie poduszkę.
-A-ale... żeby nie bolało.
Przez chwilę przypatrywał mi się nieodgadnionym wzrokiem i tylko z uśmiechem pokiwał głową. Z zalotnym wyrazem twarzy, patrząc mi prosto w oczy, polizał obficie swoje palce i już po chwili penetrował bez oporów moje wnętrze. Co dziwne, cholernie mi się to podobało. Nie mam pojęcia kiedy moje dłonie owinęły się wokół jego karku i zaborczo przyciągały do mojej twarzy. Ok, może i pocałunek wymuszony przeze mnie mógł go zdziwić ale fakt, że kręcą niecierpliwie biodrami domagając się więcej, to już nie powinno wzbudzać w nim podejrzeń.... Oh niech w końcu to zrobi!
Kiedy w końcu zanurzył swoje przyrodzenie we mnie objąłem go nogami przyciskając swoje ciało do jego jak najmocniej mogę. Nagle uniósł się ze mną i usiadł. Świetnie, teraz przynajmniej nie ucieknie mi twarzą... yh?! Przecież to ja zawsze unikałem jego ust... No cholera, ale one są takie kuszące...
-Nie poznaję cię. -mruknął nabijając mnie mocniej na siebie.
-Ach! -zacisnąłem palce na jego włosach lecz już po chwili wierciłem się nie spokojnie.
Gdy sam zrobiłem kolejny ruch czarnowłosy zastygł wpatrując się we mnie niemal ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Czy ty... właśnie nabiłeś się sam na mnie? Ujeżdżasz mnie Yuuki?
-Panie ja.... -spojrzałem prosto w jego oczy. -Ja po prostu chcę....
     AAAGH! Że co?! Jak?! Że niby czego chcę!?
Szybkim ruchem uniosłem się prosto do pionu otwierając szeroko oczy. Sen...! Co!?
Przycisnąłem dłonie do twarzy starając się uregulować oddech. Boziu, niedobrze mi... jak ja w ogóle mogłem śnić o czymś takim... z nim!
Rozejrzałem się pospiesznie po pomieszczeniu. Jego sypialnia...
AAAAGH! Do cholery! Przestraszony nagłym odkryciem czyjejś obecności przesunąłem się gwałtownie na sam brzeg łóżka, prawie spadając z niego.
Czarnowłosy, jak to zwykle on, półleżał z podpartą głową na łokciu i z tym irytującym uśmieszkiem przypatrywał się mi, a dokładniej czemuś poniżej mojego pasa.... No kurwa....! Jeszcze mi stoi!
-Mam tylko jedno pytanie -zaczął nie spuszczając wzroku z mojego krok.
Zażenowany tym wszystkim podkuliłem nogi pod siebie.
-Czy to ja ci się śniłem? -rzucił z perlistym śmiechem.
Cholera.....! Bądź cicho Yuuki, nie odzywaj się, może sobie pójdzie...
-Nie dotykaj mnie! -zaprotestowałem gdy jego silne ramie nagle przygarnęło mnie do niego i ułożyło na plecach. Swoją nogą rozwarł moje uda i odsunął kołdrę uśmiechając się coraz szerzej.
-No przestań! -starałem się z całych sił zakryć swoje przyrodzenie lecz ręką unieruchomił mi dłonie nad głową.
-Przecież muszę ci pomóc, nie zamierzasz chyba tak siedzieć z tym namiocikiem...
-Panie! -zacisnąłem mocno oczy gdy wprawnym ruchem oplótł palcami moje przyrodzenie.
Mam dość! Mam wszystkiego dość!
    Czarnowłosy dość szybko "pomógł" mi z moim problemem i z zadowoleniem umknął do łazienki. Wbiłem się w puchatą poduszkę i zamknąłem oczy. Rany... spałem, a nadal jestem zmęczony.
-Hej, życie z ciebie uszło?
-Wraz z resztką nasienia, które ze mnie wydoiłeś. -gniewnie mruknąłem pod nosem nie otwierając oczu.
-Hmm... co by tu na to poradzić... -jego ramię znów zaczęło owijać się wokół mojej tali. No nie, ja naprawdę mam dość!
-Panie... -zacząłem nieco zbyt płaczliwie -Przestań, wykończony jestem... -na ostatniej sylabie załamał mi się głos.
Przez niego jestem zmęczony nie tylko fizycznie, a psychicznie.
-Gdybym był chamem, nie brałbym tego pod uwagę i rżnąłbym cię już w najlepsze...
Nie, nie, nie...
-...ale znaj moje dobre, czarne serducho bo... -nie dokończył gdy nagle zadzwoniła komórka leząca na komodzie.
Mężczyzna poderwał się szybko z posłania i podszedł do mebla by odebrać. Przypatrywałem się jego dobrze zbudowanym plecom, był tylko w spodniach. Uhh, dlaczego ja nie mogę mieć takiej masy? Choć troszeczkę... Bardzo ciężko nabrać mi nieco mięśni no ale chociaż ramiona... Czy ja zawsze muszę być takim chuderlakiem? Za bardzo przypominam dziewczynę. Delikatne rysy, wątła budowa, jasne i długie włosy... o, no tak. Już nie takie długie.
Momentalnie na samo wspomnienie coś ścisnęło mnie w środku ze smutku. Czy ja przypadkiem nie zapominam o swojej sytuacji? Jestem do cholery niewolnikiem seksualnym jakiegoś psychola...
-Świetnie. -usłyszałem radosny jak skowronki głos czarnowłosego i spojrzałem na niego.
Stał teraz przodem do mnie i odkładał komórkę na komodę. A temu znowu co...?
-Powinieneś się cieszyć, robota idzie do przodu. -usiadł na brzegu łóżka z chwilowo nie znikającym z jego twarzy uśmiechem.
-Ja-jaka robota? -mruknąłem niepewnie spoglądając na niego.
-A ze szkoleniem mojej obecnej zabaweczki.
Przełknąłem ślinę, no tak, coś wspominał wcześniej, ze to jego praca. Ale nie myślałem o tym przedtem...
-W jakim sensie... idzie do przodu? -że niby robię postępy? Postępem jest dręczenie mnie psychicznie i fizycznie?
-Nie zdradzę ci szczegółów, ale czeka nas ciekawa wycieczka. -położył się na plecach podkładając sobie ręce pod głowę.
O nie. Cholera, mam naprawdę złe przeczucia, to się nie skończy dla mnie dobrze.
-I.. kiedy ta wycieczka? -zapytałem jeszcze mniej pewnie.
-W najbliższym czasie. -znowu uraczenie mnie szerokim uśmiechem.
Ok, czy to już czas na zaczęcie bania się o swoją przyszłość? Tak? To dobry moment?
Zmarszczyłem brwi wciskając mocniej twarz w poduszkę. Ratunku...?
-Nie myśl tyle. -mężczyzna położył powoli dłoń na mojej głowie. -Jest dobrze po trzeciej w nocy, proponuję ci sen. -przeczesał moje włosy i wsunął się pod kołdrę przyciągając mnie do piersi.
Sen? Ok, to jest moment na spanie. Może wypocznę, zacznę nieco bardziej logicznie myśleć... Tak, to jest dobry pomysł.
Zamknąłem oczy, mając nadzieję, że przez parę najbliższych godzin nie będę musiał ich otwierać.
-Słodkich Yuuki. -mruknął cicho czarnowłosy.
Ta, cicho bądź.
   
* * *
    Obudziłem się z dziwnie klującą w jednym miejscu ręką. O rany, spałem na niej... Uniosłem się powoli i gdy chciałem uwolnić swoją rękę coś mnie powstrzymało. Ramię śpiącego mężczyzny oplatało moją talię a ku mojemu niezadowoleniu jego twarz była tuż przy mojej. Spał, lecz wyglądał jakby po prostu miał zamknięte oczy, tak spokojnie... co za dzieciak, te jego czarne kudły są wszędzie. Hmm, odgarnąć? A co jak się obudzi? Oj no, udławi się jeszcze swoimi włosami... Dobra! Delikatnie!
Odgarniając powoli jego grzywkę jak w moim wcześniejszym śnie, znalazłem  małą bliznę parę centymetrów nad lewa brwią. Huuh? Ciekawe skąd ją ma... ej! Śpij głupolu! Co ty robisz? Jeszcze cię tu o molestowanie oskarży jak się obudzi przypadkiem.
    Dając sobie spokój z jego włosami zacząłem szukać wygodniej pozycji by dalej móc spokojnie spać, niestety na moje nieszczęście najwygodniej było mi najbliżej jego klatki piersiowej. Uh! To przez niego! Niech zabiera te łapę z mojej tali!
No rany... spać, zmęczony... Odpuszczając, bo i tak przecież mężczyzna spał, położyłem się tak jak było mi wygodnie i z ciężkimi powiekami wróciłem do swojego błogiego spokoju w krainie Morfeusza.


Mam nadzieję, że nie było za nudnawo i z ochotą będziecie czekać na kolejną notkę, którą prorokuję o wiele wcześniej niż zwykle.

Yaoi snów i komentowania
Sabate

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 8 - Stracony

Macie tu ode mnie kolejny rozdział z zajebistej okazji! ^o^ Tak! Świętuję swoją piękną tróję z matmy na półrocze! Fuck yea!
No dobra... czytajcie już i zapraszam do komentowania. :3

Kurwa... kurwa, kurwa, kurwa!
No kurwa!
Siedziałem wkurwiony najbardziej jak się da na łóżku otulony kołdrą i wpatrywałem się w czarnowłosego na przekór mnie wesoło pląsającego po pomieszczeniu. Co prawda jego sypialnia to miejsce szczególne... nie! On się otwarcie ze mnie naigrawa!
Swobodnym krokiem podszedł do łóżka i położył się na brzuchu wyciągając małe kartonowe pudełeczko. Moment, karty?
-Zagraj ze mną Yuuki. -rzucił uśmiechając się i wyciągając karty z opakowania.
Odwróciłem głowę w bok, pff, jeszcze czego.
-Nie bądź taki... -przeturlał się jak dziecko w stronę gdzie patrzyłem.
Co jest z nim no!?
-Mało ci rozrywki? -burknąłem patrząc na niego.
-Cóż, albo grasz ze mną w karty albo pobawimy się po mojemu...
-Dobra! -wyrwałem mu karty klnąc na niego i na wszystko w moim zasięgu.
-Momencik... -ze śmiechem wyciągnął mi powoli karty z dłoni. -Zagramy w coś prostego tak, żebyś miał jakieś szanse. Po za tym, najpierw mały zakładzik...
-O co ci chodzi?
Doooobraaa... moja cierpliwość do niego się kończy.
-A o korzyści z partii, której chcę z tobą rozegrać. I proszę, nie bulwersuj się tak Yuuki. Chcę żebyś po prostu czuł się swobodnie ze mną i...
-Swobodnie? -przerwałem mu. -Swobodnie?! Wykorzystujesz mnie mówiąc, że to twoja robota, molestujesz, gwałcisz...
-Gwałcę? -teraz to on przerwał mi ze wzrokiem nie wznoszącym sprzeciwu. -Jakoś ostatnio nie oponowałeś... wręcz przeciwnie. Zresztą powtarzałem ci tyle razy, sam wybierasz sobie to, jak będę cię traktować.
-Grajmy już do cholery... -mruknąłem cicho. I tak nie wyciągnę nic z tej rozmowy.
-A więc zakład -zaczął z promiennym uśmiechem. O matko i córko! On ma tak wkurwiające wahania nastroju, że zaczynam współczuć jego psychiatrom. -Jeśli wygrasz przez trzy dni dam ci spokój i osobny pokój z łazienką, oraz z czym tam jeszcze będziesz chciał.
-Tydzień.
-Mam żyć tydzień w abstynencji? Ok, tydzień, ale nasza zabawa po tym tygodniu może ci się nie spodobać...
-Dobra trzy! -co za facet... -A jeśli przegram? -spojrzałem na niego z powątpieniem już przeczuwając, że to co usłyszę, może mi się nie spodobać.
-Gdy przegrasz... zrobisz wszystko co zechcę. -uśmiechnął się szeroko. -A jeśli będziesz się sprzeciwiać kara będzie okrutna i nie odpuszczę ci.
Cholera.
-Na pewno musimy grać? -podciągnąłem wyżej kołdrę do brody. Nie podoba mi się to, ani trochę. Nie gram jak ekspert!
-Nie wycofuj mi się tu teraz... Zagrajmy w Pana. Nie za trudna, nie za łatwa. -zaczął tasować wybrane już karty.
-Ok. -burknąłem cicho przyglądając się jak zwinnie tasuje karty.
Kiedy rozdał je chwyciłem szybko by sprawdzić rozdanie. Hmm... dobra, bywało lepiej... jeden as... rany...
-Gramy jedno rozdanie -powiedział to takim zdaniem jakby oblizywał truskawkę z czekolady i wyciągnął dziewiątkę kier kładąc ją na pościeli. -Już się nie mogę doczekać... -mrugnął do mnie zawadiacko na co skrzywiłem się i spojrzałem w swoje karty.
Ok... ha! Mam trzy dziewiątki! Wyciągnąłem je szybko z zadowoleniem. Jestem bliżej wygranej o trzy karty. Czarnowłosy uśmiechnął się z kpiną.
-Nie bądź siebie taki pewny... chyba naprawdę rzadko grałeś w karty.
Pff, wcale nie tak rzadko... Zerknąłem w swoje karty i zamurowało mnie. Miałem wszystkie dziesiątki i trzy walety, po za tym ten as, jeden król i dwie królowe... Co znaczy że mój właściciel ma o wiele mocniejsze karty...
Spojrzałem na niego, gdy z uśmiechem wykładał na moje dziewiątki waleta lubieżnie oblizując usta. Jak teraz go nie podbiorę to nie pozbędę się swoich dziesiątek!
-I jak Yuuki? Gotowy na moją wygraną? -zachichotał widząc moją skonsternowaną minę.
Zagryzłem wargi zbierając karty z wierzchu. Cholera, cholera!
-Teraz to pójdzie z górki... -mruknął pod nosem czarnowłosy jakby mnie tu nie było. On mnie dekoncentruje!
-Specjalnie to robisz? -warknąłem.
-Ależ nie mam pojęcia o czym ty mówisz... -uśmiechnął się z pogardą w oczach.
-Pff...
    Z chwili na chwilę liczba moich kart ledwo co malała, a z kolei karty czarnowłosego tragicznie znikały w moich oczach. Nie, nie, nie! -rozpaczliwie powtarzałem sobie w myślach. Nie mogę przegrać!
-Szykuj się słodziaku... -mruknął kładąc swoje trzy ostatnie karty. Asy.
Nawet nie zdążyłem zaoponować gdy mężczyzna wyrywając mi ściskane karty w mojej dłoni rozsypał je po łóżku i pchnięciem dłoni przewrócił mnie na plecy. Z chichotem zbliżył swoją rozbawioną twarz do mojej, z kolei skonsternowanej i raczej mało rozbawionej.
-Nie... czekaj! -położyłem mu dłonie na piersi starając się odepchnąć go ode mnie. -Przestań! -pociągnąłem go za włosy gdy zaczął bezczelnie dobierać się do mojej szyi.
Odchylił głowę mrużąc z niezadowoleniem oczy. Oj... chyba za mocno pociągnąłem.
-Myślałem, że masz dość honoru by chociaż dotrzymać warunki zakładu... Chyba myliłem się co do ciebie.
-Nie! Ja po prostu... -nie dokończyłem gdyż zasłonił mi usta dłonią.
-Skoro nawet krzta honoru nie siedzi w tobie, mam cię więc traktować jak nic niewarty przedmiot? -warknął złowrogo wyrywając swoje włosy z uścisku moich palców.
-Nie... -rozszerzyłem oczy na jego słowa. Niech tak o mnie nie myśli. -Przepraszam... Panie. -dodałem mamrocąc zza jego dłoni cichutko i wbijając wzrok w jego brzuch. Przepraszam.
    Znowu. Znowu to samo uczucie.
Podniosłem głowę w górę by popatrzeć w oczy czarnowłosego. Ma to samo spojrzenie. To okropne spojrzenie pokazujące obrzydzenie, wstręt i odrazę. Ileż razy obdarowywano mnie tym wzrokiem. Przerażające, boję się. On jest straszny. Czy znowu tak będzie? Będę traktowany jakbym nie miał najmniejszego znaczenia? Nawet niewolnicy coś są warci... Ale ja? Czy znowu tak będzie? Te wszystkie spojrzenia po śmierci ojca... sierota. Dziwaczna sierota. Pogarda w oczach rówieśników każdego dnia. Znowu.
-Yuuki...? -odezwał się nagle zabierając dłoń z moich ust.
Nie! Zacisnąłem mocno oczy by na niego nie patrzeć, boję się.
Położył mi nagle dłonie na ramionach. NIE! Niech mnie nie dotyka. Odepchnąłem go przekręcając się na brzuch by nie widział mojej twarzy.
-Zostaw mnie! -krzyknąłem niemal rozpaczliwie starając się podnieść i wyjść z łóżka.
Nie zniosę tego spojrzenia!
-Yuuki, do cholery! -złapał mnie za kostkę i przyciągnął do siebie. To zadziałało jak zapalnik. Zacząłem dziko szamotać się i wierzgać kończynami. Z całych sił krzyczałem o pomoc. Nikt? Nikt mi nie pomoże? Jestem niewart nawet przedłużenia mojego życia? Pomocy?
Gdy zakrył ponownie dłonią moje usta ugryzłem go w dłoń. Momentalnie dostałem mocno w policzek z otwartej dłoni. Tym tylko mężczyzna dolał oliwy do ognia. Zacząłem niekontrolowanie szlochać i łkać dalej starając się wyrwać. Płacz uniemożliwił mi normalne oddychanie, obraz mi się zamazywał. Uduszę się!
Po chwili czarnowłosemu udało się kolanem przytrzymać moje nogi, a ręce przygwoździć do łóżka na poziomie mojej głowy.
-O co ci chodzi!? -warknął pochylając się nad moją twarzą.
Ten jego ton... wcale nie pomogło. Zacząłem płakać i lamentować jak zbity pies. Tak mi źle. Tak przeraźliwie smutno. Boże. Czy naprawdę jestem niczym?
-Odpowiedz! -rzucił ostrzegająco.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Miał rozorany policzek, z którego pomału ciekła krew. Ja to zrobiłem? Dobrze, może mnie ukaże. Ja tu nic nie znaczę.
-Liczę do trzech i masz powiedzieć o co ci chodzi. -warknął przybliżając się jeszcze bardziej.
Tak mi źle... proszę niech to się już skończy.
-Raz...
Nie znałem matki... z ojcem się nie pożegnałem... Wszyscy mieli mnie gdzieś.
-Dwa! -wysyczał przez zęby.
Teraz mi już wszystko obojętnie. Może mnie zgwałcić, torturować, ale...
-Trzy. -niemal wyszeptał marszcząc brwi.
Nie! Stop! Nie może ściąć warkocza!
-Panie! -krzyknąłem nagle gry poderwał mnie do góry i jednym ruchem przekręcił tak, bym leżał na brzuchu.
Nie może tego zrobić! Boże!
-Przepraszam! Przepraszam, Panie! -zacząłem wyrywać się gdy przytrzymywał moją głowę.
Kiedy sięgnął do szafki nocnej złapałem mój warkocz i zwijając go zacisnąłem mocno w dłoniach.
-Palce też ci poobcinam jeśli nie puścisz. -syknął wykręcając moje ręce do góry i skuwając je kajdankami przez poręcz łóżka.
-Panie nie! Przepraszam! -w tym momencie znowu zacząłem skomleć i płakać.
-Żałosne... -mruknął cicho i jedną ręką złapał mój warkocz, a drugą przekręcił moją głowę w bok i przycisnął ją kolanem bym nie mógł nią ruszać. -Masz patrzeć. Jeśli zamkniesz oczy, pożałujesz.
-Przepraszam... Panie to nie tak! -jęknąłem starając się wyrwać z marnym skutkiem.
-A jak!? -warknął szarpiąc mój warkocz i podsunął go pod moją twarz.
Zalśniło mi tylko ostrze noża przed oczami i patrzyłem z niedowierzaniem, szeroko otwartymi oczami jak około trzydzieści centymetrów mojego warkocza opada na pościel.
    Kiedy czarnowłosy zdjął kolano z mojej głowy i odsunął się by rozkuć mi ręce zastygłem w bezruchu. Wpatrywałem się tylko z otwartymi ustami w część warkocza, która już do mnie nie należała.
-Więc jak to miało być? Hm? -ledwo co dosłyszałem jego słowa zabarwione kpiącym tonem.
Kiedy poczułem, że mam wolne ręce chwyciłem obcięte włosy i przyciskając je do piersi zwinąłem się w kłębek. Potrzebuję teraz chwili rozpaczy tylko dla siebie. Spokojnie. Pozbieram się zaraz.


* * *


-Cholera, będę cię karmić siłą! To już prawie trzydzieści godzin!
Znowu szarpnięcie.
-Yuuki!
Niech będzie trochę ciszej... głowa mnie zaczyna od niego boleć.
-Same z tobą problemy! -No tak, jestem bezużyteczny, nic nie warty.
Na jego słowa znowu z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Ja tak nie mogę...
-Panie... -wychrypiałem cicho rozchylając mocniej powieki.
-No proszę, więc jednak nie zapomniałeś jak posługiwać się językiem! -zadrwił.
To nic, i tak może robić ze mną co chce... niech drwi ze mnie, nie mogę mu zabronić.
-Oczy... pieką mnie już. -jęknąłem cichutko.
Westchnął tylko i znowu podniósł mnie bym usiadł prosto. Zmęczony jestem.
-A palce nie? -rzucił już łagodniejszym tonem i spojrzał na moje zaciśnięte dłonie na resztkach warkocza. -Yuuki, nie możesz żyć przeszłością, to ci nic nie pomoże, szczególnie w twojej sytuacji.
I on mi to mówi?
-Przepraszam. -zakwiliłem.
Westchnął przekrzywiając na moment głowę w bok.
-Przestań się już mazać. Rozumiem, że nie tak planowałeś swoje życie ale los nie jest łaskawy. -mruknął biorąc z szafki talerz z kanapkami. -Zjedz coś w końcu.
-Nie chcę... -jęknąłem zamykając oczy.
-Zjesz i dam ci spokój. -wcisnął mi w dłoń talerz i wstał.
Podszedł do komody i ściągnął z niej butelkę z wodą wraz z wysoką, prostą szklanką i podał mi.
Posłusznie, w poszukiwaniu spokoju, zacząłem przeżuwać kanapkę, co kęs oglądając ją i obracając na wszystkie strony. Mężczyzna widząc moje poczynania westchnął tylko i pokręcił z dezaprobatą głową.
Usiadł obok mnie na łóżku i podpierając głowę na dłoni czekał spokojnie aż zjem chociaż jedną kanapkę.
-Jeszcze tylko szklanka wody... -mruknął unosząc palcem szklankę, którą trzymałem w dłoni. -No Yuuki, do dna. -uśmiechnął się zachęcająco.
Ok... jego zmiany nastroju nadal mnie nie bawią, ale co ja tam mogę wiedzieć. Wszystko mi jedno.
    Gdy zrobiłem jak chciał odebrał mi talerz i pustą szklankę po czym odstawił z powrotem na komodę. Chwycił mnie nagle pod pachami i unosząc umościł na środku łóżka opatulając kołdrą. Hmm, więc to ten obiecany spokój? Spojrzałem na niego obojętnym wzrokiem kiedy wyciągał z szafki gumkę do włosów i grzebień. Po co mu...
-Roztargałeś się nieco. -wyjaśnił widząc mój pytający wzrok i usiadł za mną,
Faktycznie włosy rozsypały mi się... boże, jakie one krótkie.
Spoglądając na swoje włosy łzy momentalnie napłynęły mi do oczu. Moje włosy... mamo!
-Przestań rozpaczać. -rzucił mężczyzna czując moje drżące ramiona. -To nic nie zmieni. -dodał ciszej i zaczął powoli od końcówek rozczesywać moje włosy.
Siedziałem cicho ze łzami swobodnie spływającymi po policzkach lecz nie szlochałem. Korzystając z chwili, że czarnowłosy widzi tylko moje plecy cierpiałem sobie cicho. Kiedy ten zapas łez mi się skończy?
    Gdy poczułem, że schludnie zapleciony warkocz opada mi na plecy jęknąłem cicho. Teraz sięgał tylko do łopatek. Czarnowłosy chwycił mnie za boki i odwrócił do siebie twarzą. Widząc mój wyraz twarzy i łzy niechcące przestać lecieć zamknął na moment oczy. Kiedy je otworzył jego wyraz twarzy dziwnie się zmienił.
-Powiedz o co wcześniej chodziło. Postaram się zapobiec by coś takiego nie powtórzyło się w przyszłości.
Wstrzymałem na moment oddech przypatrując się jego twarzy. Odznaczała się w niej... bezsilność?
-Panie, ja... -opuściłem głowę zamykając oczy.
Gdzie moja siła? Gdzie chęć postawienia się i duma? Zniszczył mnie...?
Wypuściłem powoli powietrze z płuc i uniosłem głowę. Skoro chcesz wiedzieć.
-Powiedziałeś, że jestem nic nie wartym przedmiotem... i... i patrzyłeś na mnie jakbym nic nie znaczył... nic... ani trochę... jak przedmiot... żałosny... -przycisnąłem dłonie do twarzy chcąc zatamować kolejną falę rozpaczy.
Boże! Jestem beznadziejny! Co on teraz o mnie myśli? Że jestem słaby? Żeby tylko, jestem godny pożałowania, nędzny i słaby.
    Kiedy ręką czarnowłosego spoczęła na moich plecach zostałem nagle przyciśnięty do jego piersi.
-Nie myślę tak. -mruknął cicho odchylając w górę moją głowę i scałowując moje słone łzy.
Zamknąłem oczy. Doprawdy? Ale wtedy jego spojrzenie... A może wyolbrzymiam...
-Nie płacz już Yuuki. -pogładził wierzchem dłoni moją twarz i pochylił się by przycisnąć swoje usta do moich.
Nie! Ja nie mogę teraz!
Jęknąłem odwracając głowę w bok i odsuwając swoje usta od jego.
-Panie nie...
Chwycił moją twarz w dwie dłonie i nakierował na swoje spojrzenie.
-O nie Yuuki, nie będę ci pobłażać. -mruknął cicho, a moje spojrzenie natrafiło na zadrapanie na jego policzku. No tak...
Dobrze. To koniec. Od tej chwili będę posłuszny. Nie zniosę kolejnej utraty włosów... nie mogę. Umrę z żałości. Kiwnąłem lekko głową i spojrzałem prosto w jego oczy. Koniec z dawnym mną. Witaj uległy Yuuki.
Przysunąłem się nieco bliżej czarnowłosego i spojrzałem mu prosto w twarz. On widząc zmianę we mnie uśmiechnął się lekko i przyciągnął z powrotem do pocałunku.
-Dobrze Yuuki, o to mi chodziło.
Złapał mnie za biodra i podniósł sadzając sobie na kolana. Zapalczywie naparł na moje wargi i rozwarł je swoimi. Jego dłonie momentalnie zacisnęły się na moich pośladkach wywołując u mnie rozpaczliwy jęk.
-Wybacz, ale trochę czasu minęło. -zamruczał wesoło zatapiając twarz w mojej szyi i drażniąc skórę zębami.
Zacisnąłem palce na jego ramionach i jęknąłem cicho.
-Panie... zrób to szybko. -odsunął twarz od mojej szyi i spojrzał na mnie podejrzliwie. -Chcę już spać. -wyjaśniłem cicho.
Kiwnął lekko głową i popchnął mnie bym leżał na plecach. Sięgnął do szafki nocnej i wydobył z niej buteleczkę lubrykantu kładąc obok moich nóg. Wrócił do mojej twarzy muskając lekko usta i zjechał od razu na szyję, obojczyki podgryzając je i ssąc lekko. Dłonie uporczywie zaczęły gładzić moje uda i podbrzusze. Zamknąłem po chwili oczy. Jeśli będę czerpać z tego korzyść szybciej się to skończy...
-Nie zasypiaj. -zamruczał gryząc nagle mój sutek.
-Nie śpię... -jęknąłem otwierając oczy i napotykając jego rozbawiony wzrok.
Ppoczułem jak jego palce oplatają delikatnie moje budzące się do życia przyrodzenie i rozwarłem lekko wargi. Och...
Zostałem uraczony perlistym śmiechem i po chwili czarnowłosy ustami zaczął zjeżdżać coraz niżej. Szybciej.
Jęknąłem cicho gdy cmoknął główkę mojego penisa. Czy on musi być tak delikatny w tym momencie? Nie mam ochoty na to...
Nagle uniósł moje nogi i położył je sobie zgięte na ramionach. Uch...
Odkorkował buteleczkę z lubrykantem i nawilżył dość obficie swoje dwa palce. Niech się pospieszy w końcu...
-No to jedziemy... -zaśmiał się i dość ostro wepchnął do końca jeden palec.
-Ach! -zacisnąłem mocno oczy.
-Tylko teraz nie marudź, sam chciałeś szybko.
Pokiwałem twierdząco głową nie otwierając oczu. No dobrze... niech się pospieszy.
    Gdy już rozciągnął mnie odpowiednio pocałował mnie przelotnie w czubek nosa i wszedł dość niespiesznie we mnie, powoli lecz do końca. Z jękiem napiąłem wszystkie mięśnie powoli przyzwyczajając się do uczucia wypełnienia. O rany... Zaczął miarowymi ruchami posuwać mój tyłek z każdym pchnięciem znacznie przyspieszając. Co jakiś czas wchodził we mnie pod innym kontem wywołując u mnie dziwne konwulsje i jęki. Złapał moją nogę i zaczął podgryzać udo. Jednak już po chwili jego twarz wyrażała coraz większą błogość i podniecenie. Paroma ostatnimi, ostrzejszymi ruchami zakończył sprawę i z pomrukiem doszedł we mnie. Uh... ale ja jeszcze nie...
Podniósł na mnie wzrok i pokręcił lekko głową.
-Oj Yuuki... -mruknął i wyszedł ze mnie.
Oplótł dłonią moje przyrodzenie i paroma mocnymi ruchami doprowadził mnie do szczytu.
-Cóż, jest późno, chodźmy spać. -położył się obok mnie oblizując palce z mojego nasienia.
Oplótł mnie swoimi ramionami i przyciągnął do klatki piersiowej. Dobrze... spać. Mimo wszystko...  nadal mi cholernie smutno, wybacz mi mamo.


Wybaczcie za błędy... wiem, że są tam jakieś dlatego uprzedzam...
Hmm... jakieś takie długie mi te rozdziały wychodzą czy mi się tylko wydaje...? Po za tym wolicie dłuższe notki rzadziej, czy krótsze częściej? Jak to jest z wami?